Poniższe teksty stanowią wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna bądź sprzedaży walut.
Dnia 05.02.2012 r. Analiza tygodniowa od 06.02. do 11.02.2012 r.

EUR/USD – Niespotykana i nieoczekiwana korekta. Niespotykana, bo jej skala zaskakuje oraz nieoczekiwana, bo kryzys się nie skończył, a problemy zadłużeniowe całej strefy euro w najmniejszym stopniu nie został rozwiązany. Oczywiście, można powiedzieć, że rynek już wszystkie te niedobre informacje związane z nadmiernym zadłużeniem strefy euro zdyskontował, a dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, to jednak skala korekty, która wygląda na to jakby kryzys się skończył i mamy w najlepsze czasy prosperity zaskakuje. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę Grecję, gdzie negocjacje w sprawie redukcji długu jak do tej pory nie mogą się skończyć powodzeniem, a wręcz przeciwnie przedłużają się i są niezwykle trudne wskazuje, że taka korekta jest nieuprawniona. Nawet redukcja o 70% długu Grecji nie zadawala samą Grecję, bo pozostały dług i tak jest zbyt wielki i nie do spłacenia. Jedynie sami Grecy zachowują się racjonalnie, bo jak podaje ich minister finansów, Grecy wycofali z banków co najmniej 65 mld euro, a według agencji dpa ponad 200 mld euro. Wolą swoje oszczędności trzymać za granicą, albo zdeponować we własnych domach niż w niepewnych bankach, które w każdej chwili mogą się okazać bankrutami.
Europejscy politycy nadal nie przyjmują do wiadomości, że przyczyną kryzysu zadłużeniowego strefy euro jest sama waluta euro i nadal nie pozwalają, aby choćby Grecja powróciła do swojej narodowej waluty, co niewątpliwie rozwiązałoby jej problemy. Podobnie dzieje się z Hiszpanią, gdzie rentowność hiszpańskich obligacji wzrasta, pomimo tego, że dług Hiszpanii jej porównywalny z W. Brytanią, a pomimo tego obligacje brytyjskie spadają do najniższego poziomu w historii poniżej 2%. Jest tak dlatego, że w przeciwieństwie do W. Brytanii Hiszpania nie sprawuje władzy nad walutą, w której wyemitowany jest jej dług. To także dowodzi tego, że euro jest walutą kryzysogenną i dopóki będzie istniało, kryzys jak bumerang będzie powracał. W piątek poprzedniego tygodnia mieliśmy najważniejsze dane miesiąca z amerykańskiego rynku pracy. Bezrobocie spadło z 8.5% do 8.3%, a liczba nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła do 243 tyś. Tak dobre wyniki spowodowały, że kurs przekroczył poziom 1,32, ale na skutek doniesień, że zaplanowany na poniedziałek szczyt Eurogrupy ws. drugiego pakietu ratunkowego dla Grecji może się nie odbyć, spowodował zjazd kursu w kilkadziesiąt minut do poziomu 1,3070. Dobitnie to świadczy o tym, jak wielką wagę rynki przywiązują do problemu zadłużeniowego strefy euro. Na koniec tych rozważań można stwierdzić, że owa niespotykana korekta najprawdopodobniej długo nie potrwa, a powrót do słabego euro jest tylko kwestią czasu. Dobitnie o tym świadczą najnowsze wyniki PKB Belgii, jako szóstej gospodarki strefy euro. Belgia jest pierwszym krajem Stefy euro, który formalnie w drugiej połowie ubiegłego roku popadł w recesje. Gospodarka tego kraju jako pierwsza znalazła się pod kreską i jak się sądzi, podobny los spotka w 2012 r. cały blok. Bowiem gospodarka belgijska jest często traktowana jako zwiastun tego, co czeka Europę. Już 15 lutego dane PKB za ostatni kwartał ubiegłego roku zostaną podane przez Niemcy, Francję, Włochy i Holandię. Z wcześniejszych analiz Reutersa wynika, że gospodarka strefy euro, jako całość, skurczy się o 0,3%.
Patrząc na wykres miesięczny, można stwierdzić, że korekta z którą mamy doczynienia jest czymś naturalnym, bo kurs dotarł do silnej długoterminowej linii wsparcia biegnącej na poziomie 1,2920 (Wykres: Miesięczny). I choć chwilowo ją przebił, to jednak trwałe pokonanie tego wsparcia będzie wymagało silnego impulsu. Wykres dzienny pokazuje nam w jakim przedziale znajduje się obecnie kurs niniejszej pary. Górne ograniczenie kanału spadkowego biegnie na poziomie 1,3660, a dolne na poziomie 1,2500. Zatem nawet jeżeli kurs wzrośnie do poziomu 1,36, to z technicznego punktu widzenie nadal będzie to tylko korekta dotychczasowego trendu na umocnienie dolara. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 1,3130, a opór na poziomie 1,3180 (Wykres: Dwugodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.02.2012 r. Analiza tygodniowa od 06.02. do 11.02.2012 r.

EUR/PLN – Po ostatnim miesiącu czasu, jakby ktoś przybył z antypodów i nie wiedział, że Polska i Europa jest pogrążona w głębokim kryzysie finansowym, patrząc na to co się dziej na rynkach finansowych, a szczególnie walutowych, musiałby stwierdzić, że przeżywamy niespotykane prosperity, a gospodarka pędzi co najmniej w 10% PKB. Istna euforia i niczym nieokiełznany optymizm w inwestowaniu w ryzykowne walory do których zalicza się polska waluta, a także euro. Już wyżej przy parze EUR/USD pisałem, że taka euforia może się bardzo szybko skończyć, bo 15 lutego, kiedy pokażą się wyniki PKB za ostatni kwartał ubiegłego roku większości krajów strefy euro. Taka sytuacja dobitnie świadczy o tym, że spekulacja ma największy wpływ na kurs walut, a gospodarka, czy polityka zaledwie okazjonalny i marginalny. W ostatnim tygodniu minister Rostowski aż dwukrotnie wypowiedział się w imieniu rządu w najwyższy sposób nieodpowiedzialny zapewniając, że emerytalny projekt podwyższający wiek emerytury do 67 lat zostanie przeforsowany. Dotyczy to także kobiet i co ciekawe, że w tej sprawie organizacje feministek nie protestują. To także świadczy o tym, że tego rodzaju organizacje są tylko elementem rozgrywek politycznych w rekach liberalno-lewicowych polityków. Druga wypowiedź dotyczyła tego, że Polska na pewno włączy się w pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by wspomóc o wiele bogatsze od nas kraje strefy euro. Owa pożyczka ma wynieś aż 6,27 mld euro i to z rezerw walutowych NBP. Trudno to komentować i tym bardziej trudniej to wytłumaczyć milionom Polaków, których nie stać na opłatę podstawowych świadczeń. Skwituję to tym, że Polska pod rządami PO nie jest już w pełni suwerennym krajem, a z dnia na dzień nasza autonomia coraz bardziej się kurczy, bo o naszych finansach, gospodarce decydują obce elementy poza granicami naszego kraju.
Patrząc surowym okiem analityka na wykresy techniczne naszej pary, to po przełamaniu kluczowego wsparcia na poziomie 4,22 (Wykres: Tygodniowy), czyli górnego ograniczenia poprzedniego szerokiego trendu bocznego, to droga ku 4,00 PLN stoi otworem. Mimo wszystko jestem bardzo sceptycznie nastawiony do tego rodzaju komentarza. Bowiem czynniki fundamentalne uważam, że nadal będą odgrywać kluczową rolę. Wykres dzienny pokazuje nam dynamizm zachowania się w ostatnim miesiącu omawianej pary. Znajdujemy się w bardzo wąskim kanale spadkowym, gdzie dolnym ograniczeniem jest poziom 4,0850, a górnym 4,1950. Zatem górne ograniczenia obecnego kanału należy wykorzystać na krótką realizację chwilowych zysków. Poziom 4,1250 (Wykres: Miesięczny), będzie stanowił bardzo poważne wsparcie, bo tam biegnie długoterminowa linia wsparcia. Z kolei ten poziom można wykorzystać do chwilowych zakupów waluty, bo pokonanie niejako z marszu tak znacznego wsparcia wydaje się być mało prawdopodobne.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.02.2012 r. Analiza tygodniowa od 06.02. do 11.02.2012 r.

USD/PLN – Na tym rynku sytuacja jest analogiczna do pary EUR/PLN. Umocnienie złotego jest nadmierne i zbyt szybko ono nastąpiła, co zakłada, że korekta również może być dynamiczna i znacząca i zapewnie może w nieoczekiwanym momencie nastąpić. Tym bardziej, że kurs niniejszej pary dociera do linii 76,4% zniesienia Fibonacciego zeszłorocznego trendu wzrostowego, czyli do poziomu 3,1350 (Wykres: Tygodniowy). Nadto poziom 3,1350 jest także silnym wsparciem (Wykres: Dzienny). Zatem niewykluczone, że właśnie przy tych poziomach może nastąpić odwrót od dotychczasowego ruchu. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 3,1820 (Wykres: Dwutygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Rozpad strefy euro, upadek Unii Europejskiej


Przełom roku sprzyja rozważaniom na temat tego co było i co może się wydarzyć , w tym wypadku w 2012 roku. Rok 2012 może być rokiem przełomowym. Owy przełom może się dokonać w Unii Europejskiej i nie chodzi tu o przełom w wyjściu z kryzysu zadłużeniowego, bo już wiadomo po skali zadłużenia, że jest to niemożliwe, ale o przełom, który zapoczątkuje serie wypadków prowadzących do rozpadu strefy euro i upadku całej Unii Europejskiej. Bowiem wszelkie próby ratowania nadmiernie zadłużonej strefy euro jak dotąd podejmowane przez decydentów Unii Europejskiej spaliły na panewce. Ostatni grudniowy (2011 r.) szczyt Unii Europejskiej, doprowadził do rozszerzenia kryzysu zadłużeniowego strefy euro na całą Unię Europejską, bo państwa nie będące w strefie euro zostały zobowiązane do płacenia niebagatelnych kwot, w wypadku Polski aż 6 mld euro, na rzecz państw strefy euro poprzez udzielanie pożyczek Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, by ten na warunkach sobie wiadomych pożyczał pieniądze poszczególnym państwom strefy euro. Oczywiście zaplanowana kwota zbiórki nie wystarczy by w skuteczny sposób przyjść na pomoc tonących w długach państw zachodniej Europy. Również niejasną jest rzeczą, na jakich zasadach takie państwa, jak: Polska, Bułgaria, czy Rumunia mają pożyczyć znaczne kwoty MFW. Nie zostało określone na jaki okres i na jaki procent ma się dokonać owa pożyczka. Może się nawet okazać, że będzie to bezzwrotna pożyczka. Nie trzeba tu tłumaczyć, jak bardzo jest to karkołomny pomysł, że biedniejsze kraje mają wspomagać bogatsze, aby te mogły przedłużyć moment swojej niewypłacalności oraz tego, że Polskę, Bułgarię, czy Rumunię po prostu ta takie gesty nie stać, gdzie w Polsce według badań OBOP-u z listopada 2011 r. wynika, że aż 64% badanych deklaruje, że środków starcza im jedynie na bieżący miesiąc, a aż 20% przyznaje, że czasami lub od dłuższego czasu nie jest wstanie opłacić podstawowe świadczenia. Podejmowane tego rodzaju decyzje przez decydentów Unii Europejskiej dają do myślenia; po pierwsze, skoro sięga się do kieszeni państw biednych, to znaczy, że państwa strefy euro rzeczywiście bankrutują. Po drugie, międzynarodowe instytucje finansowe jak MFW, czy Europejski Bank Centralny powołane miedzy innymi w tym celu, aby zaradzać potrzebom finansowym krajów znajdujących się w potrzebie, również nie mają odpowiednich funduszów, albo też nie chcą angażować się w projekty z góry skazane na niepowodzenie. Inną jest rzeczą, że obecny rząd w Polsce tak ochoczo przystąpił do tego projektu i nie wyłamał się z niego jak uczyniła to W. Brytania, a nawet Szwecja, Węgry i Czechy, które ostatecznie, zapewne nie bez presji europejskich wpływowych czynników, musiały zaakceptować wyniki ostatniego szczytu UE, choć od początku solidaryzowały się z W. Brytanią. Zatem wyłom jaki nastąpił w dniu 8 grudnia 2011 r., niezaakceptowanie unijnych rozwiązań przez W. Brytanię, można traktować jako początek, zapewne dynamicznego procesu rozpadu strefy euro i upadku całej Unii Europejskiej.
W tych okolicznościach ciśnie się zasadnicze pytanie, co jest przyczyną tak katastroficznych finansów zdecydowanej większości, jak nie wszystkich państw stref euro? Odpowiedź wydaje się być prosta, ale jak dotąd skrzętnie omijana, a nawet kamuflowana. Właściwa odpowiedź nigdy oficjalnie nie padnie, tym bardziej z ust decydentów, czy technokratów UE, bo jest niepoprawnie polityczna. Otóż, przyczyną nadmiernego zadłużenia całej strefy euro jest sama waluta euro. Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna, ale najpoważniejsza. Konstruktorzy i twórcy strefy i waluty euro tak ją skonstruowali, aby wszelkie finansowe regulacje między państwami w samej strefie były jednoznaczne korzystne głównie dla Niemiec i ewentualnie dla Francji. Zaczęło się już na początku od kursów przeliczeniowych poszczególnych walut państw tzw. peryferyjnych, które mogły przyjąć euro tylko przy znacznie, a zatem sztucznie zawyżonym kursie swojej narodowej waluty w stosunku do euro. Przenosząc obrazowo to na grunt naszego kraju, Polska może przyjąć euro tylko przy mocnej złotówce dajmy na to przy kursie poniżej 3,00 PLN. Skutkuje to, choć nie od razu, nieopłacalnością eksportu, a zarazem opłacalnością importu. Trzeba pamiętać, że już od dziesięcioleci Niemcy są największym eksporterem w Europie. Zatem to one najwięcej na euro skorzystały, oczywiście kosztem wielu krajów Europy. Sprzedają bowiem swój towar nominalnie po tej samej cenie w całej strefie euro, nie martwiąc się kosztami przewalutowania i przede wszystkim ceną konkurencyjnych towarów w poszczególnych państwach strefy euro. Do tego niekorzystnego rozwiązania ekonomicznego dla większości krajów strefy euro, doszła tzw. długoterminowa inflacja (dziesięcioletnia). Okazuje się, co było wiadome od początku wśród ekonomistów, że owa inflacja średnio jest o około 40% wyższa w większości krajów strefy euro niż w Niemczech. Zatem, choć nominalnie towar niemiecki był sprzedawany po tej samej cenie w całej strefie, de facto był on droższy np. we Włoszech, czy Grecji niż w samych Niemczech, tym bardziej biorąc pod uwagę siłę nabywczą pieniądza w tych krajach, do siły nabywczej w Niemczech.
Skoro owe regulacje, pod kontem gospodarczym, od początku były niekorzystne dla zdecydowanej większości krajów przystępujących do strefy euro, to dlaczego tak wiele państw z własną szkodą, a jednak ochoczo przyjmowało euro? Tu także odpowiedź jest prosta i podobnie jak wyżej niepoprawnie polityczna. Otóż, uwarunkowania ekonomiczne nie były brane pod uwagę, a tylko polityczne dążenia do scentralizowania całej UE i stworzenia jednego państwa pod przywództwem Niemiec. Dlatego wszelkie rządy w całej UE, wyłamujące się z tzw. poprawnego myślenie, dążące do wzmocnienia swoich narodowych państw, były i są poddawane totalnej medialnej destrukcji. Zatem euro to przede wszystkim projekt polityczny, a nie gospodarczy, choć dotyczy sfery ekonomicznej.
Wszelkie próby ratowania nadmiernego zadłużenia strefy euro, jak się okazuje nie zmierzają do tego, by ratować poszczególne zadłużone kraje, ale do tego, by wykorzystując zaistniałą sytuację, wzmóc proces tzw. integracji europejskiej. Chodzi o to, by jak najszybciej doprowadzić do unii fiskalnej z centralną instytucją skarbową ustalającą politykę podatkową i poziom wydatków. Do stworzenia europejskiego systemu bankowego, z wyrugowaniem mniejszych, narodowych banków oraz dania sobie czasu, by zaspokoić wierzytelności wielkich europejskich banków. Zatem jesteśmy świadkami przyśpieszenia procesu stwarzania utopijnego państwa europejskiego. Utopijnego, bo opartego na politycznej wizji Europy, nie zważającego na ekonomiczne uwarunkowania różnych krajów, nie mówiąc już o poszanowaniu tożsamości poszczególnych narodowych państw.
Czy polityczna wizja tworzenia jednego europejskiego państwa pod przywództwem Niemiec ma szanse powodzenia? Uważam, że zdecydowanie nie, bo po pierwsze, same Niemcy nie potrafią należycie gospodarzyć się we własnym kraju, a co dopiero mieli by zarządzać prawie całą Europą. Nie potrafią się gospodarzyć, bo pomimo tak korzystnych dla nich regulacji związanych z walutą euro, wygenerowali jeden z najwyższych długów w Europie przekraczający 80% PKB publicznego zadłużenia. Jak Włosi, Grecy, czy Hiszpanie mogą się tłumaczyć, że z powodu euro wygenerowali tak wielki dług, tak w wypadku Niemiec takie tłumaczenie nie ma już racji bytu. Po drugie, centralne regulowanie i zarządzanie na tak dużym, a zarazem: mentalnie, historycznie, kulturowo i nordowo zróżnicowanym obszarze prędzej czy później doprowadzi do niezadowolenia społecznego, a nawet może stać się przyczyną wojny. Bowiem nie wszystko co dobre w Niemczech, nie musi nim być w Grecji, czy Polsce. Po trzecie, skoro dotychczasowe pomysły tworzenia jednej strefy walutowej poniosły klęskę i okazały się przyczyną kryzysu, doprowadzając do bankructwa, albo zapaści finansowej wszystkich krajów strefy euro, dalsze upieranie się przy tych samych regulacjach musi doprowadzić do katastrofy.
Proces samorozpadu strefy euro i upadku UE nabiera na sile i nie można wykluczyć, że rok 2012 może się okazać przełomowym, bo zapewne ani strefa euro, ani cała Unia Europejska w obecnym kształcie nie przetrwa do kolejnego 2013 roku. Trzeba pamiętać, że euro przez tzw. kapitał spekulacyjny jest postrzegane od samego początku jako waluta spekulacyjna. Umacnia się kiedy światowa gospodarka przeżywa chwile prosperity, albo pod wpływem spekulacyjnych zapewnień, że takie prosperity nastąpi. Osłabia się, kiedy nastaje kryzys. Nie jest to waluta narodowa, zatem w czasie kryzysu, a tym bardziej w czasie wojny żaden kraj nie będzie chciał jej bronić, bo należy do wszystkich, czyli do nikogo. Z tego wynika, że na dłuższą metę nie może być traktowana jako fundament na którym można budować zależności gospodarcze. Z kolei naturalną konsekwencją powinno być obrona narodowej waluty, jak własnej niepodległości. Dlatego nie można się dziwić, że w polskiej konstytucji waluta nordowa jakim jest polski złoty jest jedynym i prawnym środkiem płatniczym. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem dla Europy byłby powrót do poszanowania niepodległych i w pełni suwerennych państw, współpracujących ze sobą na płaszczyźnie gospodarczej z otwartymi granicami i wolnym przepływem ludzi. Z zasadą poszanowania odrębności narodowej, kulturalnej, religijnej, gospodarczej a szczególnie politycznej wszystkich państw w Europie. Oczywiście taka współpraca wymagałaby powrotu do wartości na których Europa została zbudowana, czyli do wartości chrześcijańskich.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.12.2011 r. Analiza trzy tygodniowa od 12.12. do 31.12.2011 r.

EUR/USD – Unijny szczyt miał być przełomem w wychodzeniu strefy euro z kryzysu finansowego, a stał się początkiem rozpadu UE. Data 08.12.2011 r. będzie zapamiętana jako początek procesu rozpadu nie tylko strefy euro, ale całej Unii Europejskiej. Bo oto, Wielka Brytania, Czechy, Węgry i Szwecja nie zdecydowały się na głębszą współpracę fiskalną pod kierownictwem Niemiec. Chodzi o wdrożenie nowych zasad dyscypliny finansów publicznych (tzw. umowa fiskalna), w tym wprowadzenie automatycznych sankcji za łamanie dyscypliny budżetowej dla krajów łamiących limity deficytu i długu publicznego, a także wpisanie do konstytucji przez wszystkie kraje tzw. złotej zasady utrzymania zrównoważonych budżetów. Na te zmiany naciskała kanclerz Niemiec Angela Merkel, by w ten sposób odpowiedzialność za nadmierne zadłużenia strefy euro rozciągnąć na wszystkie kraje UE. Dlatego W. Brytania, Czechy, Węgry i Szwecja na to się nie zgodziły. Zatem pozostało 23 państwa, 17 strefy euro i 6 z poza strefy, to: Polska, Litwa, Łotwa, Bułgaria, Rumunia i Dania, które poniosą koszty nadmiernego zadłużenia strefy euro. Ustalenia ostatniego szczytu UE w Brukseli, mają być dopracowane do początku marca przyszłego roku. Zatem nie są one jeszcze obowiązujące. Taka międzynarodowa umowa nazwana porozumieniem fiskalnym ma przejść drogę ratyfikacji, a z tym może być kolejny problem. Bo już pani minister Lucindy Creighton z Irlandii zaznaczyła, że jej kraj w tym wypadku będzie musiał przeprowadzić referendum. A jak wiadomo Irlandczycy nie są zwolennikami niemiecko-francuskich pomysłów tworzących jeden kraj z UE i ich propozycji wyjścia z kryzysu. Podsumowując brukselski szczyt, mamy doczynienia nie tylko w ciąż z nierozwiązalnym problemem stref euro, ale także z kryzysem całej UE, co może i zapewne doprowadzi do rozpadu UE. Unia fiskalna, która ma być uzgodniona dopiero w marcu przyszłego roku, już wiadomo, że nie będzie zbyt skuteczna w rozwiązywaniu kryzysu. Skoncentruje uwagę nie tam, gdzie trzeba, głównie na dyscyplinie fiskalnej, która nie jest rzeczywistym powodem rozszerzenia się kryzysu. Rzeczywistym powodem były krzywdzące dla wielu krajów kursy przeliczeniowe ich narodowych walut na euro, z wyraźną korzyścią dla Niemiec oraz długoterminowa inflacja, również niekorzystna dla krajów południowej Europy, o czym szczegółowo już pisałem w ostatnich analizach. Tandem niemiecko-francuski na ostatnim szczycie złożył ważne polityczne oświadczenie, że nie dopuści do tego, aby ktoś stał na przekór ich działaniom, jak było to w wypadku W. Brytanii. Czy w tych okolicznościach nie rodzi się dyktatorski system pod płaszczykiem większej demokratyzacji UE? Zostało ustalone także, że kraje strefy euro będą chciały kształtować zasady rynku pracy i koordynować politykę podatkową. A to wszystko pod płaszczykiem walki z kryzysem. We wszystkich tych dziedzinach strefa euro i UE będą w stałym prawnym i politycznym konflikcie, w którym UE będzie działać jako hamulec rozwoju, strefy euro. Czwartkowy szczyt Rady Europejskiej wykazał, że unia monetarna w ramach jednych i tych samych ram prawnych nie może współżyć z grupą państw nie będących jej stałymi członkami. Ramy UE z jej obecnymi traktatami i instytucjami okazały się niewystarczająco elastyczne dla funkcjonowania unii monetarnej i katastrofalne dla unii monetarnej w kryzysie. Wszystko, co zostało osiągnięte w piątek, to stworzenie nowego kryzysu bez rozwiązania istniejącego. Niemcy postawę W. Brytanii określiły jako strzał „potężnego samobójczego gola”. Z punktu widzenie W. Brytanii uważam, że jest to postawa przeciwna, jako strzelenia UE karnego. Na koniec szczytu opinia publiczna dowiedziała się, że państwa strefy euro oraz inne kraje UE, w tym Polska, mają wzmocnić MFW kwotą 200 mld euro, by ten wspierał zadłużone gospodarki Stefy euro, a szczególnie unijne banki, potrzebujące dodatkowego wsparcia finansowego. 150 mld euro ma pochodzić od strefy euro, a 50 mld od krajów dziesiątki. Pożyczeniu pieniędzy MFW przez EBC sprzeciwiły się Niemcy, tłumacząc się tym, że nie chcą, by EBC pełnił rolę „pożyczkodawcy ostatniej szansy”. Zatem dzięki Niemcom odpowiedzialność za finansowy kryzys w strefie euro spada na całą UE. Oczywiście jest to studnia bez dna i doprowadzi do rozpadu i upadku całej UE. Tymczasem PKB Grecji za III kwartał 2011 r. spadł o 5,0% rok do roku, bez uwzględnienia czynników sezonowych. Agencja ratingowa S&P umieściła rating Funduszu Stabilizacyjnego na liście obserwowanej i przymierza się do obniżenia o jeden stopień ratingu dla Austrii, Belgii, Finlandii, Niemiec, Holandii i Luksemburga, natomiast ocena Francji o dwa stopnie. Wydaje się to już tylko kwestią czasu, obniżenia nie tylko ratingu, ale bankructwo całej UE. Bo jak dla Grecji, Portugalii, Włoch, czy Hiszpanii istnieje racjonalne wytłumaczenie, bo przyjęli euro, które poprzez kilkanaście lat wydrenowało z ich krajów narodowy kapitał, uzależniając od krótkoterminowego spekulacyjnego obcego kapitału, tak dla Niemiec takiego wytłumaczenia być już nie może. Niemcy bowiem dzięki walucie euro dużo zyskali jako największy w Europie eksporter. Nie musieli się martwić o konkurencyjność rynku w strefie euro, a pomimo tego mają jeden z największych długów publicznych na kontynencie, bo sięgający aż 80% PKB. Czyżby nadchodził czas, w którym padnie mit o niemieckiej gospodarności? Bo jak inaczej można sobie wytłumaczyć tak potężne zadłużenie, jak tylko niegospodarnością, nieudolnym zarządzaniem własnej gospodarki, skądinąd wiadomo, że Niemcy chętnie wysługiwali i wysługują się pracą innych narodów, które między innymi w tym celu podbijali, albo u nich pracowali i pracują. Zatem to Niemcy jako główni twórcy i projektanci strefy euro są odpowiedzialni za obecny kryzys. Będą także odpowiedzialni za upadek całej UE, bo swoją winę zrzucają na inne narody, chcąc jeszcze na tym zarobić. Z tego wynika, że w następnym tygodniu, ani w kolejnych nie przyjdzie, ani uspokojenie na światowych runkach finansowych, ani poprawa nastrojów wśród inwestorów. Natomiast należy się spodziewać nasilenia zjawisk kryzysowych i wyczekiwać kolejnych ogłoszeń niewypłacalności poszczególnych państw stref euro, a także pozostałych państw UE, w tym Polski.
Analiza techniczna zdaje się nam ten scenariusz potwierdzać. Nadal jesteśmy w trendzie na umocnienie dolara i każdorazowe korekty, na umocnienie euro, trzeba traktować jako epizodyczne wydarzenia. Linia oporu trendu biegnąca na poziomie 1,4220 (Wykres: Tygodniowy) i wydaje się być niezagrożona. Natomiast linia wsparcia trendu biegnąca na poziomie 1,2950 (Wykres: Tygodniowy) jak nie w następnym, to w kolejnych tygodniach powinna być z powodzeniem zaatakowana. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 1,3300 (Wykres: Dwugodzinny), które nie powinno stanowić większej zapory w marszu naszej pary na południe. Kolejne to poziom 1,3260 (Wykres: Ośmiogodzinny, Dzienny), tutaj można się spodziewać, że rynek na nieco dłużej może się zatrzymać. Strefa oporu zlokalizowana jest na poziomach 1,3400-1,3457 (Wykres: Dwugodzinny), która powinna wytrzymać ewentualne korekty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.12.2011 r. Analiza trzy tygodnia od 12.12. do 31.12.2011 r.

EUR/PLN – Zdrada, zdrada, zdrada. Takie słowa mi się cisną na usta po zachowaniu polskiej delegacji z premierem Tuskiem na czele na ostatnim szczycie UE. Bo oto okazuje się, że będziemy partycypować w ponoszeniu kosztów zadłużeniowego kryzysu w strefie euro, bez żadnych korzyści dla Polski. Zostało ustalone, że NBP podejmie odpowiednie decyzje dotyczące skali i zaangażowania banku na rzecz stabilizacji sytuacji w strefie euro przyjmując kształt konkretnych rozwiązań. A to oznacza ni mniej ni więcej, znaczne uszczuplenie polskich rezerw walutowych, nawet w kwocie kilkudziesięciu mld euro w przeciągu kilku lat. Nic nie zawdzięczamy UE, abyśmy byli zobowiązani do czegokolwiek, wręcz przeciwnie, przystosowanie i członkowstwo w UE kosztowało nas kilkaset miliardów dolarów, utratę ponad półtora miliona miejsc pracy, poprzez likwidację polskiego sektora stoczniowego, ograniczenia w rybołówstwie i w rolnictwie, zapaść w polskich usługach na rzecz zachodnich państw poprzez zezwolenie na zbyt liczne hipermarkety oraz ograniczenia w rozwoju górnictwa poprzez nakładanie ekologicznych limitów. Paradoksalnie solidarnościowy zryw w Polsce doprowadził do zjednoczenia Niemiec, którym nawet na myśl nie przyszło aby darować komunistyczne długi w Polsce. Teraz, jakby było mało własnej biedy, zostaliśmy zobowiązani by pomagać tym, którzy gospodarczo dużo wyżej od nas stoją i na domiar złego nas nie szanują. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kosmopolityczne rządy na przestrzeni III RP z obecnym włącznie. W dniach 4-8 listopada 2011 r. OBOP przeprowadził badania na temat biedy w Polsce. Okazuje się, że aż 64% badanych deklaruje, że środków starcza im jedynie na bieżący miesiąc, a aż 20% przyznaje, że czasami lub od dłuższego czasu nie jest w stanie opłacić podstawowe świadczenia. Natomiast 31% ankietowanych uważa, że w ciągu 12 miesięcy sytuacja finansowa ich gospodarstw domowych pogorszyła się. Jakby było mało tych wszystkich nieszczęść, którymi raczy nas obecny rząd, to jeszcze solennie zapewnia swoich europejskich partnerów o jak najszybszym wejściu do strefy euro, czyli do oka cyklony bankrutujących państw, właśnie z powodu euro. 7-go grudnia 2011 r. NBP poprzez wypowiedź dyrektora Instytutu Ekonomicznego A. Sławińskiego stwierdził, że kurs walutowy i autonomiczna polityka pieniężna w Polsce pomogły stabilizować konkurencyjność gospodarki. W latach 2000-2011 realny efektywny kurs złotego defilowany jednostkowymi kosztami pracy wyraźnie się osłabił, co sprzyjało konkurencyjności eksportu mimo długich okresów nominalnej aprecjacji naszej waluty. W opinii dyrektora IE oznacza to, że nie tylko Wielkiej Brytanii i Szwecji, ale także w Polsce, autonomiczna polityka pieniężna pomagała stabilizować konkurencyjność gospodarki. Zatem jasno wynika, że z powodów gospodarczych, nie powinniśmy tylko oddalić nasze wejście do strefy euro, ale zdecydowanie odrzucić taką możliwość i bronić narodowej waluty jak niepodległości. Rządy przemijają, ale ich zdradzieckie decyzje mogą pognębić kraj w kryzysie na długie dziesięciolecia. To wszystko będzie powodowało, że nie należy się spodziewać umocnienia złotego w najbliższych tygodniach, a nawet miesiącach, a kto wie czy nie latach.
Analiza techniczna potwierdza w/w. sugestię. Obecnie mamy trend na osłabienie złotego, gdzie linia oporu trendu biegnie na poziomie 4,8100 (Wykres: Tygodniowy), a linia wsparcia trendu na poziomie 4,4200 (Wykres: Tygodniowy). Gdyby nie liczne interwencje NBP i rządu działającego na rynku walutowym niczym spekulant poprzez BGK, kurs naszej pary atakowałby górne ograniczenia obecnego trendu, czyli poziomy powyżej 4,8000. Tymczasem najbliższa strefa oporów znajduje się w przedziale 4,5300-4,5600 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny, Dzienny) i tam należy się spodziewać kolejnej interwencji. Z góry wiadomo jak to się skończy. Polska wyda i wydaje kapitałowi spekulacyjnemu miliardy dolarów i euro, a i tak na dłuższą metę nie obroni kursu. Natomiast owy kapitał z pokaźnym zyskiem sprzeda te miliardy Polsce ale po cenie powiedzmy o 50 groszy wyższej. Straty niewyobrażalne, tylko po to, by w twórczej księgowości minister Rostowski mógł się wykazać, że Polska nie przekroczy drugiego progu ostrożnościowego zapisanego w konstytucji, czyli 55% długu publicznego PKB. Najbliższe wsparcie mamy już na poziomie 4,5050 (Wykres: Dwugodzinny), które chwilowo może być pokonane. Kolejne to poziom 4,4680 (Wykres: Ośmiogodzinny), które powinno wytrzymać, przy ewentualnych chwilowych korektach spowodowanych państwowym interwencjonizmem.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.12.2011 r. Analiza trzy tygodnia od 12.12. do 31.12.2011 r.

USD/PLN – Niezachwiany trend na osłabienie złotego. Lina oporu trendu biednie na poziomie 3,7700, a linia wsparcie trendu na poziomie 3,2000 (Wykres: Tygodniowy). W tym przedziale należy się spodziewać wahań w czasie najbliższych tygodni, oczywiście z tendencją ku górnym ograniczeniom obecnego trendu, pomimo agresywnego interwencjonizmu państwowego. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 3,4050 (Wykres: Dwugodzinny), który stanowi dość słabą zaporę. Natomiast kolejny na poziomie 3,4450-3,4500 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny), może być tym poziomem, gdzie nastąpi kolejna interwencja NBP i BGK. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 3,3450-3,3400 (Wykresy; Dwugodzinny, Ośmiogodzinny, Dzienny), które będzie powstrzymywało przed głębszymi korektami na omawianej parze. Nie zakładam głębokich korekt, pomimo tego, że mamy koniec roku, czyli tradycyjny czasu, w którym nasila się spekulacyjna działalność NBP i rządu by umocnić złotego. Powód jest oczywisty, kryzys w strefie euro po ostatnim nieudanym szczycie UE, rozlał się na całą UE.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.12.2011 r. Analiza tygodniowa od 05.12. do 10.12.2011 r.

EUR/USD – Skomasowana interwencja centralnych banków wiodących państw. Amerykańska Rezerwa Federalna, Bank Kanady, Bank Anglii, Bank Japonii, EBC i Bank Szwajcarii, zdecydowały się na obniżenie stopy procentowej na swapy dolarowe o 50 pkt. bazowych. To spowodowało dość gwałtowną reakcję rynku na osłabienie dolara o około dwie i pół figury, czyli do poziomu 1,3520. Jednakże tydzień zakończył się już mocniejszym dolarem na poziomie 1,3390. Zatem tak wielka i skomasowana akcja centralnych banków wystarczyła tylko na dwa dni. Kryzys zadłużeniowy coraz bardziej się rozszerza i ogarnia nowe państwa w tym także takie, które są uważane za filary gospodarki europejskiej. Agencja ratingowa Standard & Poor’s Services rozważa przyznać ratingowi kredytowemu Francji negatywną perspektywę. Z kolei agencja ratingowa Moody’s Investors Services rozważa obniżenia ratingów długu banków w 15 krajach Europy z powodu cofnięcia dla nich wsparcia rządowego, między innymi dotyczy to: BNP Paribas SA i Societe General SA, największych banków we Francji, włoskiego UniCredit SpA, szwajcarskich Credit Suisse i UBS. Natomiast Morgan Stanley obniżył swoje prognozy globalnego wzrostu gospodarczego w 2012 r. z powodu anemicznego wzrostu gospodarczego USA i recesji w Europie. Światowa gospodarka urośnie w 2012 r. o około 3,5% wobec szacowanych w sierpniu 3,8% PKB. EBC zamierza pożyczyć MFW środki w wysokości 100 – 200 mld euro, by ten złagodził kryzys w Europie poprzez wsparcie kontraktów w USA i wsparcie euro. Znowu Grecy apelują o efektywność w walce z kryzysem, bo nowy premier Lukas Papademos jako były vice komisarz UE doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że ani Grecja, ani UE już niedługo nie będą mogły przeciwdziałać kryzysowi. Coraz częściej tzw. przywódcy EU spotykają się, by wypracować wspólne stanowisko przeciwdziałające kryzysowi, tylko z tego na razie nic nie wynika. Za dużo gadania za mało konkretów. W zasadzie jedynym konkretem ubiegłego tygodnia była zgoda na wypłatę Grecji zaległej już szóstej transzy pomocy finansowej w kwocie 8 mld euro. Co ciekawe stało się tak mimo tego, że lider Nowej Demokracji, Antonis Samaras ostatecznie nie zobowiązał się na piśmie do bezwarunkowego poparcia reform przeprowadzonych przez rząd Lukasa Papademosa. To pokazuje, że europejscy liderzy maja teraz większe problemy, niż zajmowanie się Grecją. Kluczowa w następnym tygodniu będzie sytuacja we Włoszech. Bowiem Włosi na dłuższą metę nie będą mogły obsługiwać długu przy tak wysokiej rentowności ich obligacji. Dotyczy to także Hiszpanii oraz Belgii. Upada ostatnio bardzo mocno forsowny projekt stworzenia Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), bo już wiadomo, że się nie uda zlewarować EFSF do 1 bln euro. Ostatecznie kwota może być wyraźnie niższa. Reasumując, najbliższy tydzień może być nadal napięty. W zasadzie wciąż nie wiadomo, co dokładnie zobaczymy 8 i 9 grudnia (posiedzenie EBC i szczyt UE), czy zaproponowane rozwiązania będą rzeczywiście na tyle przełomowe, aby rynki uwierzyły w to, że strefę euro uda się jeszcze ocalić. Już wiadomo, że nie uda się w szybkim tempie poprawić, albo stworzyć nowy traktat europejski, a zatem Niemcy i Francja będą forsowały stworzenie grupy kilku państw, tzw. super-Europejczyków w formie umowy międzypaństwowej. Co moim zdaniem przyśpieszy rozpad strefy euro, a może i całej UE. Wygląda to tak, jak podpalacz gasi pożar przez siebie wzniecony, dokładają do niego ognia. Bo metody i propozycje jeszcze większego scentralizowania strefy euro, a nawet całej UE, jednocześnie nie brania odpowiedzialności za swoje decyzje, musi doprowadzić do upadku. Przypomnę, że główną przyczyną obecnego kryzysu jest sama waluta euro, a to z powodu niekorzystnego kursu wymiany dla państw południa Europy, przy korzystnym dla Niemiec oraz z powodu długoterminowej inflacji, również niekorzystnej dla państw peryferyjnych strefy euro. Nie wykluczone, że już w 2012 r. będziemy świadkami rozpady strefy euro, a przynajmniej wystąpienia jednego z państw.
Przechodząc do analizy technicznej, nadal jesteśmy w trendzie na umocnienie dolara, gdzie górne ograniczenie, czyli linia oporu trendu biegnie na poziomie 1,4230 (Wykres: Tygodniowy), a linia wsparcia, która może już w nadchodzącym tygodniku być naruszona biegnie na poziomie 1,3000 (Wykres: Tygodniowa). Po drodze mamy lokalne wsparcie na poziomie 1,3310 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie już o wiele mocniejsze na poziomie 1,3243 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny). Jeżeli nie będzie ponownych interwencji centralnych banków, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że poziom 1,30 powinien być osiągnięty już w nadchodzącym tygodniu. Najbliższą strefę oporu mamy już zlokalizowaną na poziomie 1,3460 – 1,3500 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). Opór na poziomie 1,4000 (Wykres: Dzienny), wydaje się być nieosiągalny.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.12.2011 r. Analiza tygodniowa od 05.12. do 10.12.2011 r.

EUR/PLN – Interwencja i jeszcze raz interwencja. Okazało się, pisząc analizę w ubiegłym tygodniu, że z dużą dokładnością udało mi się przewidzieć poziom, przy którym nastąpiła interwencji NBP i rządu działającego na rynku przez BGK. Kurs spadł z poziomi 4,5550 do poziomu 4,4650. Niewątpliwie nie była to tylko zasługa polskich czynników, ale skomasowanej akcji światowych banków, o czym wspominałem przy analizie EUR/USD. Jak się okazało i na naszym rynku skuteczność takiej interwencji wyczerpała się już po dwóch dniach. Bo już pod koniec tygodnia kurs podniósł się do poziomu 4,4900. W ubiegłym tygodniu chóralnie i minister Sikorski i premier Tusk składali wiernopoddańcze deklaracje o wiodącej roli Niemiec, nawet kosztem suwerenności poszczególnych państw strefy euro, a także kosztem Polski. Jednocześnie zapewniali, że Polska w obecnej kadencji sejmu spełni niezbędne kryteria, by wejść do strefy euro. Oczywiście już jest zapowiadana zmiana konstytucji, bo nawet obecna nie zezwala na przyjęcie obcej waluty jako swojej. Tak więc dla doraźnych celów, będzie zmieniana konstytucja, bo nawet partie wywodzące się z komunizmu, będące twórcami obecnej konstytucji, nie przewidzieli, że aż tak trzeba będzie wyzbyć się elementarnych oznak suwerenności. Tymczasem badania przeprowadzone przez Ipsos na zlecenia ministerstwa finansów pokazują, że odsetek osób o negatywnym stosunku do wprowadzenia w Polsce euro wzrósł o 6%, do 53%, podczas gdy zwolenników spadł o 9%, do 29%. Nawet te oficjalne sondaże nie dają cienia wątpliwości, że naród jest mądrzejszy od polityków, którzy pchają nas w oko cyklonu. Zakładam, że plany obecnego rządu spalą na panewce, bo do tego czasu strefa euro się rozpadania. Vice premier Pawlak zaproponował rozsądne rozwiązanie, aby wrócić do systemu jaki obowiązywał przed wprowadzeniem euro, czyli do ECU, w rozliczeniach międzynarodowych i międzybankowych oraz do walut narodowych we wszystkich krajach UE. Ale zapewne ten głos nie będzie brany pod uwagę, bo kłóci się z obecną poprawnością polityczną, coraz większej centralizacji UE i na siłę tworzenia jednego państwa, w którym Niemcy odgrywaliby kluczową rolę.
Przechodząc do analizy technicznej nasza para mimo interwencji NBP i rządu jest nadal w trendzie na osłabienie złotego. Linia oporu trendu biegnie na poziomie 4,7800 (Wykres: Tygodniowy) i w tym kierunku, należy się spodziewać ruchu. Wsparcie mamy już na poziomie 4,4100 (Wykres: Tygodniowy), a silną strefę oporu, przy którym może być ponowna interwencja NBP i rządu, mamy na poziomie 4,5400 – 4,5650 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). Rząd zrobi wszystko, aby nie dopuścić do wyższych poziomów jak 4,6500 – 4,7000, bo wówczas nasz denominowany dług w walutach obcych przekroczyłby drugi próg ostrożnościowy zapisany w konstytucji, czyli 55% PKB zadłużenie publicznego, co spowodowałoby zrównoważony budżet na kolejny rok. Zatem rząd wraz z NBP lekką ręką będą wyzbywać się naszych rezerw walutowych i uprawiać twórczą księgowość, w czym minister finansów zdaje się być wyśmienitym fachowcem. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 4,4750 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne na poziomie 4,4150 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.12.2011 r. Analiza tygodniowa od 05.12. do 10.12.2011 r.

USD/PLN - Interwencja na tym rynku, ze zrozumiałych względów była głębsza, bo do tego złożyła się poważna korekta na parze EUR/USD. Mimo wszystko, obecny trend na osłabienie złotego jest niezachwiany. Linia oporu trendu biegnie na poziomie 3,7300 (Wykres: Tygodniowy) i jeżeli nie w tym roku, to zapewne w następnym ten poziom zostanie osiągnięty. Linia wsparcie trendu biegnie dość nisko, bo na poziomie 3,1700 (Wykres: Tygodniowy) i dopóki nie zostanie ona przebita, na co się nie zanosi, nie będziemy mogli mówić o powrocie do mocnego złotego. Przed nami poważna strefa oporu zlokalizowana na poziomach 3,4280 – 3,4400 (Wykres: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny, Dzienny). Tam spodziewam się kolejnej interwencji NBP i rządu. Wsparcie mamy już na poziomie 3,3300 (Wykres: Ośmiogodzinny), a kolejne nieco niżej, bo na poziomie 3,3130 (Wykres: Dwugodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 27.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 28.11. do 03.12.2011 r.

EUR/USD – Ucieczka przed ryzykownymi walorami. Tak w skrócie można skwitować to, co się działo w ubiegłym tygodniu na rynkach walutowych. Na naszej parze odnotowaliśmy zjazd z 1,3550 do 1,3230. Trzy figury w ciągu kilku dni, to świadczy o dynamice i nastrojach wśród inwestorów. Te nastroje były podsycane fundamentalnymi danymi o negatywnym charakterze. Obecnie mamy duże uwrażliwienie na wiadomości negatywne podczas gdy wiadomości pozytywne spotykają się z dużo mniejszym odzewem rynkowym. I tak zamówienia w przemyśle strefy euro we wrześniu 2011 r. spadły miesiąc do miesiąca o aż 6,4%, po wzroście w sierpniu o 1,4%, po korekcie. Tymczasem analitycy spodziewali się, że zamówienia m/m spadną tylko o 2,7%. Natomiast rok do roku zamówienia wzrosły we wrześniu tylko o 1,6%, po wzroście w sierpniu o 5,9%, po korekcie. Tu analitycy spodziewali się dużo większego wzrostu o 6,1%. Agencja ratingowa Standard& Poor’s obniżyła długoterminowy rating Belgii do AA z AA plus z negatywną perspektywą ratingu, a to z powodu zagrożeń płynących z sektora finansowego. Nawet francuskie obligacje zaczęły mocno drożeć, co powoduje dynamiczny wzrost kosztu obsługi zadłużenia zagranicznego tego kraju. Pojawiły się spekulacje prasowe, że rating Francji na poziomie AAA jest zagrożony. Niewątpliwie, cała ta sytuacja z bankrutującą strefą euro, już nie tylko Gracją, ale zdecydowanie większością krajów tej strefy, będzie musiała w niedługim czasie się rozwiązać. I nie chodzi tu o jakieś pozorowane rozwiązania jakie zapewne będą miały miejsce w nadchodzącym tygodniu, gdzie dojdzie do spotkania ministrów finansów strefy euro (wtorek), czy UE, kolejny mini-szczyt Merkel, Sarkozy, Monti (środa), ale rzeczywiste, czyli na płaszczyźnie gospodarczej, a nie politycznej. Można założyć, że nadchodzący mini-szczyt UE może na krótko uspokoić rynki finansowe, ale w dłuższej perspektywie zdaje się, że przywódcy UE są niereformowalnymi utopistami, którzy już w nadchodzącym 2012 r. mogą doprowadzić do rozpadu strefy euro, paradoksalnie usilnie broniąc obecnych rozwiązań.
Przechodząc do analizy technicznej, ruch zapoczątkowany w ubiegłym tygodniu może się dopiero skończyć przy poziomie 1,2650 (Wykres: Tygodniowy). Wcześniej będziemy mili na początku słabe wsparcia w strefie 1,3220-1,3200 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny), a następnie bardzo mocne zlokalizowane na poziomie 1,3050 (Wykresy: Tygodniowy, Dzienny). Poziom oporu zlokalizowany na poziomie 1,3440 (Wykres: Ośmiogodzinny), będzie stanowił mocną zaporę przed spekulacyjnym osłabieniem dolara. Ze względu na mini-szczyt w nadchodzącym tygodniu, można się spodziewać takich spekulacyjnych ruchów. Jednakże nie spodziewam się, aby ten poziom oporu został przełamany.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 27.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 28.11. do 03.12.2011 r.

EUR/PLN – Zapowiedź paniki. Ubiegły tydzień na polskim rynku walutowym moim zdaniem był zapowiedziom paniki jaka nas czeka w nadchodzącym 2012 r. Bowiem winę za pogorszenie nastrojów zrzuca się już nie na Grecję, czy Włochy, a na Niemcy. Nie dość, że nadal nie chcą się zgodzić na ideę euro obligacji, to jeszcze nieoczekiwaną porażką zakończyła się aukcja 10-letnich obligacji, prowadząc do wzrostu rentowności w całej strefie, szczególnie zaś w Belgii, gdzie zbliża się ona do poziomu 6%, przy którym rynek zaczął panikować w przypadku Włoch. Oczywiście, euro obligacje nie zakończą kryzysu, ale dałoby to kilka miesięcy spokoju. Dodatkowo rynek państw w Europie środkowej został osłabiony obniżeniem not węgierskich obligacji z poziomu Baa3 do Ba1, przez agencję ratingową Moody’s Investors Service z powodu wysokiego zadłużenia sięgającego 81% PKB, uzależnienia od inwestycji zagranicznych i dużych potrzeb w dziedzinie finansowania. Niestety Polskę czeka to samo, bo również jesteśmy w coraz to większym stopniu uzależnieni od inwestycji zagranicznych. Rząd zaczął się zastanawiać nad zmianą kursu do wyliczenia relacji długu denominowanego w walutach obcych. Teraz pod koniec grudnia nalicza się kurs obowiązujący przy naliczaniu naszego zadłużenia w walutach obcych, a w przyszłym roku będzie brany średnioroczny kurs walutowy. Problem w tym, że teraz wciągu jednego miesiąca, ani rząd, ani NBP nie jest wstanie trwale umocnić złotego, by kurs był odpowiedni przy naliczaniu długu, a co dopiero w przeciągu całego roku. W przyszłym tygodniu czeka nas najprawdopodobniej ponownie wysoka zmienność wahań kursu, a to z powodu sprzedaży obligacji Belgii, Włoch, a następnie Hiszpanii. Jedynie co może powstrzymać na krótki czas ucieczkę inwestorów z ryzykownych aktywów będzie spotkanie UE na mini-szczycie: Merkel, Sarkozy, Monti. Polskie dane nie będą miały wpływu na decyzję inwestorów, chyba że będą znacząco odbiegały od oczekiwanych.
Na wykresie tygodniowym zaznaczyłem linię oporu i linię wsparcia trendu. Zatem obecny ruch może się dopiero zakończyć na poziomie 4,74, a wsparcie mamy przy poziomie 4,40. Jeżeli NBP i ministerstwo finansów działające na rynku walutom przez BGK , nie obronią kursu złotego w grudniu, to osiągnięcie górnego pułapu jest jak najbardziej możliwe. Jeżeli nie w tym roku to na pewno w następnym. Zatem istnieje bardzo realna groźba przekroczenia drugiego konstytucyjnego progu ostrożnościowego na poziomie 55% PKB publicznego zadłużenia. Najbliższy opór mamy na poziomie 4,55 (Wykres: Dwugodzinny) i zapewne przy tym poziomie można się spodziewać interwencji NBP. Jeżeli ona nastąpi, to nie spodziewam się trwałego umocnienia złotego jak tylko do wsparć zlokalizowanych na poziomach 4,37-4,40 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny, Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 27.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 28.11. do 03.12.2011 r.

USD/PLN – Znaczna zmienność w poprzednim i w następnym tygodniu również nas czeka i na tym rynku. Linia oporu trendu biegnie na poziomie 3,78, który może być osiągnięty jak nie w tym, to zapewne w następnym roku. Jednakże opór zlokalizowany na poziomie 3,44 (Wykres: Dwugodzinny), może skutecznie powstrzymać marsz naszej pary na północ, o ile dojdzie do interwencji NBP. Wówczas kurs może się cofnąć do poziomu 3,31 (Wykres: Ośmiogodzinny). Trzeba pamiętać, że interwencjonizm państwowy w dłuższej perspektywie jest nie skuteczny, a tylko stanowi to drenaż naszych rezerw walutowych oraz generuje znaczne zyski dla zagranicznego kapitału spekulacyjnego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.11.2011 r. Analiz tygodniowa 21.11. do 26.11.2011 r.

EUR/USD – W obliczu narastającego kryzysu, zasadnym jest zadawanie sobie pytań: co będzie dalej, jakie będą kursy, kiedy nastąpi rozpad strefy euro? Otóż instytucją, która ma przemożny wpływ na kreowanie nie tylko polityki pieniężnej, gospodarczej , ale w ogóle oblicza politycznego poszczególnych państw strefy euro jest niewątpliwie Europejskie Bank Centralny. Owa instytucja cieszy się autonomią i posiada własną osobowość prawną. W rzeczywistości jest to instytucja, która przestała prowadzić tylko politykę walutową, ale zaczęła wpływać na ekonomiczno-społeczną politykę europejską, stopniowo pozbawiając państwa narodowe ich władzy w tych obszarach. Bowiem w wypadku niewypłacalność poszczególnego kraju strefy euro, jak ma to miejsce obecnie w przypadku Grecji, czy Włoch, narzuca dokładny program naprawczy. Zazwyczaj jest to: niezbędne przeprowadzenie prywatyzacji na szeroką skalę i reforma systemu zarobków. Zatem w rzeczywistości EBC nie będąc państwem emituje banknoty, nie pomnażając swojego stanu posiadania, narzuca państwom narodowym, którym nie wolno wybijać monety, swoje reguły. W konsekwencji takim krajom jak: Grecja, Hiszpania, czy Włochy, którym nie udało się przeciwstawić tej ogromnej presji, EBC pilotuje owe reformy, a czasem prowokuje kryzysy polityczne. Bowiem niewyrażonym wprost celem EBC jest w istocie likwidacja państw narodowych. Znajdujemy się zatem w obliczu przenoszenia ośrodka władzy, która zaczyna być sprawowana poprzez wiele instytucji międzynarodowych, których kompetencje celowo pozostają niejasne. Cel jest oczywisty, zniszczenie państw narodowych i Kościoła katolickiego, jako nośnika wartości chrześcijańskich i utworzenie kolejnej utopi jakiejś uniwersalnej republiki, opartej na pseudo wartościach takich jak: relatywizm i tolerancja z obowiązującą nietolerancją państw narodowych i Kościoła katolickiego. Obecny kryzys wywołany poprzez środki decyzyjne UE ma doprowadzić do tego, aby ostatnie słowo należało do technokratów, którzy nie reprezentują organów władzy, takich jak rządy czy parlamenty, ale do klubów, lóż i grup lobbystów, których interesy często stoją w sprzeczności z interesami narodowymi poszczególnych państw. Założone cele i środki prowadzące do nich międzynarodowych grup, takich jak EBC, niechybnie odprowadzą do jeszcze większej eskalacji kryzysu, który może się wymknąć z pod kontroli i doprowadzić do ogólnoświatowej wojny. Pierwszym symptomem eskalacji obecnego kryzysu i sygnałem końca strefy euro, będzie wyprzedaż niemieckich obligacji, które już można było zaobserwować w ubiegłym tygodniu. Nie ulega wątpliwości, że zadłużeniowy kryzys w następny roku przeleje się z Grecji i Włoch, do Hiszpanii, Portugalii, a nawet do Francji i Belgii, w końcu obejmie same Niemcy.
Analiza techniczna nadal wykazuje, że obecny trend powinien się utrzymać, a jego najbliższy zasięg to poziom 1,2550 (Wykres: Tygodniowy). Najbliższe wsparcie mamy już w okolicach 1,3465-1,3460 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny), które nie powinno napawać inwestorom zbyt dużych problemów w pokonaniu go. Kolejne o wiele silniejsze jest zlokalizowane na poziomie 1,3110 (Wykres: Dzienny). To z kolei na pewien czas powinno powstrzymać aprecjację dolara względem euro. Opory są rozlokowane na poziomach 1,3620-1,3630 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), które powinny wytrzymać ewentualny atak spekulantów. Natomiast dużo wyższe, na poziomach 1,4080 i 1,4290 (Wykresy: Dzienny, Tygodniowy), wydają się być nieosiągalne, nawet w dłuższym perspektywie.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 21.11. do 26.11.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu, agencja ratingowa Moody’s obniżyła perspektywę dla polskiego systemu bankowego do „negatywnej” ze „stabilnej”. Wydaje się, że Polska przy obecnej sprawowanej polityce monetarnej i gospodarczej szybko dołączy do grupy bankrutujących państw, pomimo że nie jesteśmy w strefie euro. Bowiem obecnemu rządu przyświecają te same cele, co technokratom unijnym. Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem politycznym minionego tygodnia, które miało niestety negatywny wpływ na rynki kapitałowe, było wystąpienie premiera z expose. Już wiadomo, że w chwili jego wygłaszania, ministerstwo finansów działając poprzez bank BGK pozbyło się ok. miliarda euro, by tylko sztucznie wzmocnić złotego i stworzyć wrażenie, że jakoby rynki dobrze przyjęły owo expose. Jakimś dziwnym trafem okoliczności, w momencie kiedy padła zapowiedź wprowadzenia podatku od kopalń, które może objąć miedź, srebro i gaz łupkowy, warszawska giełda papierów wartościowych zareagowała gwałtownym, bo aż 13,8% spadkiem akcji KGHM. Wiadomo, że nic w przyrodzie nie dzieje się przypadkowo. Oczywiście nie łatwą rzeczą będzie udowodnić obecnemu premierowi świadome i celowe działanie na szkodę polskiej firmy KGHM oraz wykazać, jakie grupy finansowe na tym zarobiły. Nie umniejsza to jednak faktu, że przy tego typu prowadzenia polityki gospodarczej, Polska szybko dołączy do bankrutujących państw. Tym bardziej, że expose premiera poza nakładaniem nowych, aczkolwiek ukrytych podatków, nie wykazało żadnych sensownych reform zmierzających do poprawy szybko zadłużającego się państwa. Wygląda na to, że rząd wciąż będzie liczył na to, że wzrost gospodarczy nie będzie niski i tym samym budżet uda się jakoś sensownie dopiąć. Niewątpliwie premier może nadal liczyć na ministra finansów pana Rostowskiego, który wydaje się być mistrzem w twórczej księgowości. Z tych względów kurs omawianej pary powinien podążać nadal zgodnie z obecnym trendem, czyli do poziomu 4,7200 (Wykres: Tygodniowy). Jednakże najbliższa strefa oporu zlokalizowana na poziomie 4,4400-4,4500 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), może okazać się chwilo nie do przejścia z powodów prozaicznych, bo zbliża się koniec roku, gdzie ma pójść w świat stan polskiego zadłużenia denominowanego w walutach. Zatem ministerstwo finansów i NBP zrobią wszystko, aby nie dopuścić do tego, by kurs przekroczył ustalony poziom i by wykazać, że nasze publiczne zadłużenie nie przekroczyło drugiego progu ostrożnościowego 55% PKB. Ile miliardów euro polskie państwo to będzie kosztowało, to już nie ma znaczenia. Nie trzeba być prorokiem aby przewidzieć, że złotówka w następnym roku zdecydowanie się osłabi i ci którzy teraz otrzymują niejako w darze od rządu miliardy euro na tym bardzo dobrze zarobią, oczywiście z olbrzymią stratą dla Polski, dla naszych rezerw walutowych. Zatem w najbliższym czasie można się spodziewać, że strefa wsparcia rozlokowana miedzy 3,3700, a 3,3500 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), może być osiągnięta.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 21.11. do 26.11.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku najprawdopodobniej czeka nas chwilowa stagnacja, czyli skala wahań powinna być stosunkowo niewielka, a to z tego względu, bo kurs EUR/USD powinien zmierzać na południe, a z drugiej strony wzmożona aktywność banku BGK, przez który działa ministerstwo finansów oraz NBP, powinna spowodować umocnienie złotówki. Co jednak nie zmienia faktu, że jesteśmy w dynamicznym trendzie na osłabienie złotego, a jego zasięg to poziom 3,7000 (Wykres: Tygodniowy). Bowiem szybko się skończy okres w którym nalicza się poziom zadłużenia państwa denominowanego w walutach, a wówczas owa wzmożona aktywność BGK i NBP się również szybko skończy, bo w przeciwnym razie wystarczyłoby zaledwie kilka miesięcy by pozbyć się wszystkich narodowych rezerw walutowych. Zatem powinniśmy się poruszać w przedziale 3,2400-3,3000 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). Aczkolwiek nie można wykluczyć, że chwilowo kurs naszej pary może zawędrować nawet do ostatnich oporów, czyli do poziomu 3,3600 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.11. do 19.11.2011 r.

EUR/USD – Strefa euro na skraju bankructwa. Pod wpływem finansowego kryzysu upadają rządy, do dymisji podają się premierzy Grecji i Włoch. Zapewne rynki odbiorą to pozytywnie, jednakże na krótką chwilę, bo nowe rządy nic nie zmienią, bo ci nowi są tacy sami jak ich poprzednicy, czyli będą naprawiać katastrofalną sytuację tymi samymi metodami, które doprowadziły do zapaści finansowej. Wygląda to tak, jak zbrodniarz jest sędzią w swojej własnej sprawie. Dokładnie tak, jak było w sprawie tzw. katastrofy smoleńskiej. Zatem kryzys będzie się rozwijał niezależnie od podejmowanych politycznych decyzji w poszczególnych krajach strefy euro, czy na szczytach UE, a nawet właśnie dzięki tym decyzją przyspiesza. Oto przykłady; EBC podjął decyzję o nielimitowanej możliwości skupu włoskiego długu, pod warunkiem zaprzysiężenia nowego rządu. Premier Berlusconi podał się do dymisji, czyli żywot bankrutujących Włoch będzie przedłużony, ale kosztem jeszcze większego zadłużenia i większych skutków polityczno-społecznych. Włoskie 10-cio letnie obligacje doszły prawie do niespotykanej w dziejach rentowności 7,5%, co świadczy o lawinowo wzrastających kosztach obsługi zadłużenia zagranicznego. Podobnie jest z greckimi, hiszpańskimi, portugalskimi, a nawet francuskimi obligacjami. Chciałoby się powiedzieć, dzban nosi wodę dopóki ucho się nie urwie, a następnie przyjdą i to szybko takie czasy, że i Salomon z próżnego nie naleje. Zwrócenie się UE o finansową pomoc do USA, Chin, Japonii, Rosji, Brazylii, dobitnie świadczy o tym, że król jest nagi, że kasa UE jest pusta. W tych okolicznościach nie może dziwić fakt propozycji holenderskiej anty imigracyjnej Partii na Rzecz Wolności Geerta Wildersa, która wspiera w parlamencie mniejszościowy rząd, o przeprowadzenie dokładnych badań kosztów rezygnacji Holandii z euro i powrotu do guldena. Komisja Europejska tnie prognozy wzrostu PKB dla strefy euro na 2012 r. o ponad połowę i spodziewa się ryzyka recesji w regionie. W tym roku dla strefy euro wzrost PKB może wynieść tylko 1,5%, a w przyszłym już tylko 0,5%. Te prognozy dobitnie świadczą o pogłębiającym się kryzysie, a co dopiero, jak okaże się, że wzrost PKB będzie minusowy? Nie można wykluczyć, że na początku nadchodzącego tygodnia będziemy mieli chwilowe odreagowanie i umocnienie się euro względem dolara, co już było widać w piątkowych notowaniach, spowodowane dyskontowaniem dymisjami premierów Grecji i Włoch i nierealistyczną nadzieją na zmianę kierunku zarządzania lawinowo wzrastającym zadłużeniem. Jest to nierealistyczna nadzieja, bo tak jak wcześniej pisałem, główną przyczyną krachu finansowego strefy euro jest samo euro. Zatem bez rezygnacji z euro nie będzie można uzdrowić finansów strefy euro. Tak długo jak euro będzie istniało, tak długo będzie pogłębiał się obecny kryzys. Owszem jest jeszcze jedno inne rozwiązanie, ale ono tylko przedłuża istnienie euro i z punktu polityki niemieckiej jest nie do przyjęcia. Mianowicie, Niemcy musieliby opuścić strefy euro, co automatycznie osłabiłoby tą walutę do adekwatnego jej poziomu. Ale jest to tylko rozwiązanie na ewentualnie kilka lat, bo bez niemieckiej gospodarki i słabe euro z czasem ciążyłoby państwom strefy euro. Tak więc długoterminowo euro jest nie do utrzymania.
Przechodząc do analizy technicznej uważam, że w nieco dłuższej perspektywie euro zdecydowanie się osłabi względem dolara, nawet jeżeli administracja USA robi wszystko aby osłabiać swoją walutę. Najbliższa perspektywa osłabienia euro to poziom 1,26 (Wykres: Tygodniowy), tam bowiem biegnie linia wsparcia obecnego trendu. Po drodze będziemy mieli kilka znaczących wsparć. Pierwsze na poziomie 1,3670 (Wykres: Dwugodzinny), potem 1,3520 (Wykres: Ośmiogodzinny). Natomiast wsparcie zlokalizowane na poziomie 1,3110 (Wykres: Dzienny), powinno jakiś czas powstrzymać aprecjację dolara. Niewątpliwie górnym ograniczeniem obecnych wahań jest opór na poziomie 1,43 (Wykresy: Tygodniowy, Dzienny), bowiem tam biegną linie oporu obecnego trendu. Nie sądzę aby tak wysoko mogło zawędrować euro, ewentualnie można przyjąć korektę do pierwszego silnego oporu zlokalizowanego na poziomie 1,4120 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.11. do 19.11.2011 r.

EUR/PLN – Na polskim rynku walutowym jak w zwierciadle odbijają się ostatnie zawirowania związane z pogłębiającym się kryzysem zadłużeniowym strefy euro. Wysoka skala wahań szybko nie minie i jest charakterystyczną cechą obecnego kryzysu. Do tych zewnętrznych problemów już w niedługim czasie trzeba będzie dołożyć rodzime, bowiem minister finansów pan Rostowski zapowiada, że czeka nas zwolnienie wzrostu PKB w najbliższym czasie. Stara się uspakajać, że będzie to tylko o 1%, ale Komisja Europejska nie ma złudzeń, że w 2012 r. Polska wyhamuje ze wzrostem PKB do co najmniej 2,5%, z obecnych ponad 4%. Dlatego ministerstwo finansów we współpracy z NBP rzucają na międzybankowy rynek walutowy znaczne środki pochodzące z UE oraz z narodowych rezerw walutowych w przypadku NBP, aby powstrzymać nadmierny spadek kursu złotego. Bo przy poziomie już 4,70, jak twierdzi minister finansów, Polska przekroczy poziom 55% progu ostrożnościowego, przy którym następno roczny budżet musiałby być zrównoważony. A na takie rozwiązanie i działania obecnych rządzących polityków nie stać i najprawdopodobniej nie odnaleźliby się w tej nowej roli, bo tu trzeba zdyscyplinowania. Zatem do końca roku należy się spodziewać nadmiernej interwencji i ministerstwa finansów i NBP na polskim rynku walutowym. Niestety takie nieracjonalne działania, bo jest to walka z wiatrakami, tylko po to aby księgowo wykazać że nie jest jeszcze aż tak źle, kosztuje nas miliardy euro wyrzuconych w błoto, a raczej przekazanych tzw. kapitałowi spekulacyjnemu, bo i tak na dłuższą metę kursu złotego nie da się obronić, przy obecnym nasilającym się kryzysie. Ale czego się można spodziewać po rządzie, który podejmuje działania by osiągnąć jak najszybciej gotowość do wejścia do strefy euro, pomimo tego, że właśnie na naszych oczach ta waluta, ta strefa bankrutuje się rozpada. Zatem Polska przy obecnych nieudolnych rządach nie musi być w strefie euro, by podzielić jej los.
Analiza techniczna wskazuje nam, że obecny ruch na osłabienie naszej waluty może się na nieco dłużej zatrzymać dopiero przy poziomie 4,65 (Wykres: Tygodniowy). Bowiem tam biegnie linia oporu aktualnego trendu. Wsparcie mamy na poziomie 4,24, czyli na linii oporu starego trendu (Wykres: Tygodniowy). W zależności od spekulacyjnej aktywności NBP i ministerstwa finansów na krajowym rynku walutowym, będziemy mieli ruch na osłabienie złotówki przynajmniej do pierwszych oporów zlokalizowanych na poziomach 4,4230 – 4,4300 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny). A przy braku takiej aktywności kurs szybko może poszybować w stronę 4,65 (Wykres: Tygodniowy), czyli do górnego ograniczenia aktualnego trendu. Nie można wykluczyć znacznej aktywności NBP i ministerstwa finansów dochodzącej do wyprzedaży nawet jednego miliarda euro dziennie, wówczas kurs naszej pary może się obniżyć do strefy wsparcia zlokalizowanej na poziomach 4,35 – 4,33 Wykresy: Dwugodzinny, Dzienny, Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.11. do 19.11. 2011 r.

USD/PLN – Rynek omawianej pary jest obecnie mocno skorelowany nie tytko z tym co się dzieje w strefie euro, ale także z rynkiem centralnej pary EUR/USD. Dlatego w piątek po dyskontowaniu dymisji premiera Włoch mieliśmy zjazd z poziomów 3,25 do poziomu 3,18. Oczywiście taki ruch jest spekulacyjny i krótkotrwały, a przyczyny i skutki tego ruchu opisałem wyżej. Podobnie jak na parze EUR/PLN trzeba oczekiwać raczej znacznego osłabienia złotego względem dolara niż odwrotnie. Patrząc na wykres tygodniowy można zaobserwować, że obecny nowy trend wygenerował ruch, linia oporu nowego trendu, który dopiero przy poziomie 3,68 (Wykres: Tygodniowy), może się zdecydowanie zatrzymać i skorygować. Wsparcie aktualnego trendu mamy na poziomie 3,05 (Wykres; Tygodniowy), czyli tam gdzie biegła linia opory starego trendu. Jeżeli spekulacyjna aktywność NBP i ministerstwa finansów nie będzie nadzwyczajnie wysoka, to można się spodziewać, że opór na poziomie 3,26 (Wykres: Dwugodzinny) zostanie pokonany, a kurs niniejszej pary szybko dojdzie do kolejnego oporu na poziomie 3,3090 (Wykres: Ośmiogodzinny). W wypadku, a trzeba to założyć, bo zbliża się koniec roku i w świat pójdą księgowe dany o poziomie zadłużenia Polski, NBP i ministerstwo finansów będzie nadzwyczajnie aktywne, kurs naszej pary może osłabić się do poziomów wsparcia trendu, czyli w okolice 3,07 – 3,05 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny, Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 07.11. do 12.11.2011 r.

EUR/USD – Za nami tydzień paniki na rynkach walutowych spowodowany propozycją premiera Grecji Papandreu, aby to naród w referendum zdecydował, czy godzi się na drakońskie ograniczenia socjalne, by móc przyjąć kolejną transzę pomocy od WFM, EBC i UE. Pod koniec ubiegłego tygodnia przywódcy UE, a szczególnie N. Sarkozy i A. Merkel przekonali greckiego premiera, aby się wycofał z tego niepewnego przedsięwzięcia, co nieco uspokoiło rynki. Niewątpliwie świadczy to o skali napięcia w samej Grecji, nie tylko o społecznym charakterze, ale i politycznym. W miniony weekend Grecki parlament miał zdecydować o dalszym locie Papandreu. Już wiadomo, że powstanie nowy rząd fachowców, na okres czterech miesięcy, by przyjąć pakiet ustaw zalecanych przez Brukselę. Czy w tych okolicznościach niemiecki rząd nie przyjmuję rolę europejskiego dozorcy? Obecny kryzys zaczyna być wykorzystywany, aby UE za którą stoją Niemcy, mogła przejąć centralny nadzór nad polityką finansową i gospodarczą państw strefy euro, które zrezygnowałyby ze swojej suwerenności. Zmierza to do wprowadzenia przymusowej administracji w krajach, które tak jak Grecja nie przestrzegają przepisów oraz ujednolicenia systemów podatkowych i socjalnych. Słowem: centralizacja i sterowanie za pomocą gospodarki zamiast suwerenności i konkurencji. Zapewne to doprowadzi do tego, że narody strefy euro, będą miały mniej praw niż kantony w Szwajcarii. Takie działania tak naprawdę pogłębiają kryzys, bo jak w ubiegłotygodniowej analizie wspominałem, że przyczyną zapaści finansowej w strefie euro jest sama waluta euro. Bo kurs został przeliczony na niekorzyść państw południa Europy, a korzystnie dla Niemiec oraz długoterminowa inflacja jest o około 40% wyższa w takich krajach jak Włochy, czy Hiszpania, niż w Niemczech z przedziału ostatnich dziesięciu lat. Poza rozpadem strefy euro, do której cała ta sytuacja zdaje się zmierzać, eleganckim rozwiązaniem problemu byłoby wystąpienie samych Niemiec ze strefy euro. Wówczas dewaluacja tak potrzebna większości krajów strefy euro szybko by nastąpiła, co niewątpliwie uzdrowiłoby obecną sytuację. Oczywiście nie po to Niemcy obmyśliły wspólną walutę, aby z niej teraz rezygnować, tym bardziej dla dobra ogółu. Zatem czeka nas rozpad całej strefy euro na zasadzie domina. Jak jeden kraj wystąpi, to za nim pójdą następne. Bowiem nie ma co się łudzić, długi nie tylko Grecji, to tylko wierzchołek góry lodowej, ale całej strefy euro są tego rodzaju, że żadne państwo ani wspólnota w chwili obecnej nie podejmie się tego naprawienia. Zresztą rozpad strefy euro nie będzie taki zły, bo powrót do narodowych walut, na nowo da szansę wzrostu gospodarczego, zamiast stagnacji, czy depresji. Da to szansę na zakończenie manii centralizacji i budowę narodowych Ojczyzn w Europie, rzeczywiście współpracujących za sobą na zasadach partnerskich, co niewątpliwie w obecnej UE brakuje. Przed nami kolejny tydzień, w którym może się okazać, że Włochy dostarczą nowych emocji na światowe rynki. Bowiem 10-letnie obligacje Włoch niebezpiecznie wzrosły do rekordowego poziomu 6,3%. To mocno podnosi koszty obsługi długu publicznego we Włoszech, które dotarły już do okrągłych 2 bilionów euro. Tutaj chciałoby się powiedzieć, panowie komisarze i inni politycy kierujący UE, żarty się skończyły, nie umiecie zarządzać europejską gospodarką, bez notorycznego zadłużania. Zatem utraciliście moralne prawo, by dalej sprawować swoje funkcje i eleganckim rozwiązaniem byłoby, abyście odeszli. Oczywiście do eleganckich rozwiązań nie dojdzie, natomiast z tego powodu będzie musiało dojść do takich rozwiązań jak zawsze, czyli siłowych. Ale to najbliższa przyszłość mierzona w kilku latach.
Przechodząc do analizy technicznej na wykresie tygodniowym narysowałem (przerywaną) linię wsparcia starego trendu, która przecina się z linią oporu aktualnego trendu na poziomie ok. 1,43. Zatem ten poziom będzie stanowił silny opór przed ponowną zmianą trendu. Nie zakładam dalszego umocnienia się euro, pomimo tego, że administracja amerykańska robi wszystko, aby dolara osłabić. Kryzys w UE będzie się pogłębiał, a co za tym idzie euro będzie słabło do dolara nawet do poziomi jeden do jednego. Nieco wyżej mamy zlokalizowany opór na poziomie 1,4330 (Wykres: Dzienny), który może zadziałać, gdyby kurs zawędrował powyżej wspomnianej bariery 1,43, na zasadzie fałszywego wybicia górą. Póki co najbliższy opór zlokalizowany na poziomie 1,3817 (Wykres: Dwugodzinny) powinien powstrzymywać naszą parę przed aprecjacją. Gdyby jednak nie wytrzymał, to opór na poziomie 1,4150 (Wykres: Ośmiogodzinny) jest na tyle mocny, że nasza para nie powinna się z nim uporać. Zatem ponownie zakładam umocnienie się dolara nawet do poziomu 1,3120 (Wykres: Dzienny), a po drodze mamy dość słabe wsparcie na poziomie 1,3740-1,3700 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 07.11. do 12.11.2011 r.

EUR/PLN – Na polskim rynku walutowym zmienność w ubiegłym tygodniu była jeszcze większa, niż na centralnej parze. Powody były te same, które wyżej opisałem. Na domiar złego politycy rządzącej partii nadal opowiadają się za rychłym wstąpieniem do strefy euro. Czy nie dostrzegają jeszcze rychlejszej upadku strefy euro? Czy dla tych panów gospodarka nic nie znaczy i suwerenność Polski? Bardzo wyraźnie widać, że polityka przysłania sprawy gospodarcze, a nawet o charakterze podmiotowym dla naszego narodu, bo chodzi tu o zachowanie, lub utratę suwerenności.
Polska złotówka, podobnie jak euro, w dobie kryzysu, jest na przegranej pozycji, pomimo tego, że jak rząd tak NBP co róż podejmują interwencje na krajowym rynku walutowym, by umocnić złotego. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem przerywaną linię oznaczającą opór starego trendu, która teraz stanowi wsparcie nowego trendu oraz linię oporu aktualnego trendu, biegnącą na poziomie 4,65. Zatem taki poziom jest do osiągnięcia prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 4,4220 (Wykres: Dzienny) i w nadchodzącym tygodniu powinien być atakowany. Nieco wyżej mamy kolejny opór na poziomie 4,4430 (Wykres: Ośmiogodzinny), który otworzy drogą omawianej pary do poziomu 4,50 (Wykres: Dwugodzinny). Wsparcie mamy już na poziomie 4,35, a następnie na poziomie 4,33 (Wykres: Dwugodzinny). Na poziomie 4,35 biegnie linia (na wykresie przerywana), która mogła stanowić, linię oporu nowego trendu. Jednakże jak widać na wykresie została zdecydowanie przełamana, co potwierdza to moje przypuszczenia o trwalszym osłabieniu złotego w stosunku do walut obcych w tym do euro. Wsparcia na poziomach 4,32 i 4,31 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny) wydają się nieosiągalne.
Mariusz Kierasińska.
Dnia 06.11.2011 r. Analiza tygodniowa od 07.11. do 12.11.2011 r.

USD/PLN – Największą zmienność w ubiegłym tygodniu mogliśmy zaobserwować właśnie na obecnie omawianej parze. W nadchodzącym czasie, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że rynek nadal będzie bardzo rozchwiany z tendencją na osłabienie polskiej waluty. Na wykresie tygodniowym, podobnie jak na wyżej omawianych parach, nakreśliłem (przerywaną) linę oporu starego trendu, biegnącą na poziomie 3,05, który teraz stanowi poziom wsparcia dla nowego trendu oraz linię oporu aktualnego trendu, której zasięg kończy się na poziomie 3,64. Zatem tam można się spodziewać, że w jakimś przedziale czasowym się znajdziemy. Jednakże po drodze mamy, najpierw słaby opór na poziomie 3,1780 (Wykres: Dwugodzinny), a potem silniejszy, na poziomie 3,24 (Wykres: Ośmiogodzinny). Zakładam, że jak w nie nadchodzącym tygodniu, to w kolejnych, omawiana para będzie atakowała opór zlokalizowany na poziomie 3,36 (Wykres: Dzienny), który stanowi dotychczasowy „dach” w nowym trendzie. Wydaje się, że najbliższe wsparcie zlokalizowane na poziomie 3,1470 (Wykres: Dwugodzinny), jeżeli będzie atakowane, powinno wytrzymać.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.10.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.10. do 05.11.2011 r.

EUR/USD – Tydzień pod znakiem europejskiego szczytu. W środę wieczorem ubiegłego tygodnia na europejskim szczycie doszło do oczekiwanego porozumienia w sprawie nadmiernie zadłużonych państw strefy euro. Fundusz stabilizacyjny (EFSF) ma zostać zlewarowany do poziomu 1 bln euro, kluczowe unijne banki zostaną dokapitalizowane o ok. 106,4 mld euro. Przywódcy eurolandu porozumieli się z sektorem bankowym w sprawie redukcji długu Grecji z 50% stratami dla posiadaczy greckich obligacji. W wyniku porozumienia grecki dług zmaleje o ok. 100 mld euro, czyli niecałe 30% dług Grecji zostanie zredukowany. Nicolas Sarkozy ogłosił to jako wielki sukces, bo w przeciwnym wypadku strefa euro uległaby rozpadowi. Rzeczywiście pierwsza reakcja rynku była zaskakująco pozytywna, a nawet przesadna. Euro umocniło się do dolara o trzy figury, do poziomu 1,42, bo już na sam koniec tygodnia nieco się osłabić. Jedynak przy głębszej analizie ustaleń unijnego szczytu okazuje się, że mechanizmy i gwarancje wypracowane przez unijnych polityków na dłuższą metę nie przekonają inwestorów, bowiem mogą one nie zadziałać. Unijni politycy zwrócili się do Chin, by wsparły i zainwestowały w gwarancje funduszu stabilizacyjnego. Odpowiedź Chin była dość wymigująca. Otóż, Chiny są zainteresowane inwestowaniem w Europie, ale na niedużą skalę (ok. 100 mld USD) i chcą „przeanalizować środki wzmocnienia dwustronnej współpracy opartej na obopólnych korzyściach”, jak głosi prasowy komunikat. W tymże komunikacie zostało podkreślone, że Chiny nie są wstanie podjąć się roli zbawcy Europejczyków, ani zapewnić leku na europejską chorobę. Zatem zachodzi pytanie, dlaczego Chiny lub Brazylia miałyby wiele zainwestować w owy fundusz, skoro Niemcy wstrzymują się przed ulokowaniem tam własnych pieniędzy? Wydaje się, że całą tą sprawę ustaleń ostatniego unijnego szczytu rozwiązał Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, który przychylił się do wniosku poselskiego, by wstrzymać działania Bundestagu w kwestii podejmowanych decyzji dotyczących pakietu pomocowego dla strefy krajów euro. Okazało się, że politycy na ostatnim unijnym szczycie postanowili powołać tajne gremium składające się z dziewięciu posłów, które miałoby podejmować samodzielnie decyzje w sprawie zadłużonej strefy euro. Trybunał w Karlsruhe uznał, że decyzje takiego gremium byłyby niezgodne z niemiecką konstytucją. Zatem to co ogłoszono wielkim sukcesem okazuje się wielką klapą. Dlatego można się będzie spodziewać, że w nadchodzącym tygodniu na rynek powróci niepewność i ucieczka inwestorów z ryzykownych aktywów, do których trzeba zaliczyć euro. Od dłuższego już czasu zapowiadałem rozpad strefy euro i myślę, że teraz po tak nieudanym unijnym szczycie data rozpadu strefy euro bardzo się przybliżyła. W brew politycznym zapowiedziom o rozpadzie strefy euro jako katastrofie nie tylko europejskiej, ale i światowej uważam, że po powrocie do narodowych walut, sytuacja uległaby uspokojeniu, a nawet uzdrowieniu. Nadmiernie zadłużone kraje mogłyby zacząć się samodzielnie bronić przed utratą wiarygodności finansowej, a przede wszystkim przed katastrofą załamanie się ich eksportu dzięki znacznemu obniżeniu wartości swoich walut narodowych. Im dłużej będzie się utrzymywała taka chora sytuacja i mi dłużej unijni politycy będą bronić euro, tym większe będą koszty rozpadu strefy euro. Bowiem jedna z głównych przyczyn katastrofalnego zadłużania państw strefy euro leży niewątpliwie w samej walucie euro. Po pierwsze dlatego, że kurs przeliczeniowy walut narodowych na euro poszczególnych państw był dla nich niekorzystny, preferował Niemców ich kosztem. Po drugie, długoterminowa inflacja jest niekorzystna szczególnie dla państw południa Europy względem Niemiec. Otóż, dziesięcioletnia inflacja takich krajów jak Grecja, czy nawet Włochy jest o ok. 40% wyższa niż w Niemczech. Zatem, wyprodukowany jakiś towar w Niemczech był de facto tańszy w samych Niemczach niż w Grecji, czy we Włoszech. Dzban wodę nosi dopóki ucho się nie urwie. W tym wypadku ucho jest już bardzo poważnie naderwane. Z tego też względu nie można się dziwić, że politycy niemieccy najbardziej bronią euro, bo na tej walucie Niemcy najwięcej skorzystali. Jednakże teraz może się okazać, że koszty utrzymania strefy euro mogą być wyższe, niż ewentualne korzyści.
Przechodząc do analizy technicznej z powyższych względów najpierw opiszę sytuację na osłabienie euro, bo jest ona bardziej prawdopodobne, niż odwrotnie. Na wykresie tygodniowym można zauważyć, że linia wsparcie starego trendu (linia przerywana), teraz stała się linią oporu, właśnie przebiegającą na poziomie 1,42 (Wykresy: Tygodniowy, Ośmiogodzinny). Zatem zakładam, że ten poziom będzie się skutecznie bronił, a kurs powinien podążać w stronę 1,30 (Wykres: Tygodniowy). Po drodze będziemy mieli lokalne wsparcia najpierw w okolicach 1,3930-1,3900 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), a potem 1,3150 (Wykres: Dzienny). Najbliższy opór powyżej kluczowego poziomu 1,42, znajduje się na poziomie 1,4280 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie na poziomie 1,4350 (Wykres: Dzienny), który będzie silną zaporą w przypadku dalszej ryzykownej spekulacji na euro.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.10.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.10. do 05.11.2011 r.

EUR/PLN – Ubiegły tydzień upłyną pod znakiem unijnego szczytu oraz przesadnej reakcji rynku na umocnienie polskiej złotówki. Najprawdopodobniej NBP wykorzystał sytuację po ustaleniach ostatniego europejskiego szczytu i na dość płytkim rynku, stosunkowo niewielkim kosztem umocnił złotówkę. Po ogłoszeniu przedwczesnego i jak się teraz okazuje niesłusznego sukcesu spowodowanego ustaleniami na ostatnim unijnym szczycie, także i w Polsce przedstawiciele partii rządzącej zaczęli głośno mówić o jak najszybszym wstąpieniu do strefy euro. Tylko wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak, studził ten entuzjazm mówiąc, że „gdybyśmy byli w strefie euro mielibyśmy przechlapane w tej chwili”. Pawlak podkreślił też, że Słowacja weszła do strefy euro przy bardzo mocnej słowackiej koronie i konkurencyjność jej gospodarki mocno ucierpiała. Ze względów opisanych dość szczegółowo przy omawianiu pary EUR/USD zakładam, że w nadchodzącym tygodniu zloty może bardzo znacząco się osłabić. Ostatnia korekta kursu doszła prawie do górnego ograniczenia starego szerokiego trendu bocznego, który teraz stanie się silną strefą wsparcia (Wykres: Tygodniowy). Zatem poziom 4,22 będzie najprawdopodobniej skutecznie bronił przed zakusami nadmiernego umocnienia krajowej waluty. Wcześniej mamy wsparcie na poziomie 4,24 (Wykres: Dzienny). Wydaje się, że poziom lokalnego dna 4,2830 (Wykres: Dwugodzinny) nie powinien być ponownie testowany, a złotówka może się osłabić najpierw do poziomu 4,3640 (Wykres: Dwugodzinny), a po przełamaniu tego oporu do kolejnego zlokalizowanego na poziomie 4,38 (Wykres: Ośmiogodzinny). W nieco dłuższej perspektywie czasowej trzeba się liczyć z powrotem na ostatnie szczyty, czyli w okolice 4,50.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.10.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.10. do 05.11 2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku zaistniała podobna sytuacja jak na parze EUR/PLN, gdzie górne ograniczenie starego trendu stało się wsparciem nie do przejścia dla nowego trendu. I tak okolice poziomu 3,0460-3,0500 (Wykres: Tygodniowy, Dwugodzinny) stał się silnym wsparciem od którego najprawdopodobniej dolar się odbije i dynamicznie będzie podążał w kierunku 3,3600 (Wykres: Dzienny). Po drodze mamy klika znaczących oporów z którymi rynek będzie się musiał uporać. Biorąc pod uwagę fiasko ostatniego unijnego szczytu, nie powinno napawać to większych trudności. Zatem opory zlokalizowane najpierw na poziomie 3,1270 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie na poziomie 3,1680 (Wykres: Ośmiogodzinny), powinny być dość gładko przełamane.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 23.10.2011 r. Analiza tygodniowa od 24.20. do 30.10.2011 r.

Z racji problemów technicznych obecna analiza będzie pozbawiana wykresów zazwyczaj omawianych par walutowych oraz szczegółowych poziomów wsparć i oporów technicznych, za co bardzo przepraszam.

Przez okras ostatnich dwóch tygodni mieliśmy doczynienia z głęboką korektą na rynkach walutowych, aczkolwiek w przypadku pary EUR/USD owa głębokość była stosunkowo płytka w porównaniu do tego co działo się na polskim rynku walutowym. Powód takiego stanu rzeczy od wielu lat jest ten sam. Bowiem administracja i centralny bank amerykański robią wszystko, by osłabić dolara i w ten sposób stymulować rodzimą gospodarkę. Niewątpliwie taka sytuacja mogłaby trwać jeszcze długo, ale zdaje się, że amerykańscy stratedzy nie przewidzieli, że tak szybka strefa euro będzie miała tak poważne problemy finansowe i tak szybko będzie zmierzała do samorozpadu. Proces samorozpadu strefy euro może w niedługiej przyszłości bardzo się nasilić, a wówczas nawet działania administracji amerykańskiej nie będą skuteczne. Trzeba pamiętać, że euro jest postrzegane jaka centralna waluta spekulacyjna na świecie. Umacnia się wówczas kiedy światowa gospodarka przeżywa chwilowe prosperity, albo pod wpływem spekulacyjnych zapewnień, że takie prosperity nastąpi. Jednakże czasami do głosu dochodzą takie chwile, że obietnice przeciwdziałania rozpadowi strefy euro już na inwestorach nie robią wrażenia. Właśnie wydaje się, że do takiej chwili doszliśmy. W obecny weekend przywódcy państw UE, a tak naprawdę A. Merkel i N. Sarkozy będą decydować o zwiększeniu funduszu stabilizacyjnego strefy euro (EFSF). Prezydent Francji wcześniej zapowiedział, że ten fundusz należy zwiększyć do 2 bilonów euro. Na pozór zaproponowana kwota robi wrażenie, ale jak nieco dokładniej się temu przyjrzeć, to i te dwa biliony euro nie pomogą nawet w zahamowaniu procesu rozpadu strefy euro, a co dopiero w jej uzdrowieniu. Bowiem dług samych Włoch właśnie opiewa tą kwotę, a co dopiero dług Hiszpanii, Portugalii, Grecji, czy Irlandii. Dług publiczny samych Niemiec wynosi 80% PKB. Zatem taka kwota nawet jakby zasiliła fundusz stabilizacyjny, swoją droga niewiadomo w jaki sposób takie pieniądze zostałyby pozyskane, może jedynie uspokoić rynki finansowe na okres dwóch, może trzech miesięcy. Na okres spokoju powiedzmy jednego, góra dwóch lat jest potrzeba nie dwóch, ale dwudziestu bilionów euro, które i tak nie uzdrowiłyby sytuacji. Bowiem zadłużeniowy problem strefy euro leży miedzy innymi w samej walucie euro, w nieuczciwych kursach przeliczeniowych z góry ustalonych na korzyść Niemiec, czy Francji, kosztem Grecji, Hiszpanii, a nawet Włoch. Dlatego w Polsce możemy być spokojni o naszą narodową walutę, bo dopóki jest ona słaba Niemcy nie będą chcieli aby Polska przystąpiła do strefy euro, pomijając już warunki jakie trzeba spełnić płynące z traktatu z Maastricht. Jednakże rodzimy polityce nadmiernie sympatyzujący z interesami naszych sąsiadów robią wszystko, w przeciwieństwie do wyżej opisanych działań administracji amerykańskiej, aby złotówkę umocnić wydając na to krocie, kosztem narodowych rezerw walutowych. Czego można być pewnym po obecnym szczycie w UE? Ano tego, że dojdzie do rozstrzygnięć w sprawie dokapitalizowania banków, a dopiero od środy następnego tygodnia pakietu pomocowego dla Grecji, a konkretnie tego, jaki będzie procent partycypacji inwestorów prywatnych w stratach z tytułu posiadanych obligacji. Oczywiście takie informacje nie wystarczą do tego, aby rynki uwierzyły, że UE będzie potrafiła poradzić sobie z kryzysem. Do tego dochodzi jeszcze walka polityczna o władzę. Bowiem to nie przypadek, że za ostatnimi demonstracjami niezadowolonych w Paryżu, Rzymie, Atenach, a obecnie w Pradze, stoją skrajnie lewicowe siły z komunistycznymi włącznie. Zatem nie spodziewam się konkretnych rozwiązań po obecnym szczycie UE, a co za tym idzie spodziewam się dalszego osłabienia euro, nawet do poziomów 1,35. Odnośnie polskiego rynku walutowego, to inwestorzy zastanawiają się na jak długo starczy środków NBP i rządowi by bronić kurs złotego. Otóż nasze rezerwy walutowe sięgają prawie 75 mld euro, a roczne przepływy z UE do Polski wynoszą obecnie około 13-14 mld euro, które zgodnie z zapowiedzią przedstawicieli ministerstwa finansów są wymieniane bezpośrednio na krajowym rynku walutowym, co jest swego rodzaju ewenementem w światowej gospodarce. Czy to wystarczy aby na trwałe obronić kurs złotego, by w bliżej nieokreślonej przyszłości wejść do strefy euro? Otóż zdecydowanie nie, to tylko kropla w morzu potrzeb. Bowiem już wiadomo, że aby obronić kurs złotego podczas jednej sesji potrzeba około 1 mld euro. Zatem sumując wszystko, Polska posiada na obronę kursu złotego tyle środków, które wystarczą na około 88-89 dni. Oczywiście, że NBP nie popełni takiego błędy, aby w ten sposób pozbyć się wszystkich rezerw walutowych. To proste powyższe wyliczenie ma tylko służyć temu, że jako kraj nie jesteśmy wstanie przeciwstawić się światowemu kapitałowi spekulacyjnemu, który jeśli zachce może naszą walutę osłabić lub umocnić do takich poziomów jakich zachce. Biorąc pod uwagę zadłużeniowy kryzys w strefie euro oraz to, że w ostatnim tygodniu agencja ratingowa Moody’s, zagroziła Polsce obniżeniem ratingu kredytowego, ze względu na katastrofalne zadłużenie naszego kraju i ukrywanie poprzez twórczą księgowość faktycznego zadłużenia uważam, że w niedługiej przyszłości rynek będzie testował poziom 4,50, który ostatnio był przedmiotem interwencjonizmu NBP. Nie wykluczam, że jeszcze w tym roku możemy zobaczyć kurs na poziomie 4,80, co niechybnie spowoduje, że nasze publiczne zadłużenie nawet z twórczą księgowością pana ministra Rostowskiego, zdecydowanie przekroczy drugi próg ostrożnościowy, zapisany w konstytucji. Wydaje się bowiem, że ci co nadmiernie zadłużali nasz kraj przez ostatnie cztery lata, nie mają moralnego mandatu do tego, aby teraz w jakiś cudowny sposób spowodowali, by nasz dług zaczął maleć. Niewątpliwie w swojej poprawności politycznej są bardzo zaawansowani, nieustannie deklarując jak najszybsze wejście Polski do strefy euro, ale gospodarczo, by spełnić warunki przystąpienia wypływające z traktatu z Maastricht, są ludźmi nie stającymi na wysokości zadania. Przypomnę, że agencja ratingowa Moody’s jeszcze dość łagodnie ocenia stan naszej gospodarki, w przeciwieństwie do Standard&Poor’s oraz Fitch, które dużo niżej oceniają możliwość rozwoju naszej gospodarki w nadchodzących dwóch latach. Puentując to wszystko trzeba stwierdzić, że jak w strefie euro, tak i w Polsce jest źle, a będzie jeszcze gorzej.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.10.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 03.10. do 22.10.2011 r.

EUR/USD – Wydaje się, że ubiegły tydzień przyniósł nam jednoznaczne i ostateczne rozstrzygnięcie co do przyszłego kierunku na tym rynku. Mianowicie, został przyjęty przez parlament niemiecki plan dofinansowania europejskiego funduszu antykryzysowego (EFSF). Reakcja rynków na ten plan była z pozoru zaskakująca, bo wydawałoby się, że euro po takiej informacji będzie się umacniało, a tym czasem zaczęło się gwałtownie osłabiać tak, że tydzień zakończyliśmy na poziomie 1,3350. Świadczyć to może o jednym, inwestorzy przestali już wierzyć, że UE, Niemcy, czy Francja ocalą strefę euro, a szczególnie Grecję. Bowiem przy prognozach długu Grecji na poziomie 160% PKB w przyszłym roku, kraj musi wycofać się z co najmniej 50% swoich zobowiązań dłużnych, a to nie stania się w ramach unii europejskiej. Zatem bankructwo Grecji staje się faktem, a rozpad strefy euro to tylko kwestia czasu. Agencja Bloomberg przeprowadziła najnowsze badania wśród inwestorów, odnośnie strefy euro. Okazało się, że aż 74% ankietowanych oczekuje, że strefa euro wejdzie w recesję w ciągu najbliższego roku, a 53% wierzy, że europejski sektor finansów mocno ucierpi w tym okresie. Jednocześnie 40% oczekuje, że w ciągu roku przynajmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro. Jednak podkreślić należy, że oczekiwania na taki scenariusz rosną wraz z upływem czasu. W horyzoncie pięciu lat wyjścia przynajmniej jednego kraju ze strefy euro oczekuje 79% ankietowanych. W Niemczech po raz pierwszy od wprowadzenia euro zwolennicy powrotu do marki zdobyli dwu procentową przewagę nad zwolennikami euro. Tak jak pisałem w ubiegłym tygodniu, że najprawdopodobniej rządy Niemiec i Francji są już gotowe, albo intensywnie się przygotowują do powrotu do walut narodowych. Rynek dyskontuje ten fakt – rozpadu strefy euro – i nadal będzie dyskontował, dlatego kierunek może być już tylko jeden na południe, oczywiście z korektami. Po przełamaniu linii wsparcia starego trendu (Wykres: Tygodniowy), rynek powinien podążać w kierunku silnego wsparcie, bo długoterminowego zlokalizowanego na poziomie 1,28 (Wykres: Miesięczny). Najbliższe wsparcie na tej drodze mamy zlokalizowane na poziomie 1,33 (Wykres: Dzienny). Strefa oporów na poziomach 1,3580 – 1,3622 (Wykresy: Dzienny, Dwugodzinny), wydaje się być, w obecnej sytuacji nie zagrożona.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.10.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 03.10. do 22.10.2011 r.

EUR/PLN – W czwartek i w piątek ubiegłego tygodnia mieliśmy potwierdzoną przez ministerstwo finansów interwencję BGK, działającego na zlecenia rządu. Tym razem była to interwencja bez NBP i od razu było widać znikomą skuteczność. Bowiem trzygroszowy i zaledwie kilkugodzinny zjazd, nie można uznać za sukces. Dla obrony kursu, a raczej dla wirtualnej księgowości, aby sztucznie można było wykazać, że dług publiczny nie przekroczy 55% PKB rząd stał się spekulacyjnym graczem na krajowym rynku walutowym. Niestety ten spekulant gra nie swoimi pieniędzmi i nie zamierza się ze swojej spekulacji rozliczać. Poprzez interwencje są marnotrawione, a właściwie przekazywane międzynarodowej spekulacji, czyli konkretnym zagranicznym bankom, ogromne kwoty i to w majestacie prawa i na oczach coraz bardzie zubożałego narodu. Wiadomą jest rzeczą z góry, że takie interwencje nie mają długoterminowego skutku, a tylko są pożywką dla obcego międzynarodowego kapitału spekulacyjnego. Tym czasem pojawił się raport Goldman Sachs, który mówi, że dług publiczny Polski przekroczy 55% PKB, jeśli kurs EUR/PLN wyniesie 4,83. A w przedwyborczej kampanii minister finansów pan J. Rostowski zamierza zlikwidować nadmierny deficyt bez podnoszenia podatków. Wygląda to tak, jakby sprawca rabunkowego napady był jednocześnie swoim oskarżycielem. Na tym rynku też się wydaje, że kierunek powinien być już tyko na północ, oczywiście z korektami wywołanymi przez mało skuteczne interwencje obecnego rządu. Zatem kurs 4,83 wydaje się być do osiągnięcia i wyżej. Wskazany przeze mnie w ubiegłym tygodniu opór zlokalizowany na poziomie 4,51 (Wykres: Miesięczny) okazał się barierą chwilowo nie do przejścia. Teraz najbliższy opór mamy na poziomie 4,4370 (Wykres: Dwugodzinny), a po jego pokonaniu kolejny na poziomie 4.46 (Wykres: Tygodniowy). Dopiero poziomy 4,51 – 4,5310 (Wykresy: Miesięczny, Dzienny), będzie stanowił trudną do pokonania barierę. Jednakże przełamanie jej, otworzy drogą właśnie ku poziomowi 4,83. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem linię wsparcia trendu przebiegającą na poziomie 4,33, czyli jeżeli rynek w sposób zdecydowany nie przełamie tego wsparcie nie będziemy mogli mówić o zmianie trendu na umocnienie złotego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.10.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 03.10. do 22.10.2011 r.

USD/PLN – Skoro spekulacyjna interwencja obecnego rządu była na parze EUR/PLN, to i automatycznie przełożyło się to, na naszą parę. Tutaj też wydaje się kierunek jednoznaczny, a mianowicie na północ. Została przełamana długoterminowa linia oporu (Wykres: Tygodniowy), co powinno skutkować dość dynamicznym ruchem w kierunku 3,45 (Wykres: Miesięczny). Po drodze mamy kilka oporów na poziomie 3,31 (Wykres: Dwugodzinny), który może być już w poniedziałek następnego tygodnia pokonany, potem poziom 3,3380 (Wykres: Dwugodzinny), a w końcu opór na poziomie 3,36 (Wykres: Dzienny). Wszystkie te opory powinny być pokonane, a długoterminowy opór zlokalizowany na poziomie 3,45 zapewne będzie barierą na której rynek może się chwilowo zatrzymać, a nawet skorygować. Wsparcia są na tyle nisko zlokalizowane, że w obecnej chwili chyba nie należy o nich mówić.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.09. do 01.10.2011 r.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu pisałem o możliwym obniżeniu ratingu, czyli wiarygodności kredytowej Włoch przez agencję ratingową Standard & Poor’s i tak też się stało. Miedzy innymi to z tego powodu dolar umocnił się w stalunku do euro i zostało przełamane istotne wsparcie zlokalizowane na poziomie 1,36, które otworzyło drogę do poziomu 1,28, tam gdzie biegnie długoterminowa linia wsparcia (Wykres: Miesięcznym). Już od wielu tygodni w centrum zainteresowania rynków kapitałowych jest sytuacja finansowa Grecji. W ostatnim tygodniu agencja ratingowa Moody’s obniżyła rating ośmiu greckich banków o dwa stopnie. Liberalno-lewicowy rząd Grecji zamierza wszelkimi sposobami przekonać kredytodawców: MFW, UE i EBC, by otrzymać w październiku kolejną transzę z wcześniej przyznanej puli kredytu, bez której Grecja nie przeżyje kolejnego miesiąca, by nie być zmuszoną ogłosić bankructwa. Tym czasem naród grecki nie godzi się na restrykcyjne reformy i daje temu wyraz poprzez strajki generalne w transporcie miejskim w Atenach. Rynki finansowe właściwie w ubiegłym tygodniu zaczęły dyskontować ewentualne bankructwo Grecji. Wydaje się, że niezależnie od tego, czy Grecja otrzyma w październiku kolejną transzę kredytu, czy też nie, bankructwo Grecji jest przesądzone. Dla rynków kapitałowych będzie problemem, jak w takiej sytuacji zachowa się cała strefa euro, czy nie dojdzie do jej rozpadu, a w konsekwencji do rozpadu całej UE. Dlatego tak wielka niepewność nadal będzie powodować nerwowość i ucieczkę od ryzykownych walorów, a nawet od euro. Sądzę, że jak Niemcy, tak i Francja są już przygotowane na rozpad strefy euro i w swoich bankach posiadają odpowiednią ilość marek niemieckich, czy franków francuskich. Na wykresie tygodniowym ponownie nakreśliłem przełamaną linię wsparcie starego trendu, by uwidocznić jak tworzy się nowy trend na osłabienie euro oraz jego dynamikę. Z wyżej opisanych względów wydaje się, że kierunek południowy naszej pary jest wyrazisty, oczywiście z technicznymi korektami. Na wykresie dziennym nakreśliłem linię oporu, która wydaje się być linią oporu nowego trendu. Zatem poziom 1,36 (Wykres: Dzienny) prawdopodobnie jest poziomem oporu wyznaczający skalę ewentualnej korekty. Używam tutaj jeszcze słów: wydaje się, prawdopodobnie, bo jesteśmy dopiero na początku tworzenia się nowego trendu. W kolejnym tygodniu rynek powinien się zmierzyć z dość słabym wsparciem zlokalizowanym na poziomie 1,3390 (Wykres: Dwugodzinny),który otworzy drogę do psychologicznej bariery 1,30, a następnie do silnego wsparcie zlokalizowanego na poziomie 1,28 (Wykres: Miesięczny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.09. do 01.10.2011 r.

EUR/PLN – Tak wielkiej przeceny złotego nie spodziewałem się piszą analizę walutową w ubiegłym tygodniu. Aczkolwiek zasięg osłabienia naszej waluty wskazany przeze mnie na poziomie 4,51 został osiągnięty w przeciągu kilku dni, co tylko świadczy o tym, jak wielka musi być panika pośród inwestorów, którzy uciekają z ryzykownych walorów. Wydaje się, że rynek testował także wytrzymałość polskich władz monetarnych i niejako zmusił ministerstwo finansów do działania. Pod koniec piątku ubiegłego tygodnia rzeczywiście mieliśmy doczynienia z interwencją ministerstwa finansów, które poprzez krajowy bank BGK sprzedawał znaczne ilości euro. Tym razem nowością było skoordynowane działanie ministerstwa finansów z NBP, które także podjęło interwencję. Ani ministerstwo finansów, ani NBP nie podali jak wielkie ilości waluty zostały sprzedane, można się tylko domyślać po skali korekty, że musiało to iść w setki milionów euro. Jak poziom, tak i pora takiej interwencji została starannie dobrana. Bowiem analitycy walutowi w BGK podobnie jak ja wyznaczyli poziom powyżej 4,50, bo właśnie tam biegnie długoterminowa linia oporu (Wykres: Miesięczny). Pora, bo popołudniu w piątek, było już wiadomo jak zachowują się giełdy w Stanach Zjednoczonych oraz jest to pora zazwyczaj mniejszej aktywności inwestorów spekulacyjnych. To wszystko sprawiło, że z poziomu 4,53 kurs naszej pary zjechał aż do poziomu 4,37. Zachodzi tylko pytanie, na jak długo wystarczy taka interwencja? Biorąc pod uwagę skalę przeceny oraz słabość naszej gospodarki (indeks oczekiwań ekonomistów dla Polski we wrześniu 2011 r. spadł o 21,6 pkt. do minus 36,8 pkt. z minus 15,2 pkt. w sierpniu, a oceny bieżącej sytuacji spadły we wrześniu o 3,9 pkt. do 20,4 pkt. z poziomu 24,3 pkt. w sierpniu), myślę że nie na długo, jakieś dwa dni, a może tylko jeden. Zatem przed nami kolejny tydzień w którym złoty ponownie może dynamicznie tracić na wartości. Niewątpliwie polską gospodarkę osłabiają czynniki zewnętrzne, a szczególnie Niemcy, nie tylko dlatego, że z powodu narastającej recesji coraz mniej odbierają naszych produktów, pomimo iż przy obecnym kursie złotego są tanie, ale dlatego, że po uruchomieniu północnego gazociągu starają się zablokować poprzez dyrektywy unijne wydobycie w Polsce o wiele tańszego i jakościowo lepszego gazu łupkowego. Nie można wykluczyć, że obecna korekta na początku następnego tygodnia może się jeszcze chwilowo pogłębić, jednak poziom 4,29 (Wykres: Tygodniowy), czyli tam, gdzie biegnie linia wsparcia nowego trendu, nie powinien być przełamany. Po drodze mamy lokalne wsparcie na poziomie 4,3460 (Wykres: Dwutygodniowy), które w obecnych okolicznościach może już się okazać nie do pokonania. Spodziewam się, że rynek dość szybko powróci do poziomu 4,50 i nieco wyżej (Wykresy: Dwugodzinny, Miesięczny), by tam ponownie napotkać na silny opór. Jednakże zasięg obecnego ruchu na niniejszej parze widzę dopiero na poziomie 4,70 (Wykres: Miesięczny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.09. do 01.10.2011 r.

USD/PLN –Rzadko spotykana przecena polskiej waluty i dynamiczna zmienność jaką mieliśmy w ubiegłym tygodniu nie ominęła także omawianej pary. Podobnie jak na parze EUR/PLN, tak i na naszej parze pod koniec piątkowych notowań ubiegłego tygodnia mięliśmy solidną korektę, z poziomu 3,3550 do poziomu 3,2330. Na poziomie 3,20 (Wykres: Dwugodzinny) mamy wsparcie, które może się okazać kluczowe przy zakupie dolarów i wyprzedaży złotówki. Jednakże obecny poziom 3,2330 jest dokładnie tam, gdzie biegnie długoterminowa linia oporu (Wykres: Tygodniowy), która w ubiegłym tygodniu została przełamana i teraz powinna spełniać poziom wsparcia. Zatem może się okazać, że dolar już nie pogłębi spadków względem złotówki. Kiedy się zakończy obecna korekta, a myślę że niedługo, to rynek szybko powróci do poziomów 3,35 (Wykres: Dzienny), czyli tam gdzie biegnie dość silna linia oporu. Jednakże o wiele silniejszy opór mamy dopiero na poziomie 3,45 (Wykres: Miesięczny), który jak nie w tym, to w kolejnym tygodniu powinien być osiągnięty. Zasięg obecnego ruchu omawianej pary widzę dopiero na poziomie 3,70 (Wykres: Miesięczny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 17.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 19.09. do 24.09.2011 r.

EUR/USD – Mamy korektę. Po zdecydowanym przełamaniu linii wsparcia dotychczasowego trendu biegnącej na poziomie 1,40 (Wykres: Tygodniowy), nastąpiła techniczna korekta. Była ona wywołana przez administracyjne decyzje największych centralnych banków świata: Szwajcarii, USA, EBC i Japonii, zapowiadających upłynnienie rynku w dolarach. Jak doświadczenie uczy, takie sztuczne sterowanie rynkiem kosztem podatników ma ograniczony zasięg i jest długoterminowo nieskuteczne. Rynek po dojściu w okolice 1,35 skorygował się pod koniec ubiegłego tygodnia do poziomu 1,3935, by zakończyć tydzień w okolicach 1,38. Teraz w dobie krystalizowania się nowego trendu na umocnienie dolara poziom 1,40, który stanowił wsparcie starego trendu, będzie teraz stanowił poziom oporu nowego trendu, jak widać skuteczny. Niemałym zaskoczeniem było wystąpienie ministra Rostowskiego w PE na temat rozpadu strefy euro i jego konsekwencji. Minister stwierdził, że jeżeli strefa euro się rozpadnie, to UE tego nie wytrzyma i też się rozpadnie, a po takich wielkich gospodarczych perturbacjach, rzadko się zdarza, by po 10 latach nie doszło do wojny. Powiało grozą tym bardziej, że nie spodziewano się takich słów z ust wielkiego zwolennika budowania jedności UE kosztem narodowych suwerenności. Niezależnie jaka intencja przyświecała panu ministrowi wypowiedział znamienne słowa, idą bowiem trudne i katastroficzne czasy. Podkreślam tą wypowiedź, bo szybko ona zostanie zapomniana przez liberalne media, starające się kształtować światopogląd mieszkańców UE. Do rozpadu strefy euro jak i całej UE nie kto inny się przyczynia jak właśnie Niemicy. Bowiem to głównie Niemcy byli beneficjentami korzyści płynących ze wspólnej waluty, gdyż po stałym kursie waluty mogli eksportować swoje produkty do wielu krajów w Europie, przy dużo niższej własnej inflacji w porównaniu z inflacją tzw. krajów peryferyjnych strefy euro. Dlatego to nie przypadek, że właśnie Grecja, Portugalia, Hiszpania, czy Włoch są na skraju bankructwa. Do wspomnianej wojny może dojść także za przyczyną Niemiec, przy walnym współudziale Rosji. Bowiem okaże się, że za niedługi czas Niemcy będą się domagały zwrotu pożyczonych pieniędzy od krajów peryferyjnych, a w przypadku ich braku będą narastały żądania wydania znacznych terytoriów owych państw. Oczywiście Rosja tym niemieckim działaniom będzie tylko przyklaskiwać. Zatem trudno w takich okolicznościach nie przewidzieć, że narody krajów peryferyjnych, a także nowych krajów UE, będą stawiały opór takim żądaniom, co w konsekwencji po długoletnim kryzysie doprowadzi do wojny. W ten weekend we Wrocławiu odbywa się nieformalne spotkanie ministrów finansów UE. Już widać, że decydenci UE nie mają zdrowego pomysłu na rozwiązanie problemu coraz bardziej zadłużających się państw strefy euro i pozostałych krajów UE, w tym Polski. Bowiem starają się przeforsować euroobligacje, by za ich pomocą jeszcze bardziej się zadłużyć, by ratować obecną sytuację, wierząc w cud, że za kilka lat powróci wysokie gospodarcze prosperity i uda się spłacić zobowiązania. Co ciekawe zazwyczaj są to ludzie głęboko niewierzący, a jednak wierzący w cuda gospodarcze. Nie zakładają oni, że spowolnienie gospodarcze, a nawet recesja może trwać wiele lat, co finansowy system UE nie wytrzyma. Już w poniedziałek następnego tygodnia może dojść do szybkiego zakończenia korekty z powodu rewizji w dół ratingu Włoch przez agencję Moody’s. Jeżeli tak się stanie to rynek będzie zmierzał, oczywiście z technicznymi korektami do silnego, bo długoterminowego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,28 (Wykres: Miesięczny). Także na takie rozwiązanie wskazuje tragiczny bilans płatniczy strefy euro. Wyniósł on aż -12,9 mld euro, przy zakładanych przez ekspertów na poziomie -5,5 mld euro. Oficjalny łączny dług publiczny strefy euro, wynosi 85,4% PKB i rośnie, by zgodnie z również oficjalnymi prognozami w 2014 r. osiągnąć poziom 87% PKB i następnie się ustabilizować. Dług całej UE nie jest dużo niższy, bo wyniósł 80% w 2010 r. i także rośnie. Podobnie dług Niemiec wynosi 80% PKB. Trzeba mieć to na uwadze, że oficjalne dane zazwyczaj są znacznie zaniżone, przez tzw. twórczą księgowość. Zatem można odpowiedzialnie stwierdzić, że UE nie ma pieniędzy i nie zanosi się aby je pozyskała, by dalej finansować swoje socjalistyczne projekty centralizacji całej UE. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 1,3760 (Wykres: Dwugodzinny), które nie powinno sprawiać większych trudności w pokonaniu go. Kolejne to poziom 1,36 (Wykres: Dzienny) i ono może na krótki czas powstrzymać marsz niniejszej pary na południe. W przypadku pokonania tego wsparcia droga ku 1,28 będzie otwarta. Najbliższy opór zlokalizowany jest na poziomie 1,3820 (Wykres: Dwugodzinny) i on powinien powstrzymywać przedłużającą się korektę. Chyba, że na rynek napłyną pomyślne wieści, że rating Włoch nie zostanie obniżony, a decydenci UE znajdą antidotum na problemy zadłużeniowe wspólnoty, co osobiście, ze zrozumiałych względów nie zakładam. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem przełamaną linię wsparcia starego trendu, by pokazać w jak zdecydowany sposób rynek pokonał dotychczasowy trend i tworzy nowy.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 17.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 19.09. do 24.09.2011 r.

EUR/PLN – Koniec ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem technicznej korekty. Po decyzjach centralnych światowych banków dotyczących upłynnienia rynku w dolarach, złoty się umocnił z poziomu 4,39 do poziomu 4,2850, by na sam koniec tygodnia ustabilizować się w okolicach 4,30. Po takich dynamicznych wzrostach jakie mieliśmy ostatnio, to naturalne, że rynek się znacznie koryguje. Bowiem kapitał spekulacyjny po części zamyka swoje zyskowne pozycje, by je na nowo otworzyć znacznie niżej. Także na taką korektę mogło mieć wpływ wyprzedaż środków unijnych przez ministerstwo finansów przy stosunkowo spokojnym ubiegłotygodniowym piątkowym rynku. Jednakże nie zakładam, aby taka korekta trwała długo i się pogłębiała. Bowiem przyczyna paniki na rynkach finansowych nie została naprawiona, a do problemów zadłużeniowych strefy euro dokłada się tragiczna sytuacja finansowa naszego kraju. Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, oficjalny dług Polski wynosi 790,7 mld zł., co w przeliczeniu na każdego Polaka wynosi ok. 20 tyś zł. Tymczasem zobowiązania samego ZUS, którego nie wlicza się w stan zadłużenia państwa, wynoszą2,07 bln zł., co w przeliczeniu na każdego Polaka, łącznie daje dług w wysokości ponad 80 tyś zł. Zatem czterokrotnie wyższy niż oficjalne zadłużenie państwa. Stanowi to co prawda dług wewnętrzny, ale jego sfinansowanie nie nastąpi z oszczędności w II filarze, lecz będzie musiał być pokryty z przyszłych składek obecnej młodzieży. Może się więc okazać, co przy pogarszającej się sytuacji demograficznej jest wielce prawdopodobne, że obecni 30- i 40-latkowie nie dostaną obiecywanych im teraz świadczeń. Bowiem premier Tusk skokiem na OFE jeszcze pogorszył obecną niedobrą sytuację, w której każdy Polak jest obciążony długiem wynoszącym ponad 80 tyś zł. Istotą tego działania jest zastąpienie odkładania gotówki w OFE zapisami na kontach w ZUS. Tam, gdzie przebywała gotówka, teraz będą przybywać zobowiązania podatników. W okresie 10 lat, według szacunków opartych na danych przygotowanych przez zespół ministra Boniego, ukryte zobowiązania podatników wynikające ze skoku Tuska na OFE wyniosą ponad 230 mld zł. Aż dziw bierze, że Trybunał Stanu się tym nie interesuje. Dla mnie jako czynnego obserwatora rynku walutowego nie ulega wątpliwości, że takim skokiem na publiczne pieniądze obecnego rządy Tuska zainteresują się spekulanci. Dlatego nie zakładam, aby obecna korekta się przedłużała i pogłębiała. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem dotychczasowy szeroki boczny trend, by pokazać jak rynek uporał się z jego pokonaniem i wybiciem górą. Zatem dotychczasowe górne ograniczenie szerokiego trendu bocznego biegnące na poziomie 4,22, będzie teraz wsparciem tworzącego się nowego trendu na osłabienie złotego. Na poziomie 4,23 biegnie linia wsparcia nowego trendu (Wykres: Tygodniowy). Zatem poziom 4,23 – 4,22 będzie stanowił poważne wsparcie uniemożliwiające powrót kursu do starego trendu. Sądzę, że najbliższe wsparcie zlokalizowane na poziomie 4,2870 (Wykres: Dwugodzinny), powinno powstrzymać obecną korektę. Ponowne pokonanie opór na poziomie 4,32 (Wykres: Dwugodzinny), otworzy drogę do silniejszego kolejnego oporu zlokalizowanego na poziomie 4,3860 (Wykres: Dzienny), a jeżeli na takie działania kapitału spekulacyjnego przełoży się decyzja agencji ratingowe Moody’s o obniżeniu ratingu kredytowego Włoch, wówczas kierunek w stronę 4,51 (Wykres: Miesięczny), będzie otwarty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 17.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 19.09. do 24.09.2011 r.

USD/PLN – Znacząca korekta. Na tym rynku podobnie jak na powyższych pod koniec ubiegłego tygodnia nastąpiła znaczna korekta techniczna. Bowiem wzrost kursu na parze EUR/USD o cztery figury przełożył się na spadek o 12 groszy na niniejszej parze. Kurs z poziomu 3,21 zleciał do 3,09, by zakończyć tydzień na poziomie 3,1150. Podobnie jak na wyżej wymienionych rynkach, nie zakładam, aby taka korekcyjna sytuacja się przedłużała, a tym bardziej pogłębiała. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem stary boczny trend gdzie dokładnie widać jak rynek pokonał go górą i obecnie tworzy nowy na osłabienie złotego. Linia wsparcia nowego, tworzącego się trendu biegnie teraz na poziomie 3,07, a górne ograniczenie starego bocznego trendu zlokalizowane jest na poziomie 3,05 (Wykres: Tygodniowy). Zatem mamy bardzo silne wsparcie nowego trendu w strefie 3,07 – 3,05, które będzie jak sądzę skutecznie powstrzymywać powrót kursu w głąb starego trendu. W następnym tygodniu, jeżeli okaże się, że agencja Moody’s obniży rating kredytowy Włoch, to spodziewam się, silnego powrotu kursu niniejszej pary w okolice 3.20 i wyżej, oczywiście po pokonaniu oporów zlokalizowanych na poziomie 3,12 (Wykres: Dwugodzinny) oraz na poziomie 3,1870 (Wykres: Dzienny). Taki ruch może się zakończyć dopiero na oporze zlokalizowanym na poziomie 4,25 (Wykres: Tygodniowy), aczkolwiek docelowy poziom widzę dopiero w okolicach 3,45 (Wykres: Miesięczny). Tam bowiem biegnie długoterminowa linia oporu. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 3,1020 (Wykres: Dwugodzinny) i może się okazać, że będzie ono skutecznie bronić kurs naszej pary, przed dalszą pogłębiającą się korektą.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 12.09. do 17.09.2011 r.

EUR/USD – Na wykresie tygodniowym zaznaczyłem przełamaną linię wsparcia dotychczasowego trendu. Zatem to co się wydarzyło w piątek ostatniego tygodnia śmiało można uznać za początek nowego trendu na osłabienie euro, a sukcesywne umacnianie dolara, tym bardziej jeżeli się zwarzy fakt zdecydowanego pokonania bariery 1,40, gdzie przebiegała Libia wsparcia starego trendu. W ubiegłym tygodniu pisałem o cichej zmowie Niemiec i Francji na przygotowanie się do rozpadu strefy euro. Dzisiaj tj. 11 września tygodnik „Der Spiegel” donosi, że niemieckie ministerstwo finansów przygotowuje się na wypadek możliwego bankructwa Grecji. Wśród wymienionych różnych scenariuszy, jest też ten, który przewiduje wyjście Aten ze strefy euro i powrotu do drachmy. Tymczasem rząd PO w Polsce nadal przygotowuje się do wejścia do strefy euro, przynajmniej pod kontem prawnym, bo gospodarczym w chwili obecnej jest to nie możliwe, z uwagi na katastrofalny stan finansów państwa. Świadczy o tym decyzja odbierająca w niedługiej przyszłości nadzoru NBP nad kantorami, a przekazanie je Ministerstwu Finansów. Finlandia może się przyczynić do szybszego bankructwa Grecji, bowiem żąda od Grecji zabezpieczeń odnośnie udzielenia kredytu w ramach unijnej pomocy. Zatem coraz wyraźniej widać jak brak pieniędzy zaczyna podkopywać zaufanie do wspólnej polityki monetarnej w ramach strefy euro. Niewątpliwie do tak wielkiej przeceny euro w ostatni piątek doszło z powodu odejścia Jurgena Starka z zarządu Europejskiego Banku Centralnego. Niemiecki ekonomista był przeciwny programowi skupu obligacji krajów peryferyjnych, podobnie jak obecny szef Bundesbanku, Jens Weidmann. Nowym członkiem zarządu EBC ma zostać Jork Asmussen, zastępca ministra finansów Niemiec Wolfganga Schauble. Jeżeli jednak ta kandydatura zostanie odrzucona to będzie to oznaczało osłabienie pozycji Niemiec w ECB i odejście od twardej, konserwatywnej linii polityki. Prawdopodobnie na to co się będzie działo w kolejnym tygodniu na finansowych rynkach, w tym na walutowym, będzie miał wpływ weekendowy szczyt G-7. O wynikach tego szczytu dowiemy się już w poniedziałek. Tymczasem kurs omawianej pary doszedł do dawno nienotowanego poziomu 1,3575. Dalsze umocnienie dolara wydaje się być już teraz kwestią czasu, aczkolwiek patrząc na wykres dzienny, na wyrównany indeks RSI, wydaje się, że w niedługim czasie powinniśmy być przygotowani na techniczną korektę. Z uwagi na znaczącą i szybką przecenę euro, trzeba się liczyć z nieco głębszą korektą nawet do poziomu 1,3975 (Wykres: Dwugodzinny), gdzie po drodze będziemy mieli opór na poziomie 1,3765 (Wykres: Dwugodzinny). Nie można wykluczyć, że już na tym pierwszym oporze, tj. na poziomie 1,3765 może się zakończyć owa korekta. Z technicznego punktu widzenia rynek teraz po przełamaniu linii wsparcia, powinien zmierzać w kierunku długoterminowej linii wsparcia, biegnącej na poziomie 1,28 (Wykres: Miesięczny), oczywiście z mniejszymi, lub większymi korektami.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 12.09. do 17.09.2011 r.

EUR/PLN – Najprawdopodobniej inwestorzy już ostatecznie zdali sobie sprawę, że rozpad strefy euro jest nieuchronny. Dlatego pod koniec ubiegłego tygodnia mieliśmy tak znaczącą przecenę euro w stosunku do dolara i innych walut oraz złotego do dolara, euro w tym innych walut. Gdyby nie zdecydowana interwencja rządu, który przez ministerstwo finansów w piątek ostatniego tygodnia dwu, albo trzykrotnie wyprzedawał na krajowym rynku międzybankowym znaczne kwoty euro, dochodzące nawet do 200 mln euro, kurs niniejszej pary mógłby sięgnąć poziomu 4,40. Interwencja ministerstwa finansów spowodowała korektę z poziomu prawie 4,35 do poziomu 4,28. Biorąc pod uwagę rozchwianie rynku i zdecydowanie odejście inwestorów od ryzykownych aktywów, w tym złotego nie należy się spodziewać większej kontynuacji korekty wywołanej przez ministerstwo finansów. Najbliższe wsparcie zlokalizowane na poziomie 4,2250 (Wykres: Dwugodzinny), wydaje się być w obecnych okolicznościach nieosiągalny. Na wykresie tygodniowym zaznaczyłem pokonanie, przełamanie górnego ograniczenia dotychczasowego szerokiego trendu bocznego, a w konsekwencji wykrystalizowanie się nowego trendu na osłabienie złotego. Szukając nowego trendu na wykresie dziennym nakreśliłem linię wsparcia wykrystalizowanego się trendu. Zatem linia wsparcia na tym nowym trendzie biegnie na poziomie 4,18 (Wykres: Dzienny). Jednakże musze tu zaznaczyć, że nie jest to ostateczny kształt nowego trendu, bowiem potrzeba troszkę czasu, aby się przekonać jak będzie on wyglądał. Najbliższy opór mamy na poziomie 4,3270 (Wykres: Dwugodzinny), który powinien być pokonany po zakończeniu obecnej korekty. Rzadko się tak zdarza, że trzeba sięgnąć po wykres miesięczny, czyli obraz z ostatnich dwunastu lat, aby móc zobaczyć do jakich poziomów rynek obecnie będzie zmierzał. Z tego obrazu wynika, że obecnym docelowym ruchem będzie opór zlokalizowany na poziomie 4,51 (Wykres: Miesięczny), tam gdzie biegnie długoterminowa linia oporu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.09.2011 r. Analiza tygodniowa od 12.09. do 17.09.2011 r.

USD/PLN – Jak na powyższych rynkach, tak i na tym dotychczasowy boczny trend został przełamany górą i zaczął się krystalizować nowy na osłabienie złotego. Na wykresie tygodniowym bardzo wyraźnie widać, jak w sposób zdecydowany rynek pokonał górne ograniczenie dotychczasowego trendu bocznego. Gdyby nie szybkie wyprzedanie dolana, na co wskazuje nam wyrównany wskaźnik RSI na wykresie dziennym, kurs niniejszej pary nadal pną by się do góry. Tym czasem należy się spodziewać technicznej korekty, oczywiście o ile ona nastąpi na rynku EUR/USD. W obecnych okolicznościach (awersji do ryzyka) nie sądzę aby owa korekta miała zbyt głęboki kształt. Jeżeli wsparcie na poziomie 3,12 (Wykres: Dwugodzinny), może być szybko pokonane, tak kolejne na poziomie 3,02 (Wykres: Dwugodzinny) powinno się obronić. Po ewentualnej korekcie rynek powinien podążać w kierunku 3,45 (Wykres: Miesięczny), tam gdzie biegnie długoterminowa linia oporu, oczywiście z korektami. Najbliższy solidny opór mamy dopiero na poziomie 3,25 (Wykres: Tygodniowy). Co ciekawe na wykresie miesięcznym narysowałem linię silnego oporu właśnie biegnąca na obecnym poziomie kursu naszej pary, czyli w okolicach 3,14. Zatem nie zdziwię się, jeżeli okaże się, że już właśnie od tego poziomu będziemy mieli techniczną korektę. Bowiem widać, że sami inwestorzy przestraszyli się tak szybkiej i zdecydowanej przeceny złotego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.09.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 05.09. do 17.09.2011 r.

USD/PLN – Na tej parze w ubiegłym tygodniu podobnie się działo, jak na poniższych parach walut. Póki co nadal znajdujemy się w starym trendzie bocznym, jednakże w nadchodzącym tygodniu i kolejnym, możemy być świadkami przełamania psychologicznej bariery 3,00 PLN i ataku na górne ograniczenie dotychczasowego trendu, zlokalizowanego na poziomie 3,0500 (Wykres: Tygodniowy). Po drodze mamy strefę oporu zlokalizowaną na poziomach 2,9560 i 2,9700 (Wykresy: Dwugodzinny, Dzienny), a po pokonaniu 3,00 PLN następny opór na poziomie 3,0350 (Wykres: Ośmiogodzinny). Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 2,9180 i 2,8950 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne na poziomie 2,8700 (Wykres: Ośmiogodzinny). Te wsparcie powinny wytrzymać ewentualny ponowny atak banków spekulacyjnych na naszym rynku. Jednakże nie należy zapominać o aktywnej obecności Ministerstwa Finansów na krajowym runku walutowym, aczkolwiek środki jakie to ministerstwo dysponuje nie maja większego znaczenia przy nerwowym i rozchwianym rynku.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.09.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 05.09. do 17.09.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu do popołudniowego czwartku mieliśmy spekulacyjną grę na umocnienie ryzykownych walut w tym złotego. Dlatego mieliśmy chwilowy zjazd kursu w okolice 4,13. Jednakże pod wpływem wieści z Grecji i z Włoch oraz fatalnych wyników z amerykańskiego rynku pracy, zakończyliśmy tydzień w okolicach 4,19. Zakładam, ze jeszcze w tym roku może się rozwiązać problem z nadmiernie zadłużoną strefą euro. Mianowicie, nie wykluczam, że decyzja o rozpadzie strefy euro już zapadła w najwyższym decyzyjnym gronie A. Merkel, N. Sarkozy, tylko ci przywódcy dali sobie jeszcze czas, na ile to możliwie, aby się przygotować do łagodnego przejścia z euro do walut narodowych. Bowiem koszty utrzymania strefy euro zdecydowanie przewyższają ewentualne przyszłe zyski. Tym bardziej, że społeczeństwa Niemiec i Francji, tylko mogą przyklasną takiej decyzji. W nadchodzącym tygodniu na notowania EUR/PLN kluczowy wpływ będą miały takie czynniki jak: posiedzenie EBC (bank jest pod presją na obniżenie stóp procentowych), przemówienie szefa FED (po słabych danych z rynku pracy może on zasugerować użycie kolejnych opcji przez FED) i wreszcie sygnały napływające z Grecji, gdzie zapadać będą decyzje o przyznaniu rządowi kolejnej transzy pomocy. Suma summarum kurs naszej pary powinien pnąc się do góry, by zaatakować górne ograniczenie szerokiego trendu bocznego zlokalizowanego na poziomie 4,2200 (Wykres: Tygodniowy). Nie wykluczam, że tym razem atak może się powieść i wówczas szybko znajdziemy się na oporze zlokalizowanym na poziomie 4,2400 (Wykres: Dzienny). Po drodze mamy lokalny opór na poziomie 4,1900 (Wykres: Dwugodzinny), który nie powinien zanadto przeszkadzać w marszu omawianej pary na północ. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomach 4,1480 i 4,1320 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), które nie powinny być nawet zaatakowane.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.09.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 05.09. do 17.09.2011 r.

EUR/USD – Do popołudniowego czwartku nie wierzyłem w to co widziałem. Bowiem euro umacniało się oraz złoty i wydawałoby się, że inwestorzy bagatelizują pogłębiający się globalny kryzys zadłużeniowy i nadmiernie ryzykują wykupując ryzykowne aktywa w tym euro. Jednakże jak zwykle okazała się to tylko spekulacyjną grą, tylko po to aby rynek nie był zbyt czytelny. Frank szwajcarski znowu był hitem tygodnia, bo z poziomu 1,1950 do euro poszybował w przeciągu kilku dni do poziomu 1,10. Oczywiście na polskim rynku tak silne umocnienie się CHF odbiło się przeceną z poziomu 3,45 do 3,80, by jak sądzę tylko na chwilę kurs ustabilizował się na poziomie 3,70-3,75. W piątek ubiegłego tygodnia pojawiły się najważniejsze dane miesiąca z amerykańskiego rynku pracy. Okazały się fatalne, bowiem odczyt zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniósł 0, wobec przewidywanych 75 tyś i poprzedniego odczytu na poziomie 117 tyś., a stopa bezrobocia na razie stanęła na poziomie 9,1%. Zatem amerykańska gospodarka zaczyna wchodzić w stan stagnacji, po bardzo lichym ożywieniu. Na rynek powróciły obawy o stan realizacji wprowadzanych reform fiskalnych w Grecji oraz we Włoszech, gdzie premier Berlusconi przestał być postrzegany jako ten, który uzdrowi włoskie finanse. Okazuje się, że niemieckie społeczeństwo zaczyna się odwracać od usilnego ratowanie strefy euro przez rząd A. Merkel i w ostatnim sondażu, aż 2/3 Niemców uważa, że Bundestag nie powinien poprzeć ustawy zwiększającej uprawienia Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. Aż 68% z nich zgadza się ze słowami, byłego wieloletniego kanclerza Helmuta Kohla, że rząd A. Merkel nie ma żadnej wizji i pomysłu na przyszłość Europy. Zatem nie można wykluczyć, że w najbliższym czasie możemy się spodziewać zmiany stanowiska jak przywódców Niemiec, tak i Francji w sprawie ratowania strefy euro, co niewątpliwie wpłynie na rynki finansowe, w tym walutowe. Zapoczątkowany ruch w minionym tygodniu na omawianej parze powinien być kontynuowany i w nadchodzącym tygodniu nie można wykluczyć ataku na linię wsparcia trendu biegnącą na poziomie 1,40 (Wykres: Tygodniowy). Prędzej czy później, ta linia wsparcia trendu powinna być pokonany, a co za tym idzie powinien powstać nowy trend na osłabienie euro. Opory mamy zlokalizowane na poziomach 1,4310 i 1,4430 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny), a na poziomie 1,4500 – 1,4520 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), mamy zlokalizowany bardzo silny opór, który nie powinien być pokonany.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 28.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 29.08. do 03.09.2011 r.

EUR/USD – Ubiegły tydzień upłynął pod wpływem oczekiwań na wystąpienie w Jackson Hole szefa FED Bena Bernanke. Rynek próbował dyskontować powstanie nowego planu skupu aktywów, czyli tzw. QE3, dlatego euro stosunkowo było mocne względem dolara tak, że na koniec tygodnia kurs naszej pary powrócił w okolice 1,45. Jednakże szef FED nie zapowiedział programu QE3, a tylko zapewnił inwestorów, że centralny amerykański bank ma dostateczne środki do tego, aby wzmocnić amerykańską koniunkturę. Takie oświadczenie powinno się spotkać z rozczarowaniem wśród inwestorów i kolejny tydzień powinien przynieść nam przecenę euro oraz spadki na giełdach papierów wartościowych. W ubiegłym tygodniu agencja ratingowa Moody’s Investors Service obniżyła rating zadłużenia Japonii o jeden stopień, z powodu słabszych perspektyw wzrostu gospodarczego. Wpisuje się to w schemat narastającego globalnego kryzysu, którego Europa może nie przetrzymać. Myślę tu o rozpadzie Strefy Euro. Bowiem gdyby nie aktywność EBC związana z zasilaniem rynku w euro, która wzrosła w ciągu ostatnich tygodni o ok. 15 mld euro, w wykupywaniu Włoskich i Hiszpańskich obligacji, to niewątpliwie obligacje tych krajów podzieliłyby już los rentowności greckich obligacji. Hiszpańska gospodarka w drugim kwartale zwolniła jeszcze bardziej niż w pierwszym i niebezpiecznie wzrosła możliwość popadnięcia ponownie w recesję. W Hiszpanii utrzymuje się bardzo wysokie bezrobocie sięgające aż 21%. Jeżeli jeszcze UE było stać na ratowanie takich małych państw jak Grecja, tak z o wiele większą Hiszpanią i jeszcze większymi Włochami na pewno i pomysłów, a szczególnie pieniędzy zabraknie. Bowiem wchodzą tu już bilionowe kwoty w euro. Tym bardziej, że niemiecki dług publiczny sięga 80 proc. PKB, co też jest wielkością o 20 pkt. proc. za dużą, jeśli wziąć pod uwagę kryteria traktatu z Maastricht. Konieczność ratowania tylko w najbliższym roku Strefy Euro spowodowałaby wzrost długu do równowartości 110 proc. PKB. W podobnej sytuacji znalazłaby się Francja, która już teraz ma kłopoty z utrzymaniem najwyższej oceny kredytowej. Zatem rozpad Strefy Euro wydaje się już być tylko kwestią czasu. Dlatego jestem dość sceptycznie nastawiony do dalszego kroczenia euro na północ w stosunku do dolara. Najbliższe wsparcia mamy zlokalizowane na poziomie 1,4320 (Wykres: Dwugodzinny) oraz na poziomie 1,4280 (Wykres: Ośmiogodzinny). Przełamanie tych wsparć otworzy drogą do kolejnego zlokalizowanego na poziomie 1,4220 (Wykres: Dzienny), które o tyle jest kluczowe, bo będzie broniło dostępu do ataku na linię wsparcie trendu, która biegnie na poziomie 1,4000 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 28.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 29.08. do 03.09.2011 r.

EUR/PLN – Oczekiwanie - tak można streścić to, co działo się w ubiegłym tygodniu na omawianym rynku. Oczywiście, oczekiwanie na wystąpienie szefa FED Bena Bernanke, bowiem od jego słów, a raczej decyzji powziętych przez FED zależy nastawienie na rynkach światowych, także na rynku walutowym w Polsce. Okazało się, że amerykański bank centralny powstrzymał się przed planem zakupu amerykańskich obligacji, co niewątpliwie może rozczarować inwestorów i w kolejnym tygodniu będziemy mieli powrót awersji wśród inwestorów do ryzyka. Na polskim rynku walutowym, awersja do ryzyka może nabrać większego tempa, bo rośną ceny polskich papierów dłużnych. Zatem atak na górne ograniczenie szerokiego trendu bocznego zlokalizowane na poziomie 4,2200 (Wykres: Tygodniowy), może się powieść oraz na opór zlokalizowany na poziomie 4,2350 (Wykres: Dzienny). Po drodze mamy lokalny opór na poziomie 4,1720 (Wykres: Dwugodzinny), który nie powinien sprawiać inwestorom trudności. Wsparcia zlokalizowane są dość nisko, aby je przynajmniej w tym momencie na poważnie traktować.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 28.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 29.08. do 03.09.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku, w ubiegłym tygodniu mieliśmy także sytuację oczekującą na to, co powie Ben Bernanke, z tą różnicą, że pod wpływem umocnienia się euro w stosunku do dolara, mieliśmy nieco większą przecenę dolara do złotego. Rynek spadł w okolice poziomu 2,8600 i wydaje się, że kolejne niższe poziomy stoją otworem dla tej pary. Jednakże biorąc pod uwagę to co powiedział Ben Bernanke i brak programu QE3 powinno spowodować, że najbliższe wsparcie zlokalizowane na poziomie 2,82 (Wykres: Ośmiogodzinny), nie powinno być osiągnięte, wręcz przeciwnie opór na poziomie 2,9700 (Wykres: Dzienny), może być zaatakowany, a nawet kolejny wyższy na poziomie 3,01 (Wykres: Ośmiogodzinny). Górne ograniczenie trendu bocznego biegnącego na poziomie 3,0500 (Wykres: Tygodniowy), wydaje się być niezagrożone, przynajmniej w nadchodzącym tygodniu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 22.08. do 27.08.2011 r.

EUR/USD – Zadziwiająco mocne euro. Euro nie jest przez inwestorów traktowane jako bezpieczna waluta i zazwyczaj umacnia się wówczas kiedy jest spokój na świecie w czasach prosperity. Tymczasem mamy kryzys zadłużeniowy o zasięgu globalnym i tajemnicą poliszynela jest, że dni tej waluty są policzone. Kwestia tylko kiedy nastąpi rozpad Strefy Euro. Jedynym logicznym wytłumaczeniem obecnej siły euro jest to, że amerykańska administracja monetarna (FED) utrzymuje koszt pieniądza na poziomie zbliżonym do zera i zapowiedziała, że taki koszt będzie się utrzymywał aż do drugiej połowy 2013 r. Zatem inwestorzy szukając bezpiecznych aktywów a zarazem takich na których mogliby nieco zarobić omijają dolara i spekulują na euro. Bowiem frank szwajcarski i złoto zbyt szybko osiągnęły niebezpiecznie wysokie ceny nawet dla kapitału spekulacyjnego. Dlatego w ubiegłym tygodniu mogliśmy obserwować korektę na walucie szwajcarskiej i krótkotrwałe zakupy euro. Zatem euro jak szybko się umocniło, tak jeszcze szybciej powinno tracić i to już w następnym tygodniu. Jedyną przeszkodą w zdecydowanym osłabieniu europejskiej waluty jest przewidywane na 26 sierpnia w piątek wystąpienie szefa FED Bena Bernanke w sprawach globalnej gospodarki i możliwość zapowiedzi kolejnego programu skupu aktywów. Jeżeli padła by taka propozycja to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że rynki na pewien krótki czas się uspokoją, a co za tym idzie euro i takie waluty jak złoty mogą się umocnić. Zatem następny tydzień, będzie tygodniem nerwowego oczekiwania i próby zdyskontowania ewentualnej decyzji FED. Jednakże nie przewiduję aby inwestorzy spieszyli się do znacznych zakupów euro i opór ustanowiony w ubiegłym tygodniu na poziomach 1,4450-1,4475 powinien wytrzymać. Na wykresie dwugodzinnym mamy jeszcze wyżej zlokalizowany opór na poziomie 1,4520, ale on wydaje się być nieosiągalny. Zakładam, że nawet opór na poziomie 1,4430 (Wykres: Ośmiogodzinny) Jest na tyle silni, że może się oprzeć ewentualnym atakom euro w marszu na północ. Jeżeli w wystąpieniu szefa FED zabraknie wzmianki o nowym skupie aktywów, to sytuację będziemy mieli dość dynamiczną na umocnienia dolara i przełamanie najpierw najbliższego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,4292 (Wykres: Dwugodzinny), a potem kolejnego zlokalizowanego w przedziale 1,4220-1,4180 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny). Nie można wykluczyć, że w tych okolicznościach może nastąpić atak na linię wsparcia tranu biegnącą na poziomie 1,3900 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 22.08. do 27.08.2011 r.

EUR/PLN – Korekta, korekta i po korekcie. Zapowiadana przeze mnie korekta wystąpiła w ubiegłym tygodniu, jednakże była krótka i dość płytka, o wiele płytsza niż to zakładałem. Bowiem sięgnęła tylko poziomu 4,12, czyli o pół grosza wyżej niż to zakładałem w ubiegłotygodniowych analizach. Cały nadchodzących tydzień będzie tygodniem nerwowego oczekiwania na decyzję FED-u i wystąpienie Bena Bernanke w piątek 26 sierpnia. Bowiem w zależności od deklaracji nowego skupu aktywów, lub jego braku rynki światowe, a szczególnie ryzykowne do którego należymy, będą gwałtownie reagowały. Patrząc na wykres tygodniowy w którym zakreśliłem szeroki trend boczny sądzę, że w kolejnym tygodniu atak na górne ograniczenie obecnego trendu powiedzie się. Bowiem już dwukrotnie poziom 4,22 był atakowany, ale bez powodzenia, teraz rynek jest o wiele silniejszy i bardziej zdecydowany, aby wykrystalizować nowy trend na osłabienie złotego. Wcześniej mamy lokalny opór na poziomie 4,19 (Wykres: Dwugodzinny), który nie powinien stanowić problemu w jego pokonaniu. Kolejne opory mamy już zlokalizowane na poziomie wyższym niż górne ograniczenie obecnego trendu, czyli na poziomach 4,2300-4,2350 (Wykres: Dzienny, Ośmiogodzinny) i tam rynek powinien zawędrować. Wsparcia mamy zlokalizowane na poziomach 4,1740 (Wykres: Dwugodzinny), 4,1300 (Wykres: Ośmiogodzinny) i 4,0500 (Wykres: Dzienny). Gdyby nie intensywna sprzedaż środków otrzymywanych od Unii Europejskiej przez ministerstwo finansów bezpośrednio na krajowym rynku walutowym, to zapewne kurs naszej pary oscylowałby w okolicach 4,30-4,40.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 22.08. do 27.08.2011 r.

USD/PLN – Nadal się poruszamy w trendzie bocznym, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 2,6500, a górnym poziom 3,0500 (Wykres: Tygodniowy). Jeżeli nie będzie decyzji FED-u odnośnie nowego skupu aktywów, to zapewne górne ograniczenie obecnego trendu zostanie pokonane. Na tej drodze mamy lokalne opory na poziomach 2,9750 (Wykres: Dzienny), a następnie 3,00 PLN (Wykres: Ośmiogodzinny). W przypadku gdyby ponownie FED zdecydował o zakupach aktywów, to nadal rynek pozostanie poniżej psychologicznej bariery 3,00 PLN. Wówczas najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 2,8800 (Wykres: Ośmiogodzinny), a kolejne na poziomie 2,8560 (Wykres: Dwugodzinny). Jednakże nie sądzę, gdyby nawet FED zdecydował o nowych zakupach aktywów, rynek nie powinien zejść do najniższego wsparcie zlokalizowanego na poziomie 2,7500 (Wykres: Dzienny). Bowiem tym razem taka decyzja FED już nie będzie miała takiego znaczenia jak rok temu, a inwestorzy powoli przestają wierzyć, że uda się wyjść bez szwanków z globalnego kryzysu zadłużeniowego. Wydaje się być już tylko kwestią czasu, kiedy pierwsze państwo będzie musiało ogłosić swoją niewypłacalność, a za nim kolejne. Sytuacja jest o wiele bardziej poważniejsza, niż przy niewypłacalności Argentyny.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 15.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 16.08. do 20.08.2011 r.

EUR/USD – Rynek w ubiegłym tygodniu znowu był rozchwiany, a zmienność uplasowała się miedzy przedziałem 1,41 – 1,44. Choć rynek w Polsce w poniedziałek nie pracował ze względu na święto Wniebowzięcia Najświętszej Mari Panny, to jednak świat pracował i omawiany rynek właśnie w poniedziałek wybił się górą i doszedł do znacznego oporu zlokalizowanego na poziomie 1,4450 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny). Było to spowodowane chęcią większej korekty po ostatnich silnych zawirowaniach. Być może i na to miała wpływ decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która pozostawiła stopy procentowe bez zmian wynoszące 0-0,25% oraz oświadczeniem, że obecne stopy procentowe pozostawi bez zmian przynajmniej do połowy 2013 r. Także UE przyczyniła się do poprawy nastrojów, jednakże uczyniła to w sposób administracyjny zakazując krótkiej sprzedaży akcji spółek giełdowych we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Belgii. Najbardziej, uspokojenie rynku, było widać na parze EUR/CHF, gdzie rynek z poziomu 1,0050 umocnił się do 1,10 (Wykres: EUR/CHF - Dzienny). Padła także propozycja, aby franka szwajcarskiego powiązać z euro, w celu zapobieżenia jego dalszego gwałtownego umacniania. Bowiem w ciągu ostatniego roku Frank szwajcarski umocnił się do euro o 31%. Nie sądzę, aby taka propozycja się zmaterializowała. Bowiem takie operacje w historii zazwyczaj kończyły się katastrofą finansową. Także uważam, że wybicie kursu ponad opór 1,4450 będzie pozbawione ekonomicznych racji. Grecja ogłosiła, że jej PKB w drugim kwartale znowu spadł o 6,9%. Zatem jak widać tzw. pomoc dla Grecji, UE i MFW nie przynosi pożądanych skutków. Włochy ogłosiły, że jej dług publiczny w czerwcu 2011 r. wzrósł do rekordowego poziomu 1,9 biliona euro. Na te wieści Europejski Bank Centralny rozpoczął skupować włoskie i hiszpańskie obligacje rządowe, aby jak twierdzą to komisarze unijni pomóc w walce z rozszerzającym się kryzysem zadłużenia w strefie euro. Nie trzeba być ekonomistą, czy analitykiem, aby widzieć, że takie działania są tylko pozorne, administracyjne i nie będą mogły w przyszłości przynieść pozytywnych skutków. Bowiem są to tylko działania doraźne, a nie uzdrawiające. Na rynku pojawiły się także plotki, że kolejnym krajem po USA, który może stracić rating na najwyższym poziomie AAA jest Francja. Co prawda Moody’s i Fitch taką informację zdementowały, jednak chodzi o agencję Standard&Poor’s, która tego jeszcze nie zrobiła. Zatem jak widać nie ma przesłanek, aby rynek się uspokoił, jak tylko spekulacyjne umocnienie ryzykownych walorów, tylko w tym celu, aby ponownie po pewnym czasie ruszyć do ataku na mało ryzykowne i stabilne walory, w tym także złoto. To, że świat stoi nad przepaścią finansową, związaną z nadmiernym zadłużeniem, świadczy niepokój Chin, które zaczęły wzywać zarówno UE, jak i Stany Zjednoczone do ograniczenia długu publicznego. Zatem, jeżeli opór na poziomie 1,4450 wytrzyma, to ponownie będziemy mieli zjazd kursu do kluczowego wsparcia na poziomie 1,4150 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), a kto wie, może nawet rynek w niedługim czasie zaatakuje linię wsparcia trendu biegnącą na poziomie 1,39 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 15.08.2-11 r. Analiza tygodniowa od 16.08. do 20.08.2011 r.

EUR/PLN – Panika, panika i jeszcze raz panika. Tak najkrócej można streścić to co działo się na rynku w ostatnim tygodniu. Przyczyny od dłuższego czasu są te same. Nadmierne zadłużenie wiodących krajów w gospodarce światowej. W grupie państw strefy euro, właśnie euro stało się główną przyczyną pogłębiającego się kryzysu finansowego. Dlatego odnotować trzeba ważną wypowiedź wicepremiera i ministra gospodarki W. Pawlaka o zrewidowaniu planów wejścia Polski do strefy euro. Niezależnie od tego, czy jest to wypowiedź polityczna, bo większość polskiego społeczeństwa jest przeciwna euro w naszym kraju, czy też wypływa z niedostępnych dla ogółu informacji, warta jest uwagi. Mianowicie, "Obecnie strefa euro bardziej przypomina dziurawą parasolkę niż tarczę, która chroni przed zawirowaniami na światowych rynkach. Powinniśmy ponownie gruntownie przemyśleć plusy i minusy przyjęcia wspólnej waluty" – podkreślił Pawlak. Według niego, mechanizmy funkcjonowania unii monetarnej nie są wolne od wad i wymagają naprawy. Jednym z poważniejszych średniookresowych zagrożeń przyjęcia euro są - w jego opinii - różnice inflacyjne w obrębie unii walutowej. Pawlak zwrócił uwagę, że średnia inflacja w strefie euro między 1996 a 2010 r. utrzymywała się na poziomie 34 proc.: w Niemczech i Francji na poziomie ok. 24 proc., w Grecji natomiast - 64 proc. Zaznaczył, że ceny greckich produktów i usług były tym samym o 40 proc. wyższe od niemieckich i francuskich. "Tu tkwi tajemnica problemu eurostrefy" – podkreślił. "Jeżeli w ciągu kilku lat funkcjonowania w jednym obszarze walutowym nie następuje zbliżenie wydajności pracy i efektywności gospodarek, to zaczynają narastać wewnętrzne napięcia" – wyjaśnił. Zatem jak widać na europejskiej walucie najbardziej skorzystali Niemcy i Francuzi. Jednakże i dla nich obrona euro może się okazać teraz bardziej kosztowna niż wcześniejsze korzyści.
W ubiegłym tygodniu rynek zdecydowanie pokonał górne ograniczenie wąskiego trendu bocznego (4,06) i zaatakował, bez powodzenia górne ograniczenia szerokiego trendu bocznego (4,22). Jak widać po tym, co działo się w piątek i w wolny poniedziałek, rynek skłania się teraz do nieco głębszej spekulacyjnej korekty. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 4,1150, a potem na poziomie 4,09(Wykres: Dwugodzinny). Wydaje się, że te poziomy powinny być osiągnięte. Niższe, 4,02 i poniżej 4,00 PLN (3,9920, 3,9580 i 3,9350 – wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny) nie powinny być osiągnięte. Po takiej korekcie rynek ponownie powinien zaatakować górne ograniczenie szerokiego trendu bocznego i tym razem wybić się ponad poziom 4,22 nakreślając nowy trend na osłabienie polskiej waluty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 15.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 16.08. do 20.08.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku w ubiegłym tygodniu, podobnie jak na EUR/PLN byliśmy świadkami paniki z tą różnicą, że tutaj nie przebiliśmy żadnego z istotnych poziomów stanowiących o nowym obliczu omawianej pary. Nadal poruszamy się w trendzie bocznym, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 2,65, a górnym 3,05 (Wykres: Tygodniowy). Teraz po osiągnięciu prawie 3,00 PLN nasza para będzie się skłaniała do spekulacyjnej korekty, a poziom 2,7910 (Wykres: Ośmiogodzinny). Czy kolejne wsparcia mogą być zaatakowane, na poziomie 2,76 i 2,74 (Wykresy: Dwugodzinny, Dzienny), to będzie zależało od zachowań się pary EUR/USD oraz od spekulacyjnego apetytu inwestorów na większe ryzyko. Oceniam, że taki stan nie potrwa długo, po którym ponownie będziemy światkami ataku na psychologiczną barierę 3,00 PLN, a nawet na górne ograniczenie obecnego trendu bocznego zlokalizowanego na poziomie 3,05 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 07.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 08.08. do 13.08.2011 r.

EUR/USD – Za nami gorący tydzień obfitujący w większą zmienność kursów na rynku walutowym zakończony bezprecedensową obniżką ratingu kredytowego największej gospodarki świata Stanów Zjednoczonych. Agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła w piątek wiarygodność kredytową rządu USA z maksymalnej oceny AAA do AA+. Po raz pierwszy w historii agencja ratingowa zdegradowała w ten sposób obligacje skarbowe USA. Stało się to, pomimo uchwalonego przez Kongres planu redukcji deficytu budżetowego. Jednocześnie Kongres w tym planie uchwalił wzrost ustawowego limitu zadłużenia o 2,4 biliona dolarów. Agencja Standard & Poor;s domagała się redukcji zadłużenia o minimum 4 biliony dolarów. W wydanym oświadczeniu Standard & Poor;s oznajmiła, że obniża rating USA, ponieważ nie jest przekonana, że uchwalony 2 sierpnia przez Kongres plan redukcji deficytu budżetowego wystarczy do znaczącego zmniejszenia zadłużenia USA. Dla Stanów Zjednoczonych może to stanowić poważny problem, bowiem obniżka o jeden stopień ratingu oznacza ewentualność podwyższenia procentów od kredytów hipotecznych i innych pożyczek związanych z notowaniami obligacji skarbowych. Zatem koszty obsługi długu USA mogą wzrosnąć o 100 miliardów dolarów rocznie. Także po praz pierwszy w dziejach administracja USA zakwestionowała wiarygodność analiz leżących u podstaw obniżenia ratingu swojego kraju przez amerykańską agencję ratingową Standard & Poor’s. Pod wpływem tych wydarzeń kurs naszej pary zleciał poniżej poziomu 1,41. Jednakże państwa azjatyckie jako pierwsze zareagowały na wiadomość o obniżeniu ratingu USA. Japonia zapewniła o swoim zaufaniu do obligacji Stanów Zjednoczonych. Dlatego w sobotę kurs omawianej pary poszybował w górę zatrzymując się na poziomie 1,4280. Moim zdaniem najwłaściwiej zareagowały Filipiny nazywając obniżkę ratingu USA; dzwonkiem alarmowym. Bowiem globalna gospodarka zwalnia i poza bankrutująca Strefą Euro, Stany Zjednoczone mogą przyczynić się do globalnego kryzysu zadłużeniowego. Ponad dwa lata temu taki kryzys bankrutujących banków został zażegnany kosztem podatników, którzy utrzymują budżety swoich państw, a te z kolei zapłaciły za nadmiernie spekulacyjną grę poszczególnych banków. Teraz w podobnej roli bankruta są poszczególne państwa, z tą różnicą, że podatnicy mogą już nie wspomóc źle zarządzane budżety państw. Stany Zjednoczone tak szybko nie zbankrutują, to znaczy nie ogłoszą swojej niewypłacalności, bo najwięksi wierzyciele amerykańskich obligacji, Japonia i Chiny na to nie pozwolą. Dlatego Chiny już domagają się od USA rozwiązania problemów ich zadłużenia oraz zagwarantowania bezpieczeństwa dolarowych aktywów Chin. Jak się okazuje problem amerykańskich długów nie została w sposób dostateczny rozwiązany i dlatego nadal przewiduję, że w następnym tygodniu będziemy mieli kolejne próby zejścia poniżej psychologicznego progu 1,40 i ataku na linię wspierającą trend biegnącą na poziomie 1,3850 (Wykres: Tygodniowy). Po drodze mamy wsparcia zlokalizowane w okolicach 1,41 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). Natomiast opory na poziomach 1,4340 i 1,4470 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny, Dzienny), mogą być zaatakowane tylko w tym wypadku, że z jakiś bliżej niewytłumaczonych względów nagle rynek uspokoi się i nabierze chęci do spekulacyjnej gry na ryzykownych aktywach. Obstawiam pierwszy wariant jako realistyczny.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 07.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 08.08. do 13.08.2011 r.

EUR/PLN – Stosunkowo do innych par walut omawiana para w ubiegłym tygodniu nie wykazywała nadmiernych wahań, a to z powodu bardzo czynnej obecności na krajowym rynku walutowym spekulacyjnej gry ministerstwa finansów. Spekulacyjnej, bo nastawionej tylko na zbicie kursu, by w ten sposób zmniejszyć koszty zadłużenia obecnego rządu denominowanego w walutach obcych. Gdyby nie ten fakt, kurs naszej pary mógłby oscylować wokół poziomu 4,20. PAP podała, że w czerwcu 2011 r. Polska z kryteriów konwergencji zapisanych w traktacie z Maastricht, wypełniła tylko kryterium stóp procentowych. Dziwi już fakt, że administracja obecnego rządu D. Tuska nadal przygotowuje się do wejścia do Strefy Euro, bagatelizując fakt, że to właśnie euro stało się jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu zadłużeniowego właśnie w Strefie Euro. Tak jak pisałem w poprzednich komentarzach, tak i teraz wypada mi powtórzyć, że najprawdopodobniej Polska nie wejdzie do Strefy Euro, bo jest już tylko kwestią czasu jak cała ta Strefa rozpadnie się. Bowiem jednym z podstawowych warunków wyjścia z nadmiernego zadłużenia i uchronienia się przed bankructwem poszczególnych państw Strefy Euro jest właśnie powrót do narodowych walut z adekwatnym do gospodarki poziomem siły rodzimej waluty. Biorąc pod uwagę to co się wydarzyło z obniżką ratingu USA i reakcją państw azjatyckich w następnym tygodniu kurs niniejszej pary powinien ponownie atakować górne ograniczenie wąskiego trendu bocznego zlokalizowane na poziomie 4,06 (Wykres: Tygodniowy). Bowiem już nie wystarczą polityczne słowne interwencje i zapewnienia o zaufaniu do coraz bardziej ryzykownych aktywów finansowych, by trwale uspokoić rynek walutowy na świecie. Nie spodziewam się konkretnych rozwiązań uzdrawiających kryzysową sytuację związaną z nadmiernym zadłużeniem coraz to większej ilości państw na świecie. Dlatego uważam, że silny opór zlokalizowany na poziomie 4,06 w końcu zostanie pokonany. Po drodze mamy stosunkowo słabą strefę oporu na poziomie 4,0430 – 4,0490 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). W sobotę pod wpływem państw azjatyckich i zapewnień o zaufaniu dla amerykańskich obligacji kurs naszej pary zdołował do poziomu 4,0300. Jednakże wsparcia zlokalizowane na poziomie poniżej 4,0 PLN nie powinny być nawet atakowane (patrz wykresy: Dwugodzinny, Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 07.08.2011 r. Analiza tygodniowa od 08.08. do 13.08.2011 r.

USD/PLN – Nadal poruszamy się w szerokim pasie trendu bocznego, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 2,65, a górnym 3,05 (Wykres: Tygodniowa). Biorąc pod uwagę narastający globalny kryzys zadłużeniowy coraz to większej ilości państw można się spodziewać, że kurs niniejszej pary będzie podążał w kierunku górnego ograniczenia obecnego trendu. Po drodze mamy najbliższy i dość silny opór zlokalizowany w okolicach 2,8650 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny, Dzienny). Natomiast wsparcia zlokalizowane na poziomie 2,7780, 2,7610 i niżej (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny, Dzienny), nie powinny być atakowane.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 01.08. do 06.08.2011 r.

EUR/USD – Ubiegły tydzień był nacechowany znaczną zmiennością, od przebicia istotnego oporu na poziomie 1,44, co dało dynamiczny wzrost powyżej 1,45, a następnie powrotu poniżej poziomu 1,44 i oczekiwaniem na rozwiązanie problemu z limitem zadłużeniowym za oceanem, co skonsolidowało naszą parę w przedziale 1,4230 – 1,4390. W ostatni dzień ubiegłego tygodnia rynek spodziewał się, że problem z limitem zadłużeniowym w Ameryce zostanie rozwiązany. Niestety brak porozumienia w tej kwestii między Demokratami a Republikanami oraz ostatnio nieco większe wpływy z podatków spowodowało, że ten problem będzie rozwiązany w następnym tygodniu, a mianowicie we worek drugiego sierpnia. Taka data została podana przez administrację Obamy. Jeżeli limit nie zostanie podniesiony o zakładane 2,7 biliona USD, to istnieje realne zagrożenie obniżenia ratingu kredytowego USA przez agencje ratingowe. Gdyby tak się rzeczywiście stało była by to pierwsza obniżka od niemal 100 lat. Wówczas Stanom Zjednoczonym groziłoby niewypłacalność w sferze społecznej na renty i emerytury swoim obywatelom, nie mówiąc już o spłacie zobowiązań. Z drugiej strony tak znaczące podniesienie limitu zadłużenia, będzie powodowało dalsze zadłużanie i przesuwanie tego problemu tylko w czasie. Niezależnie jaka będzie decyzja kongresy USA w sprawie limitu zadłużeniowego, kryzys zadłużeniowy się nie skończy, a wręcz przeciwnie będzie się rozwijał. Jeżeli limit zostanie podniesiony, to taka decyzja tylko na chwilę uspokoi rynki, bowiem problem i tak nie będzie rozwiązany, a i tak z czasem Ameryka będzie zagrożona utratą najwyższej wiarygodności kredytowej przez agencje ratingowe. W Europie po obniżce dla Grecji ratingu do najniższego, czyli państwa niewypłacalnego, przyszła kolej na Hiszpanię, która została zagrożona obniżką ratingu swojej wiarygodności kredytowej. Zatem tak jak wcześniej sygnalizowałem, kryzys zadłużeniowy rozwija się i w pewnym momencie nabierze zdecydowanego przyspieszenia, a objawem tego będzie globalna panika na wszystkich rynkach finansowych. Oczywiście jest to niepożądany skutek globalizacji, która może doprowadzić do upadku globalnej wizji świata. Dramatyczna wypowiedź ministra finansów Niemiec Wolfganga Schaeuble do członków niemieckiego rządu, że rządy europejskie muszą powstrzymać rozpad strefy euro, jak również niekontrolowane wyjście z niej któregoś z członków, dobitnie świadczy o powadze sytuacji i rychłym upadku euro. Dlatego niezależnie od tego, czy Amerykanie podniosą limit zadłużeniowy, czy też nie, czy UE jeszcze więcej przeznaczy nowych kredytów na „ratowanie” poszczególnych państw strefy euro, w najbliższej przyszłości należy się spodziewać coraz większego nasilenia kryzysu zadłużeniowego z jego niekontrolowanymi skutkami. Wykres tygodniowy pokazuje nam, że nadal jesteśmy w trendzie wzrostowym z dolnym ograniczeniem na poziomie 1,38, a górnym na poziomie 1,52. Biorąc pod uwagę to, co wyżej zostało powiedziane, należy się spodziewać przebicia dolnego ograniczenia i wygenerowania nowego trendu korzystnego dla dolara. Póki co najbliższe wsparcie mamy na poziomie 1,4272 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne na poziomie 1,4080 (Wykres: Dzienny), pokonanie którego umożliwi atak na linię wsparcia trendu (Wykres: Tygodniowy). Oczywiście, mogą się jeszcze wydarzyć spekulacyjne ruchy w kierunku najbliższych oporów, czyli na poziomy 1,4485 – 1,45 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny), czy nawet na poziom 1,4553 (Wykres: Dwugodzinny), jednakże wydają się one mało prawdopodobne.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 01.08. do 06.08.201 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu wahania na omawianej parze stosunkowe do innych par były niewielkie. Przyczyna jest w tej chwili oczywista. Jak poinformował minister finansów Jacek Rostowski, że obecnie wszystkie środki, które napływają do Polski z Unii Europejskiej są wymieniane bezpośrednio na rynku. Natomiast skala tych środków w ostatnich miesiącach waha się między 500 a 800 milionów euro. Gdyby nie to, kurs naszej pary zdecydowanie byłby wyższy i oscylowałby w okolicach 4,15 – 4,20. Jedynie taką rzeczywistość odzwierciedla kurs franka szwajcarskiego do złotego, który w piątek ostatniego tygodnia wzrósł do poziomu 3,54. Oczywiście było to na skutek patu politycznego w USA oraz informacji, że w Hiszpanii odbędą się wcześniejsze wybory i że ten kraj jest zagrożony obniżką ratingu kredytowego. Zakładam, że teraz w dobie kryzysu zadłużeniowego jak w USA, tak i w strefie euro, wszelkie umocnienia naszej waluty mają tylko charakter spekulacyjny i chwilowy, podyktowane spekulacyjną działalnością rządu D. Tuska. Dlatego najbliższe wsparcia powinny się obronić, a opory są zagrożone wysokim stopniem szybkiego pokonania i wykreowania trendu na osłabienie złotówki. Zatem wsparcie na poziomie 3,9960 (Wykres: Dwugodzinny) nie powinno być pokonane. Natomiast niższe na poziomach 3,9435 i 3,93 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny) nie powinny być nawet atakowane. Obecnie znajdujemy się w wąskim trendzie bocznym, którego dolnym ograniczeniem stanowi poziom 3,86, a górny 4,06 (Wykres: Tygodniowy). Biorąc pod uwagę obecny kryzys zadłużeniowy, kurs niniejszej pary powinien się kierować w stronę górnego ograniczenia obecnego trendu. Po drodze mamy opór na poziomie 4,02 (Wykres: Dwugodzinny), który w kolejnym tygodniu powinien być pokonany, by rynek mógł zaatakować górne ograniczenie obecnego trendu. Kolejny ważny opór jest zlokalizowany dopiero na poziomie 4,1080 (Wykres: Dzienny), ale to kwestia, chyba nieodległej przyszłości.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 01.08. o 06.08.2011 r.

USD/PLN – Na tej parze tradycyjnie wahania były większe niż na parze EUR/PLN, aczkolwiek i tak ograniczone spekulacyjną działalnością ministerstwa finansów. Bowiem, kiedy inwestorzy tracą zaufanie do ryzykownych walorów i je wyprzedają, rząd D. Tuska, poprzez ministerstwo finansów nadmiernie je zakupuje. Tylko dlatego, aby w sposób sztuczny nie dopuścić do przekroczenia w zadłużeniu kraju, denominowanego w walutach obcych, drugiego progu ostrożnościowego zapisanego w konstytucji. Ta sztuczna i pozorowana działalność obecnego rządu musi się skończyć finansową katastrofą, pomimo tego, że nie jesteśmy w strefie euro. Bowiem brak rzeczywistych finansowych reform, choćby takich jakie obserwujemy obecnie na Węgrzech oraz nieudolność w zarządzaniu finansowym krajową gospodarką, z biegiem czasu doprowadzi do niewypłacalności naszego kraju. Obecnie znajdujemy się w trendzie bocznym w przedziale kursowym 2,65 a 3,05 (Wykres: Tygodniowy). Z racji kryzysu zadłużeniowego kurs naszej pary powinien się kierować w stronę górnego ograniczenia obecnego trendu. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 2,8080 (Wykres: Dwugodzinny), który nie powinien stanowić większej zapory w pokonaniu go. Natomiast opór na poziomie 2,8670 (Wykres: Dzienny), powinien na jakiś czas powstrzymać aprecjację dolara względem złotego. Wsparcia zlokalizowane na poziomach 2,7530 i 2,73 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny, Dzienny), powinny się obronić.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 23.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 25.07. do 30.07.2011 r.

EUR/USD – Za nami dwa tygodnie nacechowane utratą zaufania do państw z grupy emerging markets. Tym razem powodem utraty zaufania były kłopoty finansowe Włoch. Można wymienić jednym ciągiem państwa ze Strefy Euro, które miedzy innymi z powodu euro znalazły się w finansowej pułapce, która zapewne zakończy się niewypłacalnością. To: Grecja, Portugalia, Irlandia, Włochy, Hiszpania. Jeżeli do tych pastw dodamy Francję i Niemcy, które obawiają się, że pójdą w ślady tych pierwszych, to mamy klarowny obraz tego, jaki nas czeka. Mianowicie obecny kryzys, bankrutujących poszczególnych państw, Strefa Euro nie przetrzyma. Rozpad widać już na horyzoncie. Co prawda w ostatnim tygodniu szefowie państw Strefy Euro uzgodnili nową kolejną pożyczkę dla Grecji, która przede wszystkim ma zabezpieczyć roszczenia banków komercyjnych, szczególnie francuskich, nadmiernie zaangażowanych w greckie obligacje, a ubezpieczonych w bankach amerykańskich. Dlatego tak mocno Stany Zjednoczone naciskały na Niemicy aby doszło do kolejnego porozumienia w sprawie bankrutującej Grecji. Zatem to nie Grecy odczują ulgę z ostatnich pożyczek, a banki, podobnie jak było to w czasie ostatniego kryzysu finansowego wywołanego przez systemy bankowe w 2008 r. Stąd można wnioskować, że to nie rządy poszczególnych krajów kierują finansami, ale korporacje bankowe i finansowe sterują rządami. To ostatnie porozumienie finansowe i pożyczkowe dla Grecji spowodowało chwilowe uspokojenie na rynkach finansowych, aczkolwiek inwestorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę, że problemy z nadmiernym zadłużeniem całej Strefy Euro nie zostały załatwione, a tylko zamiecione pod dywan, tylko po to, aby banki znowu z kolejnego kryzysu wyszły obronną ręką, kosztem podatnika. Zatem uspokojenie i rosnące zaufanie do większego ryzyka, bardzo szybko może się zmienić w paniczną wyprzedaż walorów uznanych za ryzykowne w tym także euro na czele. Inwestorzy potrafią liczyć i szybko wyliczają, że fundusz ratunkowy UE liczący zaledwie 440 mld euro bardzo szybko się kurczy. Jak dla Grecji tych pieniędzy na najbliższe tygodnie może wystarczyć, tak dla Włochów na pewno już nie. Dla ratowania samej Hiszpanii potrzeba co najmniej 2 biliony euro w najbliższych dwóch latach, a co z innymi krajami? Dlatego nie trudno już teraz przewidzieć, że cała Strefa Euro w bardziej bliższym, niż dalszym czasie po prostu się rozpadnie. Bowiem jednym ze skutecznych sposobów ratowania się przed bankructwem i wyprzedażą majątku narodowego dla wyżej wymienionych państw, będzie powrót do rodzimych walut adekwatnie przecenionych do faktycznej siły nabywczej ich gospodarek. Pomimo akcji „pomocowej”, agencja ratingowa Fitch nadała długowi Grecji kategorię ograniczonej niewypłacalności. Stanowi to wyraźny sygnał już bliskiego bankructwa tego kraju. Dlatego opory zlokalizowane na poziomach 1,4410 oraz 1,4460 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny) nie powinny być pokonane. Natomiast po pokonaniu najbliższego wsparcia na poziomie 1,4230 (Wykres: Dwugodzinny) oraz kolejnego na poziomie 1,4040 (Wykres: Dzienny), rynek powinien podążać w kierunku 1,3780 (Wykres: Tygodniowy), czyli w kierunku linii wsparcia trendu, by w kolejnych tygodniach ją pokonać i utworzyć nowy trend. Jedyną przeszkodą w realizacji wyżej nakreślonego planu jest brak porozumienia w kongresie amerykańskim odnośnie nowych wyższych limitów zadłużenia największej gospodarki świata.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 25.07. do 30.07.2011 r.

EUR/PLN – Pod wpływem problemów zadłużeniowych Włoch nasza waluta uważana za ryzykowną podobnie jak euro, osłabiała się dochodząc nawet do górnego ograniczania wąskiego trendu bocznego zlokalizowanego na poziomie 4,06 (Wykres: Tygodniowy). Po szczycie państw Strefy Euro i decyzji udzielenia kolejnej pożyczki Grecji złoty zaczął się umacniać do wsparcia w okolice 3,97. Z racji, że problemy zadłużeniowe państw Strefy Euro nie zostały rozwiązane, a tylko odroczone w czasie bankructwa poszczególnych państw tejże strefy, umocnienie naszej waluty może i powinno być tylko krótkotrwałe. W kolejnym tygodniu spodziewam się ponownego pokonania psychologicznej bariery 4,00 PLN i ponownego ataku na górne ograniczenie wąskiego trendu bocznego zlokalizowanego na poziomie 4,06. Bowiem bardzo niekorzystna sytuacja finansowa całej Strefy Euro szybko dojrzewa i jest nacechowana wysoką zmiennością walut i walorów notowanych na giełdach finansowych. Dlatego nie dziwi wypowiedź ministra finansów Jacka Rostowskiego, przedstawiciela rządu nacechowanego niepoprawnym optymizmem jak najszybszego wejścia Polski do strefy Euro, że nie wyobraża sobie, aby Polska mogła znaleźć się w Strefie Euro w czasie następnej kadencji sejmu, czyli nie wcześniej niż w 2016 r. Zatem i ci bezkrytyczni zwolennicy euro zaczynają dostrzegać mankamenty wspólnej waluty. W obecnym kryzysie zadłużeniowym całej Strefy Euro i jej rozwoju można wnioskować, że do 2016 r. euro po porostu nie przetrwa. Zatem nasze wejście do Strefy Euro choćby i z tej racji jest bezzasadne. Także nie można się dziwić wypowiedzi wicepremiera i ministra finansów Bułgarii Simeona Diankowa, że jego kraj „nie zgadza się na przystąpienie do Strefy Euro w jej obecnym stanie”. Diankow oświadczył, że rząd w Sofii odkłada na nieokreślony czas negocjacje o wejściu do eurolandu. Bowiem upłynie co najmniej kilka lat zanim zostaną wypracowane nowe zasady obowiązujące w Strefie Euro, nie mówiąc już u uregulowaniu nadmiernego zadłużenia całej tej strefy. Co ciekawe taki kraj jak właśnie Bułgaria nie posiadając wspólnej waluty, posiada jeden z najniższych długów publicznych wynoszący zaledwie 10,8% PKB i zajmuje drugie miejsce w UE po Estonii, gdzie dług publiczny wynosi tylko 6.6% PKB. Polska oscyluje w okolicach 55% PKB, a Grecja 160% PKB. Na domiar dobrego w Bułgarii od 2008 r. obowiązuje tylko 10% podatek liniowy. Narodowy Bank Polski kierowany przez zwolennika euro zapowiedział, że jest gotowy do interwencji gdyby sytuacja w Strefie Euro zaczęła zagrażać stabilności naszej waluty. Zatem jest to kolejna wypowiedź i nastawienie jak wcześniej rządu, który zapowiedział i przez cały czas wyprzedaje środki pochodzące z UE bezpośrednio na rynku międzybankowym, tak i NBP, zakładającą że w najbliższym czasie może dojść do znacznej przeceny złotego spowodowanego załamaniem się zaufania do euro. Choć teraz większość analityków bankowych zapowiada, że po szczycie przywódców Strefy Euro i udzieleniu kolejnej pożyczki Grecji sytuacja na dłużej się uspokoi i unormuje, na zasadzie, że większość nie ma racji tym bardziej w sprawach finansowych, przewiduję iż stanie się dokładnie odwrotnie. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 3,9740 (Wykres: Dwugodzinny), które może być już nie do pokonania. Kolejne są zlokalizowane na poziomach 3,9420 i 3,9250 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny), wydają się być już nieosiągalne. Zatem rynek po pokonaniu oporu zlokalizowanego na poziomie 3,9860 (Wykres: Dwugodzinny) powinien podążać w kierunku następnego oporu zlokalizowanego na poziomie 4,0290 (Wykres: Ośmiogodzinny), by w konsekwencji zaatakować górne ograniczenie wąskiego trendu bocznego zlokalizowanego na poziomie 4,06 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.07.2011 r. Analiza tygodniowa od 25.07. do 30.07.2011 r.

USD/PLN – Przecena dolara względem złotego w ostatnich dwóch tygodniach była nacechowana większą zmiennością, co było spowodowane równie dużą zmiennością na rynku EUR/USD. I tak z poziomu 2,93 mieliśmy zjazd do poziomu 2,7550, by na koniec ubiegłego tygodnia ustalił się kurs na poziomie 2,7730. Od sierpnia ubiegłego roku znajdujemy się w trendzie bocznym, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 2,65, a górnym 3,05 (Wykres: Tygodniowy). Mając na uwadze zawirowania związane z bankrutującą Strefą Euro oraz przewidując, że kongres amerykański porozumie się w kwestii wyższych limitów zadłużenia największej gospodarki świata uważam, że w nadchodzącym tygodniu dojdzie ponownie do przeceny złotego względem dolara i powrotem kursu w okolice 3,00 PLN. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 2,7590 (Wykres: Dwugodzinny), które nie powinno być pokonane, nie mówiąc już o kolejnych zlokalizowanych na poziomach 2,7220 i 2,7200 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny). Natomiast opór na poziomie 2,8320 (Wykres: Ośmiogodzinny) powinien być dość szybko pokonany, a rynek może się tymczasowo zatrzymać na kolejnym oporze zlokalizowanym na poziomie 2,8730 (Wykres: Dzienny). Nie wykluczam w najbliższym czasie ataku na psychologiczną barierę 3,00 PLN.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.07.2011 r. Analiza od 04.07. do 23.07.2011 r.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu nastąpiło przesilenie spowodowane „pozytywnym” głosowaniem w greckim parlamencie w sprawie przyjęcie drastycznych „reform” – pakietu oszczędnościowego. Jednakże na tej parze już od początku tygodnia rynek dyskontował takie rozwiązanie w greckim parlamencie, bo kurs od poziomu 1,41 codziennie konsekwentnie piął się do góry. W środku tygodnie (środa), czyli w dniu głosowania mieliśmy już 1,44, a w piątek w sumie tylko 1,4520. Grecki parlament zobowiązał się do 2015 r. do solidnych cieć wydatków budżetowych, których łączna kwota ma sięgnąć nieco powyżej 28 mld euro oraz do jeszcze poważniejszej prywatyzacji sięgającej kwoty 50 mld euro. Zatem w budżetówce ma stracić pracę ok. 150 tyś. ludzi, mają być podwyższone podatki z VAT-em na czele oraz wprowadzony nowy podatek od luksusu. Prywatyzacja ma dotknąć kolei, lotniska, plaże, czy nawet wyspy. Nic więc dziwnego, że Grecy nie zgadzając się z taką „reformą”, protestują i dochodzi do zamieszek. Na razie to co się dzieje na ulicach w Grecji nie odbija się na rynkach finansowych. Jednakże kiedy nastąpi nasilenie tych protestów, może mieć to wpływ na światowe rynki finansowe. Dlatego nie jestem zwolennikiem tezy, że teraz kryzys mamy już za sobą, a jedynie uważam, że bankructwo Grecji zostało oddalone w czasie z perspektywą jeszcze większego zadłużenia. Póki co, nadchodzący najbliższy czas może przynieś nam jeszcze większe umocnienie euro, na fali spekulacji do większego ryzyka. Jeszcze ponad tydzień temu kurs eurodolara testował poziomy związane ze studniową średnią kroczącą i dolną wstęgą Bollingera (Wykres: Dwugodzinny). Na skutek greckich wydarzeń, te poziomy zostały obronione i rynek wydaje się, że teraz ma potencjał by dotrzeć do silnego oporu zlokalizowanego na poziomie 1,4750 (Wykres: Tygodniowy). Jednakże już teraz runek musi się zmierzyć z lokalnym oporem do którego dotarł 1,4530 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jeżeli ten opór zostanie pokonany, to drogą do 1,4750 zostanie otwarta. Wyższych poziomów nie spodziewam się, bowiem szybko na rynek mogą powrócić obawy, że Grecja, a także inne kraje ze strefy euro nie są i nie będą wstanie skutecznie obronić się przed bankructwem. Zatem w kolejnych tygodniach spodziewam się powrotu do poziomów ostatnio obserwowanych, a nawet do ataku na linię wsparcia trendy biegnącą na poziomie 1,37 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.07.2011 r. Analiza od 04.07. do 23.07.2011 r.

EUR/PLN – Po przyjęciu przez grecki parlament pakietu oszczędnościowego złoty zaczął odrabiać straty jakie poniósł w ostatnich tygodniach. I tak z poziomu 4.0160 umocnił się do poziomu 3,9380. Niewątpliwie na tak silne umocnienie naszej waluty miał nie tylko wpływ grecki parlament, ale także wyprzedaż środków unijnych bezpośrednio na rynku przez Ministerstwo Finansów. Analitycy są zdana, że poziom 3,92, a nawet niższy jest teraz do osiągnięcia i że taka sytuacja może potrwać kilka miesięcy. Trudno podzielić takie stanowisko, bowiem pieniądze jakie teraz Grecja otrzyma to zaledwie 12 mld euro z pakietu 110 mld euro wcześniej przyznanego. Z drugiej strony zobowiązania Grecji (obligacje i bony pieniężne) zapadają do końca sierpnia z uwzględnieniem płatności kupowanych łączna kwota, która przypada na obsługę długu przekracza 16 mld euro. Zatem już w lipcu, a najpóźniej w sierpniu może się okazać że znowu Grecji zabraknie pieniędzy na obsługę swojego zadłużenia. Politycy UE, a szczególnie Niemiec i Francji oraz Stanów Zjednoczonych niezwykle silnie naciskali na grecki parlament by ten zaakceptował pakiet oszczędnościowy. Jest to bowiem związane z tym, że Grecja w pierwszej kolejności musi się wywiązać ze swoich zobowiązań względem banków francuskich i niemieckich, które z kolei ubezpieczyły się w bankach amerykańskich. Zatem tzw. pomoc dla Grecji nie pomoże Grekom, a tylko bankom francuskim i niemieckim. Tak postanowiono, że Grecja nie może upaść, zbankrutować zanim nie spłaci swoich zobowiązań właśnie względem tych banków. Dopiero kiedy te zobowiązania zostaną uregulowane, a grecki dług będzie się prawie wyłącznie opierał na niespłaconych pożyczkach od innych państw, czyli na poszczególnych narodach, podatnikach, wówczas Grecja będzie mogła zbankrutować. Przewiduję, że ten czas dość szybkimi krokami nadchodzi. Oczywiście będzie to związane z wystąpieniem Grecji ze strefy euro, co może i zapewne pociągnie za sobą inne kraje takie jak: Portugalia, Irlandia, Hiszpania, czy Włochy, które także z chęcią wystąpią ze strefy euro. Już teraz przestaje się ukrywać fakt, że euro nadal funkcjonuje tylko dzięki działaniom politycznym, a z gospodarczego punktu widzenia jest zupełnie nieopłacalną walutą. Bowiem nie można zrównać ze sobą pod kontem waluty takie kraje, gospodarki jak grecka i niemiecka. Od samego początku był to poroniony pomysł. Takie stanowisko ostatnio zostało przyjęte przez kręgi masoński, a które zostało zaprezentowane przez prof. G. Gwiazdowskiego z Centrum im. A. Smitha Właśnie stąd też wnioskuję, że rozpad strefy euro to kwestia czasu. Teraz po tak silnych spadkach, pierwsze silne wsparcie mamy na poziomie 3,9150 (Wykres. Dzienny), o którym właśnie wspominali analitycy. Jeżeli dojdzie do niego, to nie sądzę aby było pokonane, bowiem poza Ministerstwem Finansów nikt poważny z inwestorów obecnie nie kupuje polskiej waluty. Podobnie się dzieje z euro, które na równi ze złotym jest traktowane jako waluta spekulacyjna, bo umacnia się wówczas kiedy rośnie apetyt na większe ryzyko, a osłabia kiedy nadchodzi czas zagrożenia, kryzysu. Myślę, że dość szybko minie sztucznie wywołana euforia z powodu przyjęcia przez grecki parlament pakietu oszczędnościowego i powrócimy do realnego stanu zagrożenia bankructwem poszczególnych państw strefy euro. Wówczas opory na poziomach 3,9620 (Wykres: Dwugodzinny), 4,0050 – 4,0100 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), szybko zostaną pokonane, a rynek może się zmagać z górnym ograniczeniem wąskiego trendu bocznego, czyli z poziomem 4,0600 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.07.2011 r. Analiza od 04.07. do 23.07.2011 r.

USD/PLN – Po greckim glosowaniu w sprawie przyjęcia pakietu oszczędnościowego sytuacja na tym rynku nabrała większego dynamizmu niż na analogicznych rynkach, bo zawsze jest to związane z centralną parą. Złoty umocnił się z poziomów 2,83 do poziomu 2,71 względem dolara, czyli dotarł do strefy wsparcia zlokalizowanej na poziomie 2,7100 – 2,7000 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny). To wsparcie może się okazać na tyle silne, że od niego kurs naszej pary zdecydowanie odbije się i dotrze do oporu zlokalizowanego na poziomie 2,7560 (Wykres: Dwugodzinny). Szukając obecnego trendu na tej parze na wykresie tygodniowym nakreśliłem boczny trend, który już od listopada ubiegłego roku nam „panuje” Dolne jego ograniczenie zlokalizowane jest na poziomie 2,65, a górne na poziomie 3,05. I nie sądzę aby w najbliższej przyszłości zakres wahań się zmienił, jednak z tendencją marszu ku górnym ograniczeniom tego trendu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 27.06. do 02.07.2011 r.

EUR/USD – Niepokój usilnie uspakajany. Tak w trzech słowach można streścić to, co się teraz dzieje na rynkach finansowych, także walutowych. Od dłuższego czasu Grecja zaprząta uwagę finansistów, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że Grecja jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Bowiem w nie lepszej sytuacji znajdują się: Portugalia, Hiszpania, Irlandia, czy Włochy. Właśnie w ubiegłym tygodniu agencja Moody’s zapowiedziała, że może obniżyć ratingi dla trzynastu włoskich banków. Taka zapowiedź przyczyniła się do osłabienia euro względem dolara. W nadchodzącym tygodniu znowu Grecja będzie odgrywała najważniejszą rolę. Bowiem 29 i 30 czerwca parlament grecki będzie głosował nad pięcioletnim planem fiskalnym oraz osobną ustawą o realizacji tego planu. Przyjęcie tego planu jest warunkiem otrzymania dalszej pomocy ze strony UE i MFW. Ten plan zakłada, że Grecja zaoszczędzi 28,4 mld euro do 2015 r. Tylko w bieżącym roku cięcia mają przynieść skarbowi państwa łącznie 6,4 mld euro. Reszta w latach 2012 – 2015. Reforma przewiduje m. in. wzrost podatków, cięcia w płacach administracji publicznej, zmniejszenie wydatków na obronę i budżet inwestycji publicznych, wzrost podatku od luksusu (jachty, baseny, samochody luksusowe), a także od gazu, wyrobów tytoniowych, wzrost opłat za dowody rejestracyjne oraz wzrost VAT do 23% na niektóre produkty. Plan zawiera również olbrzymi program prywatyzacji, na ok. 50 mld euro do 2015 r., obejmuje on prywatyzację portów i lotnisk, poczty, loterii i sektora energetycznego. Z jednej strony rząd grecki jest naciskany przez instytucje unijne, a z drugiej strony przez opór społeczny przeciwko wprowadzaniu takich refom. Grecy bowiem jasno sobie zdają sprawę, że nawet jeżeli kolejne pieniądze Grecja pozyska, to będą one przeznaczone głównie dla zagranicznych banków, szczególnie dla niemieckich i francuskich, a nie dla narodu. Dlatego można się spodziewać, że grecki parlament przyjmie w/w. plan, ale naród ponownie wyjdzie na ulicę demonstrując swoje niezadowolenie. Zatem możliwość, że Grecja nie będzie realizowała plan oszczędnościowy jest wysoko prawdopodobna. Dlatego przywiduje, że po greckim głosowaniu w parlamencie, rynki nieco się uspokoją, ale po krótkim czasie obawy o niewypłacalność już nie tylko Grecji, ale i całej strefy euro powrócą. Ponadto w samych Niemczech dochodzi do wzrastającej społecznej niechęci względem euro. Jak podaje Frankfurter Algemiene Sonntagszeitug, aż 71% Niemiców jest niezadowolona z euro, a zwolenników tej waluty jest tylko 19%. Zatem w nadchodzącym tygodniu rynek będzie oczekiwał wyników głosowania w greckim parlamencie, a po głosowaniu będziemy mieli doczynienia ze stosowną reakcją. Tak jak wyżej wspomniałem, przewiduję, że grecki parlament przyjmie plan oszczędnościowy i rynki zareaguje umocnieniem euro. Jednakże nie przewiduję aby taki stan utrzymał się długo, bowiem zakładam, że Grecja nie będzie wstanie sprostać wyzwaniom zapisanym w planie oszczędnościowym. Mówiąc Grecja, mam namyśli naród, który czuje się niewinny zaistniałej sytuacji i nie ma zamiaru ponosić koszty planu oszczędnościowego. Dlatego najpierw rozpacze wsparcie, bo rynek będzie raczej umacniał dolara w oczekiwaniu na wyniki głosowań w greckim parlamencie. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 1,4160 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne na poziomie 1,3960 (Wykres: Ośmiogodzinny). Myślę, że do czasu głosowania w greckim parlamencie linia wsparcie trendu biegnąca na poziomie 1,3650 (Wykres: Tygodniowy), nie zostanie naruszona. Po 30 czerwca, czyli po czwartku, albo pod koniec tego dnia, rynek zaatakuje opory zlokalizowane na poziomie 1,4237 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie kolejny na poziomie 1,4350 (Wykres: Ośmiogodzinny), o ile grecki parlament przyjmie plan oszczędnościowy.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 27.06. do 02.07.2011 r.

EUR/PLN – Rynek oczekuje na rychłe rozwiązania problemów fiskalnych najpierw Grecji, a potem innych krajów strefy euro. W ubiegłym tygodniu trwale nie przekroczyliśmy psychologicznego poziomu 4,00 PLN, ale myślę, że w nadchodzącym tygodniu to się uda. Gdyby Ministerstwo Finansów w ożywiony sposób nie sprzedawało na rynku środki otrzymywane z UE, to niewątpliwie, poziom euro względem złotego przekroczyłby poziom 4,10. Kluczowym wydarzeniem nadchodzącego tygodnia także dla tego rynku będzie głosowanie za przyjęciem planu oszczędnościowego w greckim parlamencie. Rynek już zakłada, że to głosowanie przebiegnie pomyśle, bowiem w przeciwnym razie, niepowodzenie w głosowaniu byłoby dla rynku katastrofą. Zatem zakładam, że do czwartku rynek będzie względnie spokojny z kierunkiem na umodnienie euro. Pierwsze opór mamy na poziomie 3,9900 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne już powyżej 4,00 PLN, mianowicie na poziomie 4,0020 (Wykres: Ośmiogodzinny). Nie sądzę, aby rynek zawędrował w górne okolice wąskiego trendu bocznego, czyli do poziomu 4,0600 (Wykres: Tygodniowy), chyba, że parlament w Grecji nie przyjmie planu oszczędnościowego. W czwartek rynek oczekuje, że grecki parlament przegłosuje plan oszczędnościowy i na krótko złoty może się umocnić. Najpierw do poziomu 3,9825 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie do poziomu 3,9420 (Wykres: Ośmiogodzinny). Do jeszcze niższych wsparć rynek nie powinien zejść.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 27.06. do 02.07.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku sytuacja jak w ubiegłym tygodniu, tak i w nadchodzącym będzie podobna jak na parze EUR/PLN. Bowiem te same czynniki determinują decyzje inwestorów, czyli grecki kryzys. Zatem najbliższe opory mamy na poziomie 2,8250 (Wykres: Ośmiogodzinny), a następny na poziomie 2,8380 (Wykres: Dwugodzinny). Jeżeli w czwartek grecki parlament przyjmie plan oszczędnościowy, to należy się spodziewać umocnienia złotego względem dolara najpierw do poziomu 2, 8020 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie do poziomi 2,7800 (Wykres: Ośmiogodzinny). Niższe wsparcia, a szczególnie poziom linii wsparcie trendu 2,6400 (Wykres: Tygodniowy), nie powinien być atakowany.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 18.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 20.06. do 25.06.2011 r.

EUR/USD – Sytuacja na tym rynku w minionym tygodniu przebiegała prawie dokładnie tak, ja wykazałem w analizie w ubiegłym tygodniu. Zabrakło tylko 20 pipsów aby rynek osiągnął poziom silnego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,4050. Teraz po piątkowej deklaracji Francji i Niemiec o kolejnej pomocy dla Grecji, sytuacja na rynku uspokoiła się na tyle, że rynek odreagował do poziomu 1,4320. Takie zachowanie rynku w minionym tygodniu było spowodowane pogarszającą się sytuacją finansową w Grecji. Doszło do 24 godzinnego strajku generalnego będącego wyrazem niezadowolenia mieszkańców wobec projektu dalszych ciec, prywatyzacji i podnoszenia kosztów życia. Ponadto rentowność 10 – letnich obligacji skarbowych Grecji, Irlandii i Portugalii wzrosły w ubiegłym tygodniu do najwyższego poziomu od czasu utworzenia euro. Agencja Standard & Poor’s Ratings Service obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji o 3 poziomy w dół do CCC. Stanowi to jasną sytuację, że zdaniem agencji S&P kraj ten prawdopodobnie stanie się niewypłacalny, stojąc o krok od ratingu DDD oznaczającego bankructwo. W zbliżającym się tygodniu rynki będą szczególnie wrażliwe na wszelkie dane dotyczące Grecji i strefy euro oraz oczywiście te płynące ze Stanów Zjednoczonych jakimi będzie m. in.: wysokość PKB i stóp procentowych. Ponadto agencja ratingowa Moody’s Investors Service umieściła rating dla obligacji rządowych Włoch w zagranicznej i lokalnej walucie na poziomie Aa2 na liście obserwowanej z możliwością jego obniżenia. Wydaje się, że powoli sytuacja w strefie euro wymyka się z pod kontroli i zachodzi pytanie już nie kiedy UE uporządkuje swoje finanse, ale kiedy takie kraje jak: Grecja, Irlandia, Portugalia, czy nawet Hiszpania i Włochy będą zmuszone ogłosić swoją niewypłacalność. Oczywiście zmierza to do rozpadu strefy euro, bowiem ratunkiem dla tych krajów jest powrót do własnych tanich walut. Póki okręt jeszcze nie tonie w szybkim tempie, sytuacja będzie kamuflowana, aż się okaże, że król jest nagi. We wtorek odbędzie się głosowanie nad wotum zaufania dla rządu George Papandreou w Grecji. W przypadku, gdyby rząd nie uzyskał wymaganego poparcia, sytuacja na rynku nabierze zdecydowanej dynamiki i zapewne dojdzie do znaczącej przeceny euro. W wypadku uzyskania odpowiedniego poparcia sytuacja na rynku nadal będzie zawieszona, bowiem nie rozwiązuje to problemów, a tylko oddala je w czasie. Tym czasem po piątkowym porozumieniu w sprawie dalszej pomocy dla Grecji, analitycy przewidują dalsze umocnienie euro nawet do poziomu 1,45 – 1,46 (Wykres: Ośmiogodzinny). Niestety nie podzielam takiego optymizmu i nawet gdyby rząd w Grecji utrzymał się, co jest wysoce prawdopodobne, to inwestorzy będą zachowywali daleko idącą ostrożność, by w każdej chwili pozbawić się euro jako waluty nierokującej dobrze dla przyszłości. Na drodze do wspominanego oporu będziemy mieli jeszcze jedną barierę na poziomie 1,4350 (Wykres: Dwugodzinny). Ja natomiast bardziej skupiłbym się na wsparciach zlokalizowanych na poziomach 1,4170 – 1,4140 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny), a po ich pokonaniu na najważniejszym, bo wyznaczającym obecny trend na poziomie 1,3600 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 18.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 20.06. do 25.06.2011 r.

EUR/PLN – Na tym rynku także doszło do zdecydowanych zmian na niekorzyść złotego, doszło bowiem do jego przeceny z poziomu 3,9240 do poziomu 3,9880. Oczywiście przyczyny takiego zachowania naszej pary były takie same jak w przypadku pary centralnej EUR/USD z tą różnią, że obecny rząd w Polsce zadeklarował pomoc dla Grecji w postaci udzielenia gwarancji w wysokości 250 mln euro. Stanowi to o wysokim stopniu nieodpowiedzialności ze strony rządu D. Tuska. Bowiem dla Grecji w strefie euro nie ma przyszłości i w tym wypadku istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że te pieniądze będą uruchomione, gdzie w kraju brakuje na drogi, stadiony, czy hotele związane z euro 2012. Oczywiście tych pieniędzy nie brakuje na wysokie uposażenia wysokich rangą urzędników państwowych. Dla porównanie deficyt handlu zagranicznego w okresie styczeń – kwiecień 2011 r. wyniósł aż 3.279,5 mln euro, co stanowi o zapaście naszej gospodarki i coraz większym uzależnieniu od importu. Dlatego rząd bardziej dba o umocnienie złotego, szkodząc rodzimej gospodarce, niż o osłabienie polskiej waluty, co jest charakterystyczne dla wysoko rozwiniętych krajów takich jak: Stany Zjednoczone, czy Japonia. Nadchodzący tydzień zapewne otworzy się na podobnych poziomach jak się zamknął w poprzednim tygodniu. Jednakże z biegiem czasu, jeżeli nie nastąpi zdecydowana pomoc finansowa dla Grecji, rynek będzie uciekał z polskich walorów finansowych. Rząd będzie starał się temu zapobiec w sposób sztuczny rzucając na rynek coraz większe partie euro uzyskane z funduszy UE. Przed nami psychologiczna bariera 4,00 PLN i można założyć, że rynek może ją pokonać dochodząc do górnego ograniczenia wąskiego trendu bocznego, czyli do poziomu 4,06 (Wykres: Tygodniowy). Po drodze mamy opór zlokalizowany na poziomie 3,9810 (Wykres: Ośmiogodzinny). Niewątpliwie taki scenariusz może się zrealizować w przypadku gdyby we wtorek grecki rząd nie otrzymał wymaganego poparcia. W przedziwnym razie będziemy mieli próby umocnienia naszej waluty, a najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 3,9320 (Wykres: Dwugodzinny). Następne są już dużo niżej, bo na poziomach 3,91 – 3,90 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), które wydają się być nie osiągalne.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 18.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 20.06. do 25.06.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku doszło do jeszcze większych zmian niż na rynku EUR/PLN, bo było to związane z dynamiką zmian na parze EUR/USD. I tak najpierw doszło do silnych wzrostów z poziomu 2,69 do poziomu 2,83, a następnie do korekcyjnego ruchu do poziomu 2,77. W zależności jak będzie się zachowywała para EUR/USD i na naszej parze będziemy obserwowali porównywalne zmiany. Niewątpliwie wtorkowe głosowanie nad wotum zaufanie dla rządu w Grecji będzie kluczowym wydarzeniem nadchodzącego tygodnia. Gdyby rząd nie uzyskał wymaganego poparcia, wówczas rynek może gwałtownie zareagować i po przełamaniu oporu znajdującego się na poziomie 2,80 (Wykres: Dzienny), szybko dojdzie do stref kolejnych oporów zlokalizowanych na poziomach 2,82 – 2,8240 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). W przeciwnym wypadku może dojść do umocnienia złotego do poziomu wsparcia zlokalizowanego na poziomie 2,7320 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie do poziomu 2,6950 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jednakże w dłuższej perspektywie czasowej poziom 3,00 PLN wydaje się być jak najbardziej do osiągnięcia.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 13.06. do 18.06.2011 r.

EUR/USD – Za nami ciekawy tydzień. W pierwszej części tygodnia dolar osłab do poziomu 1,47. Jednakże pod wpływem wypowiedzi Bernanke szefa FED, że wzrost gospodarczy jest wolniejszy niż oczekiwano, a rynek pracy stracił swój rozpęd, dolar zaczął odrabiać straty i tydzień zakończyliśmy na poziomie 1,4343. Tym samym została naruszona linia wsparcia biegnąca na poziomie 1,4350 (Wykres: Dwugodzinny). Ponownie jak w poprzednich tygodniach na Wall Street pojawiły się spadki. W piątek amerykańska giełda straciła 1,5%. Zatem był to już szósty z rzędu spadkowy tydzień. To najdłuższa spadkowa seria od 2002 roku. Z kolei do osłabienia euro przyczyniła się wypowiedź szefa EBC Jeana-Claude Tricheta, który zwrócił uwagę na destabilizujący europejską gospodarkę kryzys w Grecji oraz rosnące obawy co do inflacji. Jednakże najważniejszym problemem jaki jawi się przed światową gospodarką stanowi problem podniesienia ustawowego limitu zadłużenia USA, które już przekroczyły 14 bln USD, czyli dopuszczający poziom zadłużenia tego kraju. Bowiem republikanie nie mogą się dogadać z demokratami w sprawie limitu zadłużenia, domagając się już od kilku miesięcy ograniczenia nadmiernego deficytu budżetowego. Jeżeli do 2 sierpnia Kongres Stanów Zjednoczonych nie porozumie się w tej kwestii, to agencje ratingowa będą musiały znacząco obniżyć rating kredytowy USA, a to niewątpliwie bardzo negatywnie wpłynie na światową gospodarkę. W podobnie krytycznym położeniu znalazła się strefa euro, pod wpływem kryzysu Greckiego, ale także i Irlandzkiego, Portugalskiego, Hiszpańskiego, czy Włoskiego. Jak się wydaje, że jak amerykanie mogą dojść do porozumienia, tak nie widać końca kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Zatem w ujęciu globalnym widać „czarne chmury”. Jeżeli spadnie z nich deszcz, to ruch na rynkach walutowych może być gwałtowny. Należy założyć, że z powodu wsparcia do którego doszedł rynek (1,4350), na początku nadchodzącego tygodnia możemy mieć drobne odreagowanie do poziomu 1,4420 (Wykres: Dwugodzinny). Wyższe opory zlokalizowane poziomach 1,4560 i 1,4660 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny), wydają się być nieosiągalne. Aczkolwiek poziom 1,4660 stanowi na tyle poważny opór, że gdyby rynek go pokonał, tym samym zanegowałby ostatnie umocnienie dolara. Zatem po drobnej korekcie przewiduję, że rynek zdecydowanie pójdzie na południe, a zasięg takiego ruchu może sięgnąć poziomu 1,4050 (Wykres: Ośmiogodzinny). Pomimo ostatniego umocnienia dolara, nadal znajdujemy się w trendzie wzrostowym. Dopiero gdy rynek pokona poziom 1,36 (Wykres: Tygodniowy), będziemy mogli mówić o zmianie trendu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 13.06 do 18.06.2011 r.

EUR/PLN – Ofensywa Ministerstwa Finansów na krajowym rynku walutowym. Tak jednym zdaniem można określić co działo się na rynku EUR/PLN ubiegłym tygodniu. Bowiem przy spadku o trzy i pół figury euro względem dolara na światowych rynkach, kurs EUR/PLN powinien przekroczyć 4.00 PLN. Tym czasem mamy niespotykane sztuczne umocnienie złotego przy rosnącej awersji do ryzyka. Oczywiście prędzej, czy później takie nieodpowiedzialne działanie obecnego rządu musi się skończyć źle. Tym czasem ponownie Ministerstwo Finansów ustami wiceministra Dominika Radziwiłła potwierdziło, że w tym roku nadal będzie bezpośrednio na krajowym rynku walutowym sprzedawać środki pieniężne pochodzące z funduszy UE oraz środki z emisji zagranicznych i kredytów. Na bieżący rok MF przeznaczyło na ten cel kwotę 13 – 14 mld euro, a na następny rok kwotę jeszcze większą, bo 17 – 18 mld euro. Świadczy to z jednej strony o znacznej determinacji rządu, aby w sposób sztuczny umacniać krajową walutę, by wykazać, że nasz dług maleje, a z drugiej strony, o przewidywaniach analityków doradzających rządowi, że w przyszłości możemy mieć bardzo poważny kryzys, który może znacząco osłabić krajową walutę. W ubiegłym tygodniu RPP podwyższyła stopę procentową o 25 punktów bazowych do poziomu 4,0% co było przewidywane przez większość analityków. Tym samym RPP wkomponowuje się w spekulacyjne działania rządu. Bowiem taka podwyżka stóp procentowych szkodzi wzrostowi gospodarczemu, a w nastopnych kwartałach przewiduje się zmniejszenie dynamiki wzrostu PKB. Oczywiście chodzi tu o skomasowane działania rządu i RPP w celu sztucznego umocnienia kursu złotego. Nadchodzący tydzień może rozpocząć się mimo wszystko słabszym złotym, bo w piątek amerykańska giełda ponownie zamknęła się spadkami. Zatem nie wykluczam, że rynek może dojść najpierw do oporu zlokalizowanego na poziomie 3,9520 (Wykres: Dwugodzinny), a następnie do poziomu 3,9630 (Wykres: Ośmiogodzinny). Sentyment do ryzyka na świecie zdecydowanie maleje i gdyby nie spekulacyjne działania Ministerstwa Finansów, prognozował bym na kolejny tydzień kurs powyżej 4,00PLN. W zależności jak wielkie partie waluty MF będzie sprzedawać, tak kurs będzie dołował nawet do wsparcia zlokalizowanego na poziomie 3,9060 (Wykres: Dzienny). Zatem nie przewiduję aby w nadchodzącym tygodniu doszło do zmiany trendu, który już od połowy 2009 r. nam miłościwie panuje Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 13.06. do18.06.2011 r.

USD/PLN – Zmienność w ostatnim tygodniu. Bowiem po silnych spadkach, w drugiej części tygodnia mieliśmy znaczące wzrosty. Oczywiście było to efektem zmian na rynku EUR/USD i to aż o trzy i pół figury (1,47 – 1,4350). Gdyby nie ożywiona spekulacyjna działalność Ministerstwa Finansów kurs naszej pary mógłby powędrować w okolice 3,00 PLN. Biorąc pod uwagę piątkowe spadki na Wall Street, początek nowego tygodnia powinien otworzyć się mocniejszym dolarem względem złotego. Silne opory są zlokalizowane dopiero na poziomie 2,8040 (Wykres: Ośmiogodzinny) i 2,81 (Wykres: Dzienny). Jednakże biorąc pod uwagę działalność Ministerstwa Finansów, nie zdziwię się jak ponownie zobaczymy kurs przy pierwszym wsparciu na poziomie 2,7220 (Wykres: Dwugodzinny), a nawet 2,6850 (Wykres: Ośmiogodzinny). Dopóki MF nie zakończy swojej spekulacyjnej działalności, dopóty nie będzie można przeprowadzać analizy zgodnie z prawidłami rynkowymi. Oczywiście jeżeli nastąpi poważna utrata zaufania do ryzyka wśród inwestorów, to nawet te kilkanaście mld euro nie wystarczy by utrzymać mocny kurs złotego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 06.06. do 12.06.2011 r.

EUR/USD – Niestety tym razem nie sprawdziły się moje przewidywani z ubiegłego tygodnia i kurs EUR/USD poszybował do góry przełamując ważny opór zlokalizowany na poziomie 1,4560, czyli 61,8% zniesienia majowego ruchu spadkowego. Stało się to pod wpływem złych danych z amerykańskiego rynku pracy. Bowiem analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg spodziewali się w maju stopy bezrobocia w USA na poziomie 8,9%, a tym czasem okazał się wynik dużo gorszy 9,1% wobec 9,0% w kwietniu. Podobnie analitycy spodziewali się, że liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrośnie o 165 tyś., a okazało się że był wzrost tylko o 54 tyś., wobec 232 tyś. w kwietniu. W sektorze prywatnym w maju analitycy spodziewali się wzrostu miejsc pracy o 170 tyś., a był tylko 83 tyś., wobec 251 tyś., w kwietniu. Kurs poszybował aż do poziomu 1,4630, co wydaje się być przesadzoną reakcję inwestorów i wobec już kolejnego spadku na Wall Street należy się spodziewać w poniedziałek przynajmniej drobnego odreagowania. Wcześniej agencja Moody’s ostrzegła Stany Zjednoczone, że może obniżyć rating rządowego zadłużenia tego kraju. Obniżenie ratingu może nastąpić, jeżeli administracja prezydenta Baracka Obamy i Kongres nie uzgodnią podniesienia ustawowego limitu zadłużenia. Zdaniem agencji, brak takiego porozumienia, może spowodować, że pojawi się ryzyko niewypłacalności rządu Stanów Zjednoczonych. Premier Grecji George Papandreou zapowiada cięcia budżetu w wysokości 6,4 miliarda euro w tym roku i kolejne – o łącznej wartości 22 miliardów euro – do 2015 r. Około 50 miliardów euro ma przynieść prywatyzacja. Taki plan oszczędnościowy jest wymuszony przez MFW i UE, aby Grecja mogła otrzymać kolejne transze pomocy z kwoty ostatnio jej przyznanej 110 miliardów euro. Zapewne społeczeństwo greckie nie zaakceptuje takich drakońskich oszczędności i można się będzie spodziewać kolejnych zamieszek na tym tle. Na wykresie ośmiogodzinnym utworzył się nam tymczasowy krótkoterminowy kanał wzrostowy. Tak jak pisałem wyżej w poniedziałek należy się spodziewać jakiegoś odreagowania, czyli korekty ostatnich wzrostów. Taka korekta może sięgnąć nawet do dolnego ograniczenia właśnie tego kanału wzrostowego, czyli do poziomu 1,4460. Górne ograniczenie owego kanału biegnie na poziomie 1,47, co wydaje się być osiągnięte ale w nieco późniejszym czasie. Wykres tygodniowy wskazuje nam zasięg obecnego trendu z górnym ograniczeniem w rejonach 1,50 i dolnym w rejonach 1,3550. Wydaje się, że pozostaniemy jeszcze w jakiejś większej perspektywie czasowej w zasięgu tego przedziału. Wsparcia zlokalizowane na poziomach 1,4220 (Wykres: Dwugodzinny) oraz 1,4150 (Wykres: Dzienny), na obecną chwilę wydają się zanadto odległe by były osiągnięte.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 06.06. do 12.06.2011 r.

EUR/PLN – Na tym rynku również nie udało mi się prawidłowo przewidzieć ruchów kursu, zapewne dlatego, że nie doceniam poziomu determinacji kapitału spekulacyjnego, szczególnie na parze EUR/USD oraz Ministerstwa Finansów, które w ostatnim czasie na dobre zmieniło się w spekulacyjny bank, wyprzedając na rynku walutowym środki pochodzące z Unii Europejskiej. Po bardzo złych danych z amerykańskiego ryku pracy i problemach zadłużeniowych Grecji, złotówka nieznacznie się umocniła, do poziomu 3,95. Cały impet umocnienia złotego przełożył się na parę USD/PLN, gdzie kurs zszedł do poziomu 2,70. Nie można wykluczyć, że w nadchodzącym tygodniu kurs naszej pary może dotrzeć do psychologicznej bariery 3,90. Najważniejszym wydarzeniem w przyszłym tygodniu będzie posiedzenie RPP i ewentualna decyzja o kolejnym podniesieniu stóp procentowych w Polsce. Jeżeli tak się stanie, to rzeczywiście złoty może się umocnić do poziomu 3,90. Jeżeli by tak się nie stało, to i tak na osłabienie złotego z tego tytułu nie można liczyć, bo taka podwyżka stóp może nastąpić w kolejnym miesiącu. W dłuższej perspektywie można liczyć na osłabienie złotego z powodu nadchodzącego nowego kryzysu związanego tym razem już nie z bankrutującymi bankami, czy nawet państwami, ale z gospodarstwami domowymi. Zadłużenie gospodarstw domowych sięgnęło już 31 miliardów złotych, a 2,1 miliona Polaków ma problemy ze spłatą długów. Podczas gdy jeszcze trzy lata temu było ich 1,4 miliona. Kryzys gospodarstw domowych może być o wiele bardziej poważniejszy niż kryzys bankowy. Tutaj nie ma prostych rozwiązań a wyjście z tego rodzaju kryzysu wiąże się z długofalowymi działaniami szczególnie na rynku pracy, a jak widać ten temat na razie jest nie popularny pośród obecnie nam rządzących. Swoją drogą, skoro problemy z zadłużeniem mają USA i strefa euro oraz Japonia, to gdzie podziały się pieniądze i kto na tym zyskuje. Odpowiedź wbrew pozorom nie jest taka trudna. Otóż Chiny posiadają znaczące nadwyżki w rezerwach walutowych, ale to jest kropla w morzu. Przede wszystkim tzw. kapitał spekulacyjny, czyli konkretne banki i fundusze finansowe, a także MFW. Oto efekt globalizmu. Czy zatem w przyszłości będzie nam groził dyktat ze strony kapitału spekulacyjnego? Już mamy tego niechlubny przykład przyglądając się Grecji. Wracając już do ścisłego omawiania i prognozowania kursu na przyszły tydzień, to uważam, że rynek może zejść do poziomu wsparcia zlokalizowanego przy kursie 3,9200 (Wykres: Dzienny). Także nie wykluczam, szczególnie na początku tygodnia, spowodowanymi piątkowymi spadkami na Wall Street lekkiego osłabienia złotego do poziomów 3,9680 – 3,9750 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny). Póki co nadal jesteśmy w wąskim trendzie bocznym pomiędzy kursami 3,8600, a 4,06 oraz w szerokim trendzie bocznym w przedziale 3,84, a 4,22 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.06.2011 r. Analiza tygodniowa od 06.06. do 12.06.2011 r.

USD/PLN – Niestety miniony tydzień definitywnie zanegował formację odwróconej głowy z ramionami. Na wykresie dziennym bardzo ładnie to widać i zamiast kurs poszybować w kierunku 2,96, mamy zjazd do poziomu 2,70. Teraz najbliższym wsparciem będzie poziom 2,65 (Wykres: Tygodniowy), który wydaje się być na tyle mocnym, że nie do pokonania. Bowiem właśnie na tym poziomie biegnie długoterminowa linia wsparcia. Gdyby jednak tak się stało, to kolejnym silnym wsparciem jest poziom 2,6280 (Wykres: Dzienny). Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 2,74 (Wykres: Dwugodzinny), a potem na poziomie 2,78 (Wykres: Tygodniowy) i on powinien stanowić barierę nie do przejścia, bo tam biegnie długoterminowa linia oporu. Oczywiści nie ma takich jednoznacznych barier nie do przejścia na rynku walutowym, jednakże są to na tyle silne bariery, że kurs powinien się od nich odbijać przynajmniej do pewnego czasu. Opór zlokalizowany na poziomie 2,8160 (Wykres: Ośmiogodzinny) wydaje się być w nadchodzącym tygodniu nie do osiągnięcia. Aczkolwiek niczego nie można wykluczyć na rynku walutowym, bo zawsze może się wydarzyć coś, co wzburzy rynkiem i spowoduje panikę.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 29.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 30.05.do 04.06.2011 r.

EUR/USD – Zaskakująca i uciążliwa spekulacja na euro. Bowiem ostatnia zwyżka przekraczająca kurs 1,43 musi zadziwiać przy tym co się dzieje ze strefą euro. Jest już tajemnicą poliszynela, że dni euro są policzone, bo nie chodzi już tyko o poboczne gospodarki jak Grecja, czy Portugalia, ale niewypłacalność grozi Hiszpanii, Włochom, Irlandii. Francja i Niemcy nie są wcale w dużo lepszej sytuacji i tylko patrzeć jak okaże się, że UE będzie musiała przyznać się do tego, że kasa jest pusta. Z drugiej strony trudno się dziwić spekulantom, bo euro jest wprost wymarzoną spekulacyjną walutą, bo nieudolna administracja europejska z bankiem centralnym na czele, ani nie ma właściwej determinacji by walczyć o właściwy niski kur, by ratować unijną gospodarkę, ani już możliwości w zetknięciu z amerykańską, czy dalekowschodnią. Zatem zakładam umocnienie euro jako chwilową korektę w obecnych notowaniach. Już pod koniec czerwca zostanie przedstawiony projekt unijnego budżetu na lata 2014 – 2020. Janusz Lewandowski unijny komisarz ds. budżetu i finansowania, już zapowiada, że negocjacje w sprawie budżetu będą niezwykle trudne. Sytuacja jest trudniejsza niż kiedykolwiek, klimat do rozmów jest fatalny – uważa unijny komisarz. Dotyczy to nie tylko przyszłości wspólnej waluty, ale coraz większych obaw i lęków o kondycję Unii Europejskiej – dodaje. Lewandowski zaznacza, że problem częściowo bierze się stąd, że duże kraje UE, niechętnie chcą wydawać pieniądze na ratowanie gospodarek, które pogrążyły się w kłopotach finansowych, takich jak Grecja czy Portugalia. Tą wypowiedź trzeba uzupełnić stwierdzeniem, że duże kraje nawet gdyby miały taką wolę polityczną by ratować zadłużone peryferyjne kraje strefy euro, nie bardzo mogą, bo ich kondycja finansowa już budzi wiele do życzenia. Dlatego najpierw rozważę w analizie technicznej kierunek południowy, bo taki wydaje się być właściwy. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie w okolicach 1,41 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejne na poziomie 1,4020 (Wykres: Ośmiogodzinny). Spodziewam się, że do tego wsparcia w kolejnym tygodniu rynek może zawędrować. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem kanał wzrostowy obecnie nam panujący, czyli obecny trend. Poziom 1,35 będzie decydujący w wykrystalizowaniu się nowego trendu. Wówczas rynek może zjechać do poziomu 1,3180 (Wykres: Dzienny). Nie sądzę, aby rynek nadal trwał w spekulacji i grał na zwyżkę euro. Poziom oporu w okolicach 1,50 (Wykres: Dzienny), wydaje się być nie osiągalny.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 29.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 30.05. do 04.06.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu działo się tak jak zapowiadałem w ostatniej analizie. Kurs podchodził pod psychologiczną barierę 4,00 PLN. Jednakże nie pokonał jej, bo było to zapewne spowodowane spekulacyjną działalnością Ministerstwa Finansów, które przez Bank Gospodarstwa Krajowego bezpośrednio sprzedaje na krajowym rynku euro pochodzące z unijnych dotacji. W ubiegłym tygodniu kurs franka szwajcarskiego musiał zwrócić na siebie uwagę wielu kredytobiorców w tej walucie. Bowiem kurs dotarł do poziomu już dawno nie notowanego 3,27. Było to wynikiem wysokiego kuru CHF/EUR, na skutek wypowiedzi szefa Eurogrupy, Jean-ClaudeJunckera, który przyznał, że istnieje ryzyko, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie wypłaci Grekom pieniędzy w czerwcu. Jego zdaniem w takiej sytuacji wsparcie powinna udzielić Unia Europejska. U nas w Polsce rząd i samorządy dogadały się w sprawie ograniczenia deficytu, na skutek tego rząd może zaoszczędzić w przyszłorocznym budżecie 0,4% PKB. Oczywiście odbije się to kosztem nas Polaków, którzy nie ponoszą winy za obecny opłakany stan państwowych finansów. W tym wypadku nie chodzi o poprawienie polskiej gospodarki, lecz tylko o spełnienie w przyszłości warunków traktatu z Maastricht, by jak najszybciej wstąpić do notabene bankrutującej strefy euro. Zatem w niewłaściwym kierunku jest skierowana energia obecnego rządu. Początek przyszłego tygodnia może być bardzo spokojny, ze względu na absencję Amerykanów i Brytyjczyków. W środku nadchodzącego tygodnia będziemy mieli posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej , która nie powinna tym razem podnieść poziomu stóp procentowych w Polsce. W obecnej sytuacji, nawet biorąc pod uwagę notoryczną sprzedaż euro przez Ministerstwo Finansów należy się spodziewać, że kurs omawianej pary przekroczy poziom 4,00 PLN. Najbliższe opory mamy zlokalizowane na poziomach od 3,9850 do 3,9930 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny, Dzienny). Jeżeli rynek pokona tą strefę oporów i psychologiczną barierę 4,00 PLN, to możemy sięgnąć poziomu 4,06, czyli górnego ograniczenia wąskiego trendu bocznego (Wykres: Tygodniowy). Jeżeli nastąpi umocnienie złotego, to zapewne pod wpływem spekulacyjnej działalności MF, które lekką ręką karmi światowy kapitał spekulacyjny, czyli konkretne banki działające na międzynarodowych rynkach finansowych. Jednakże strefa wsparcia zlokalizowana na poziomach 3,9260 – 3,9200 (Wykresy: Dwugodzinny, Dzienny) nie powinna być pokonana. Na wykresie dziennym nakreśliłem przerywaną linią tymczasowy trend na umocnienie złotego, który w ostatnim tygodniu w sposób zdecydowany został pokonany. Zatem należy się spodziewać kontynuacji obecnych ruchów na naszej parze.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 29.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 30.05. Do 04.06.2011 r.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu można powiedzieć wykrystalizowała się zapowiadana przeze mnie formacja odwróconej głowy z ramionami. Kurs pokonał barierę 2,80, jednakże pod wypływem zwyżki na parze EUR/USD i spekulacyjnej działalności MF, powrócił pod ten poziom. Uważam, że w nadchodzącym tygodniu o ile spełni się przeze mnie zapowiadane umocnienie dolara na światowych rynkach finansowych, to kurs naszej pary powinien poszybować w kierunku północnym. Najbliższą strefę oporu mamy zlokalizowaną na poziomach 2,8290 – 2,8350 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), a następnie dopiero na poziomie 3,00 PLN, bo tam jest dopiero zlokalizowany śliny opór (Wykres: Dzienny). Taki scenariusz rysuje się na skutek wypełnienia formacji odwróconej głowy z ramionami (Wykresy: Dzienny, Tygodniowy). Oczywiście do końca niczego nie można być pewnym, dlatego nakreśliłem na wykresie dwugodzinnym pierwsze wsparcie na poziomie 2,7520, a następne dopiero na poziomie 2,6300 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 23.05. do 28.05.2011 r.

EUR/USD – Tak jak pisałem w poprzednim tygodniu, kurs wahał się w nieco większym przedziale niż to wyznaczyłem. Na rynek jak bumerang wracają raz to dobre, raz to złe nastroje. Teraz pod wpływem złych danym makroekonomicznych z USA, które niewątpliwie przysłaniają problemy zadłużeniowe Grecji i innych państw strefy euro, mamy powrót negatywnego sentymentu do ryzyka. William Dudley zastępca szefa FED przyznał, że obecna liberalna polityka FED nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, tj. amerykańska gospodarka nie poprawia się pomimo przeznaczenia setek miliardów dolarów aby ją pobudzić. Zasugerował, że może być potrzeba zmiana tej polityki na bardziej restrykcyjną. Zatem można się doszukać w tych słowach, że FED w bliżej nieokreślonym czasie rozpocznie podnoszenie stóp procentowych. W ubiegłym tygodniu agencja ratingowa Fitch ponownie obniżyła rating kredytowy Grecji do B+. Już jest tajemnica poliszynela, że Grecja nie wyjdzie z tak wielkiego zadłużenia i będzie trzeba zacząć rozmowy o umorzeniu długu. Na razie decydenci UE i MFW unikają tego tematu jak ognia i aby ratował euro są skłonni na udzielenie kolejnej pożyczki, z której Grecja i tak nie będzie mogła się wywiązać. Drugim tematem tabu jest propozycja aby Grecja wyszła ze strefy euro, jednakże dla konstruktorów jednego państwa europejskiego jest to nie do przyjęcia. I tak mamy sytuację patową. Oczywiście taki pat nie będzie mógł trwać za długo, aczkolwiek im dłużej będzie trwał, tym tragiczniejsze będą tego skutki jak dla UE, tak i dla poszczególnych państw strefy euro. Dzisiaj tj. 22-go maja 2011 r. odbywają się lokalne wybory w Hiszpanii, które zapewne Jose Zapatero przegra. Choćby z tej racji, ze dopuścił do nadmiernego zadłużenia swojego kraju. W Portugalii w ubiegłym tygodniu doszło do szeregu zamieszek w Lizbonie i w Porto na tle błędnej polityki tego kraju, który nadal się zapożycza w UE i w MFW. Wydaje się, że protestujący ludzie mają więcej rozsądku niż poszczególni politycy od których zależy prosperity kraju, w tym wypadku Portugalii. Bowiem wchodzenie w spirale zadłużenia i nadmierne uzależnianie się od międzynarodowych instytucji finansowych może się skończyć bardzo źle, choćby utratą części swojego terytorium, jak już mieliśmy takie propozycje ze strony Niemiec względem Grecji, czy utratą miejsc pracy i zawężeniem rodzimej produkcji, a co za tym idzie eksportu. Rynek doszedł do silnej linii wsparcia, która biegnie na poziomie 1,4140 (Wykres: Dzienny), która może powstrzymać marsz naszej pary na południe. Jeżeli tak się nie stanie, a zamknięcie piątkowej sesji na Wall Street przyniosły spadki głównych indeksów sugerują, że to wsparcie może być pokonane, to kolejne najbliższe mamy na poziomie 1,41 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jeżeli i to wsparcie zostałoby pokonane, co zakładam, to rynek powinien podążać w kierunku linii wsparcie trendu biegnącej na poziomie 1,35 (Wykres: Tygodniowy). Gdyby jednak okazało się, że nadal polityka finansowa USA się nie zmienia, tj. dąży do utrzymania słabego dolara, by wspierać amerykańską gospodarkę, wówczas rynek będzie podążał w kierunku najbliższego oporu zlokalizowanego na poziomie 1,4310 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny). Uważam, że ten opór jest na tyle silną barierą, iż rynek nie powinien jej pokonać. Wydaje się, że teraz należy większą skupić uwagę na powrotu negatywnego sentymentu na rynek z powodów wyżej opisanych niż chęci spekulacji na euro.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.05.2011r. Analiza tygodniowa od 23.05.do 28.05.2011 r.

EUR/PLN – Tak jak pisałem w poprzednim tygodniu mieliśmy doczynienia ze spekulacyjną działalnością Ministerstwa Finansów bezpośrednio na rynku walutowym. Pomimo wzmożonej akcji sprzedaży, wsparcie na poziomie 3,9110 wytrzymało. Należy się spodziewać, że w nadchodzącym tygodniu Ministerstwo Finansów nadal będzie aktywnym spekulacyjnym graczem na rynku walutowym. Już wcześniej opisywałem jak bardzo jest to niebezpieczne dla finansów państwa na dłuższą metę. Jednakże, jak widać doraźne cele dominują w obecnym rządzie. Skoro rząd D. Tuska założył, że w obecnym roku przeznaczy ok. 12 – 14 mld euro ze środków pochodzących od UE, a w kolejnym 16 – 18 mld euro na bezpośrednią sprzedaż na krajowym rynku walutowym, to można się domyślać, że analitycy bankowi pracujący na zlecenie rządu przewidują znaczące się pogorszenie w koniunkturze globalnej i krajowej gospodarki. Z jednej strony jest to działanie prewencyjne, a z drugiej umożliwiające sztuczne zmniejszenie naszego zadłużenia denominowanego w walutach obcych. Oczywiście takie działanie przyniesie nieodwracalne negatywne skutku dla rodzimej produkcji i eksportu, a to z kolei odbije się również negatywnie na rynku pracy. W wypadku kiedy dojdzie do utraty zaufania możliwości obsłużenia zadłużenia przez nasz kraj, takie środki jakie przeznaczył rząd na umocnienie złotego nie wystarczą, a stanowią tylko pożywkę dla światowego kapitału spekulacyjnego. Ministerstwo Finansów założyło, że kurs EUR/PLN w bieżącym roku powinien się kształtować na poziomie 3,87, a w kolejnym na poziomie 3,69. Stąd takie skomasowane działanie rządu na umocnienie złotego. W przeciwnym razie, gdyby nie interwencja rządu, niewątpliwie mielibyśmy kurs powyżej 4,00 PLN. Bowiem sytuacja na rynkach walutowych jest coraz bardziej napięta, gdyż inwestorzy widzą, że światowa gospodarka nie tylko że nie wychodzi z kryzysu, ale może się w nim pogrążyć. Póki co będziemy mieli pat na krajowym rynku walutowym z przyczyn wyżej opisanych, a kur będzie się wahał w przedziale 3,8950 – 4,00 PLN. Bowiem właśnie silne wsparcie jest zlokalizowane na poziomie 3,8950 (Wykres: Ośmiogodzinny), a poziom 4,00 jest psychologicznym oporem. Jednakże nie sądzę aby nadchodzącym tygodniu doszło do znacznego umocnienia naszej waluty, choćby z powodów opisanych przy parze EUR/USD. Zatem najbliższe wsparcie mamy na poziomie 3,9170 (Wykres: Dwugodzinny), a potem na poziomie 3,9120 (Wykres: Dzienny), który ponownie powinien powstrzymać marsz naszej pary na południe. Opory mamy już na poziomach 3,9250 – 2,9270 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), które przy powrocie negatywnego sentymentu do ryzyka na rynek walutowy mogą nie wytrzymać, a kurs może podążać w kierunku wspomnianych 4,00 PLN. Na wykresie tygodniowym nadal mamy niczym nie zakłócony szeroki trend boczny, którego dolne ograniczenie znajduje się na poziomie 3,84, a górne na poziomie 4,22.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 23.05. do 28.05.2011 r.

USD/PLN – Na tej parze możemy zaobserwować tworzącą się formacje odwróconej głowy z ramionami (Wykresy: Tygodniowy, Dzienny). To oznacza, że jeżeli formacja się dopełni, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że kurs niniejszej pary zdecydowanie zacznie podążać na północ. Jeżeli zostanie przebite górne ograniczenie drugiego ramienia przebiegającego na poziomie 2,80, wówczas otworzy się nam droga do okolic 2,96. Po drodze będziemy mieli opór tymczasowego kanału spadkowego biegnącego na poziomie 2,8450 (Wykres: Dzienny). Natomiast najbliższy opór mamy na poziomie 2,78 (Wykres: Ośmiogodzinny). Wsparcia są zlokalizowane na poziomach 2,7370 (Wykres: Dwugodzinny) oraz na poziomie 2,6850 (Wykres: Ośmiogodzinny). Zatem w nadchodzącym tygodniu należy bacznie obserwować kurs i doniesienia fundamentalne z amerykańskiego i europejskiego rynku, bo może dojść do znacznych zmian, szczególnie jeżeli dojdzie do wypełnienia się formacji odwróconej głowy z ramionami.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 14.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 16.05 do 21.05.2011 r.

EUR/USD – Nieoczekiwany zwrot na rynkach walutowych. Nieoczekiwany, bo w tym czasie, w ostatnim tygodniu. Bowiem wydawało się, że chwilowo sytuacja zadłużeniowa w UE jest opanowana, tym bardziej po informacji o dalszej pomocy finansowej dla Grecji ze strony UE i MFW. Jednakże, kiedy grecki Minister Finansów zaprzeczył tym doniesieniom na rynek powrócił negatywny sentyment do ryzyka. Kurs omawianej pary w ubiegłym tygodniu zleciał z poziomu 1,4450 do 1,4100. Sytuacja pomału zaczyna dojrzewać do rozpadu nie tylko unii monetarnej, ale wręcz całej UE. Oczywiście będzie to wieloletni proces, jednakże takie spawy jak nadmierne zadłużenie wielu krajów unii monetarnej w Europie i tak naprawdę brak perspektyw nie tylko na wyjście z zadłużenia, ale realne widmo jego pogłębienia oraz zapowiedź przez Danię wprowadzenia kontroli celnej na granicach tego państwa z Niemcami i Szwecją, niewątpliwie są zapowiedzią począdka końca niereformowalnej, skostniałej Unii Europejskiej. Na wykresie dziennym nakreśliłem linię (przerywana) wsparcia tymczasowego trendu, która w ostatnim tygodniu właśnie została przełamana. Może i powinno to świadczyć o zmianie trendu, przynajmniej tymczasowego i rynek powinien podążać w kierunku długoterminowego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,3480 (Wykres: Tygodniowy). Dopiero po przełamaniu tego wsparcia będziemy mogli mówić o zmianie trendu i wygenerowaniu sygnału zakupu dolarów. Póki co znajdujemy się w wąskim kanale spadkowym, którego dolne ograniczenie stanowi poziom 1,4060, a górne 1,4260 (Wykres: Dwugodzinny). Zatem nie można wykluczyć chwilowych wahań właśnie w tym zakresie.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 14.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 16.05 do 21.05.2011 r.

EUR/PLN – Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było podniesienie o 25 punktów bazowych stóp procentowych w naszym kraju. Bowiem była to podwyżka nieoczekiwana przez analityków, tym bardziej po ostatnich zapowiedziach ministerstwa finansów o sprzedaży znacznych środków finansowych (euro) bezpośrednio na krajowym rynku walutowym i realizacji tychże zapowiedzi. Analitycy spodziewali się, że ożywiona działalność Ministerstwa Finansów doprowadzi do znacznego umocnienia złotego, by w ten sposób przeciwdziałać coraz wyższej inflacji. Jednakże okazuje się, że to nie wystarcza, bo obawy przed bankructwem strefy euro, a także Polski przeważają i inwestorzy zachowują daleko idącą ostrożność w tym zakresie. Oficjalną przyczyną podniesienia stóp procentowych jest rosnąca inflacja. W moim mniemaniu stanowi to zgodne działanie z Ministerstwem finansów na rzecz znacznego umocnienia polskiej waluty, by w ten sztuczny sposób zmniejszyć coraz bardziej rosnące zadłużenie kraju. Bowiem wystarczy aby kurs złotego umocnił się o 40 gr., a nasze zadłużenie denominowane w walutach obcych spadnie o ok. 16 mld zł. Oczywiście stanowi to bardzo poważne zagrożenie dla rozwoju rodzimej produkcji i eksportu. Jednakże, jak widać rząd tym się nie przejmuje dbając przy okazji o portfel zagranicznych spekulantów. Zatem należy się spodziewać jeszcze w tym roku kolejnych podwyżek stóp procentowych, które niekorzystnie wpływają na rozwój polskiej gospodarki. Komentarz RPP po podwyżce stóp procentowych sugeruje, że kolejny raz stopy mogą wzrosnąć już na lipcowym posiedzeniu, a później jeszcze raz na jesień. Pomimo tak skomasowanego działania RPP i Ministerstwa Finansów, które bezpośrednio sprzedaje na rynku walutowym środki z funduszy europejskich, kurs złotego umocnił się stosunkowo nieznacznie. Bowiem obawy przed bankructwem strefy euro, a także naszego kraju zdają się przeważać i pod koniec tygodnia mogliśmy to wyraźnie odczuć. Bowiem kurs ponownie poszedł do góry, by zakończyć tydzień na poziomie 3,9330. Wykres dzienny i ośmiogodzinny zgodnie nam pokazują, że jesteśmy w chwilowym trendzie spadkowym, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 3,8900 – 3,8950, a górnym 3,9450. Wydaje się, że w nadchodzącym tygodniu rynek powinien przełamać to górne ograniczenie spadającego kanału i wygenerować sygnał zakupu euro. Jednakże w najbliższym czasie nie spodziewam się abyśmy wyszli z poza szerokiego trendu bocznego (Wykres: Tygodniowy), którego dolnym ograniczeniem jest poziom 3,84, a górnym poziom 4,22. Aczkolwiek skłaniam się, że rynek będzie podążał w kierunku tego górnego ograniczenia obecnego trendu z powodów już wyżej opisanych. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 3,9110 (Wykres: Dwugodzinny), które powinno skutecznie powstrzymywać spekulacyjne wahania kursem spowodowane dealerską działalnością Ministerstwa Finansów.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 14.05.2011 r. Analiza tygodniowa od 16.05 do 21.05.2011 r.

USD/PLN – Ostatni tydzień przyniósł nam znaczne wahania niniejszej pary, bo od poziomu 2,6400 do poziomu 2,7860. Było to spowodowane najpierw wyprzedażą unijnych środków przez Ministerstwo Finansów, a następnie przez znaczną zmianę na parze EUR/USD. Na wykresie ośmiogodzinnym nakreśliłem linię przerywaną, która stanowiła tymczasową linię oporu, a która w ubiegłym tygodniu właśnie w sposób zdecydowany została pokonana. W ostatnim dniu minionego tygodnia doszliśmy do silnego oporu zlokalizowanego na poziomie 2,7860 – 2,7880, bowiem właśnie tu przebiega linia długoterminowego trendu (Wykres: Tygodniowy). Jeżeli w nadchodzącym tygodniu rynek przełamie tą linię, a myślę że tak, to szybko dojdziemy do kolejnego oporu, tym razem zlokalizowanego na poziomie 2,8550 (wykres: Dzienny). Wsparcia na poziomach 2,6400 (Wykres: Tygodniowy), 2,6280 (Wykres: Dzienny), wydają się być niezagrożone. Jedynie wsparcie na poziomie 2,7400 (Wykres: Dwugodzinny), może być atakowane, ale powinno się obronić.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 01.05.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 02.05. do 14.05.2011 r.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu kurs niniejszej pary wyłamał się ponad linię tymczasowego trendu, przełamując górne ograniczenie na poziomie 1,4670 wybijając się do poziomu 1,4870 (Wykres: Ośmiogodzinny). Przyczynił się do tego komentarz wygłoszony na pierwszej w historii konferencji prasowej szefa FED. Ben Bernanke jednoznacznie dał do zrozumienia, że w długim terminie obecna polityka pieniężna jest odpowiednia. Co znaczy, że na długo nie zobaczymy podwyżek stóp procentowych w USA. Z technicznego punktu widzenia po przełamaniu tymczasowej linii oporu (Wykres: Ośmiogodzinny), rynek powinien podążać teraz nadal na północ kierunku 1,60. Jednakże trzeba mieć i to na względzie, że spekulacja na euro może się szybko skończyć, bowiem Unii Europejskiej o wiele bliżej do bankructwa niż Stanom Zjednoczonym. Euro, za którą stoi bardzo słaba administracja i bank centralny UE, jest wręcz idealną walutą spekulacyjną o globalnym znaczeniu, podobnie jak polska złotówka w regionie. Zdaje się, że administracja USA ma powody do zadowolenia, bo Chiny zmuszone wysoką inflacją musiały podwyższyć wartość juana do poziomu nie spotykanego od 1993 r., czyli do kursu 6,50 za dolara. Juan umocnił się o 27,5% od 2005 r., a prognozy mówią o dalszych 10% wzrostu chińskiej waluty względem amerykańskiej. Zatem powinna wzrastać wartość dolara, pomimo nieustannego obniżania go przez administrację Stanów Zjednoczonych. Także poszczególne państwa strefy euro coraz gorzej znoszą ciężar nadmiernego zadłużenia i tak; CDS-y Grecji i Portugalii wzrosły do rekordowego poziomu, czyli w wypadku Grecji do 1.345 pkt. bazowych, co stanowi sygnał, że ryzyko niewypłacalności tego kraju w najbliższych pięciu latach wynosi już 66%. Zatem biorąc powyższe fundamentalne wskazania, dolar w najbliższym czasie powinien się umacniać, aczkolwiek spekulacja na zwyżce euro może się przedłużać nawet do czasu, gdzie jakiś kraj ze strefy euro pierwszy ogłosi rzeczywistą niewypłacalność. Myślę, że może to nastąpić w najbliższych latach. W analizie technicznej na wykresach dwugodzinnym i dziennym zaznaczył się nam jakby „dach” obecnych poziomów kursu, czyli poziom 1,4880, który powinien powstrzymać przynajmniej na jakiś czas marsz na północ naszej pary. Jeżeli rynek pokona ten opór, to droga w kierunku 1,60 będzie otwarta. Na wykresie tygodniowym przerywaną linią zaznaczyłem długoterminowy opór, który jak widać zdecydowanie został pokonany, co zapowiada również marsz na północ. Jeżeli nasz „dach”, czyli poziom 1,4880 obroni się, to możemy mieć doczynienia z nieco większą korektą do poziomu 1,44 (Wykres: Dzienny), a przynajmniej do poziomu 1,4750 (Wykres: Dwugodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 01.05.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 02.05. do 14.05.2011 r.

EUR/PLN – Złoty rośnie w siłę. Jednakże ta siła nie wypływa z dynamicznego wzrostu naszego eksportu i siły nabywczej polskiego pieniądza, tylko podobnie jak w wypadku euro z czystej spekulacji, do której przyczynia się nasza administracja. W ubiegłym tygodniu pisałem, że ministerstwo finansów środki unijne zamiast upłynniać w NBP jak dotychczas, będzie to robić na rynku walutowym i tak się działo w minionym tygodniu. Zatem spekulanci mają jeszcze bardziej uproszczone zadanie, by z Polski wyprowadzać coraz większy kapitał. Na domiar złego wiceminister finansów Dominik Radziwiłł zapowiedział, że w II kwartale MF wymieni znaczne środki z UE bezpośrednio na rynku walutowym. Takie spekulacyjne działanie polskiego MF jest dość niespotykane w świecie finansów i świadczy o próbach sztucznego załatania dziury budżetowej. Bowiem wystarczy aby kurs złotego umocnił się o 40 gr., a zadłużenie zagraniczne spadnie o 16 mld PLN. Jednakże nie tędy droga, bo cierpi na tym polska gospodarka i przede wszystkim eksport, która nie może się prawidłowo rozwijać, dławiona sztucznie zawyżonym kursem złotego. Przez takie działania nasza produkcja staje się nieatrakcyjna za granicą, bo za droga. Został ogłoszony oficjalny dług sektora instytucji i samorządów za 2010 r., który wyniósł aż 111.154 mln zł., czyli 7,9% PKB, a dług publiczny wyniósł 778.212 mln zł., czyli sięgnął 55% PKB. W ubiegłym tygodniu Sejm zatwierdził rządową ustawę o pieczy zastępczej. Jest to przykład przerzucania obowiązków rządowych na samorządy. Bowiem na każde 20 rodzin objętych opieką gminy, trzeba będzie zatrudnić dodatkowego urzędnika, a powiaty będą zatrudniały dodatkowe osoby do wspierania rodzin zastępczych – 1 urzędnik na 15 takich rodzin. Samorządowcy już się zastanawiają gdzie znajdą taką liczbę wykwalifikowanych osób, bo owa ustawa spowoduje konieczność zatrudnienia przez samorządy aż 65 tyś urzędników. Na domiar złego, koszt wdrożenia tej ustawy w życie dla samorządów to 2,5 – 3,0 mld zł. rocznie. Tymczasem resort pracy i polityki społecznej oszacował koszt tej ustawy na jedynie 35 mln zł. Stanowi to doskonały przykład działania na szkodę Polski przez obecną ekipę rządową. Spada nam także sprzedaż detaliczna miesiąc do miesiąca, w marcu wyniosła ona tylko 9,4% w porównaniu z analogicznym okresem 2010 r., która wyniosła 18,8%. Zatem działania rządu zmierzające do sztucznego obniżenia długu budżetowego, przy jednoczesnym szkodzeniu rodzimej gospodarce, produkcji oraz wprowadzaniu nieżyciowych ustaw , szkodzących samorządom jest delikatnie mówiąc ucieczką od rzeczywistego naprawiania polskich finansów. Gdyby nie spekulacyjne działania rządu kurs złotego niewątpliwie byłby o wiele słabszy, co byłoby korzystniejsze dla polskiej gospodarki. Z analizy technicznej wynika, że nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym (Wykres: Tygodniowy), którego dolnym ograniczeniem jest poziom 3,84, a górnym 4,22. Natomiast już na wykresie dziennym widać, że znajdujemy się w krótkoterminowym trendzie spadającym, którego górne ograniczenie to poziom 3,95, a dolne 3,8790. Zapewne, biorąc pod uwagę sprzedaż środków unijnych przez MF na rynku, kurs naszej pary powinien nadal się poruszać w tym krótkoterminowym spadającym trendzie. Najbliższe wsparcie mamy na poziomie 3,92 (Wykres: Ośmiogodzinny), a potem psychologiczny poziom 3,90. Jednakże trzeba pamiętać, że kiedy nastąpi kryzys związany z niewypłacalnością poszczególnych państw oraz Polski, owe kilkanaście miliardów euro nie wystarczy by utrzymać kurs złotego na wysokim poziomie.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 01.05.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 02.05. do 14.05.2011 r.

USD/PLN – Na tym rynku także było widać spekulacyjne działanie ministerstwa finansów. Bowiem kurs spadł do poziomu 2,64, by na koniec tygodnia lekko się odbić do poziomu 2,65. Na wykresie tygodniowym narysowałem długoterminową linię trendu, która przebiega na poziomie 3,80. Dopóki kurs nie przełamie tego poziomu, będziemy się nadal poruszać w spadającym trendzie, czyli na umocnienie polskiej waluty. Oczywiście, wszystko i to dynamicznie się zmieni, jeżeli okaże się, że wraz z poszczególnymi państwami strefy euro i Polska stanie się niewypłacalna. Póki co najbliższe wsparcie mamy na poziomie 2,6430 (Wykres: Dwugodzinny). Wykres ośmiogodzinny pokazuje nam, że dopiero poziom 2,62 jest realną zaporą, która może choćby na krótko powstrzymać aprecjację złotego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 25.04.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.04. do 30.04.2011 r.

EUR/USD – Kurs nadal zgodnie z trendem pnie się do góry z mniejszymi czy to większymi korektami. Bardzo ładnie to widać na wykresie dziennym, gdzie linia wsparcia trendu przebiega na poziomie 1,43. Zatem, jeżeli ten kurs w kolejnym tygodniu nie zostanie zdecydowanie pokonany, to nadal zgodnie z trendem będziemy mieli ruch na mocnienie euro. Gdyby jednak rynek pokonał owo wsparcie, a fundamentalne czynniki przemawiają za tym jak najbardziej (bankrutująca strefa euro), wówczas kurs niniejszej pary mógłby zsunąć się nawet o dziewięć figur, tj. do poziomu 1,34, tam gdzie przebiega linia długoterminowa trendu (Wykres: Tygodniowy). Wspomniałem o bankrutującej strefie euro, bo jest to bardziej adekwatne określenie z jaką mamy obecnie doczynienia, niż z rozpisywanym się nadmiernym zadłużeniem budżetowym poszczególnych państw strefy euro. W ubiegłym tygodniu ponownie dała o sobie znać Grecja, która poprosiła UE i MFW o restrukturyzację jej zadłużenia i poprosiła o podjęcie w czerwcu rozmów w tej sprawie. Za restrukturyzacją Grecji opowiadają się USA i Niemcy. Zachodzi zatem pytanie, jaki interes w tym mają USA i Niemcy, czy nie powróci problem np. odstąpienia greckich wysp? Jednakże dość szybko minister finansów Grecji zdementował takie wiadomości stwierdzając, że ból i koszty zrobienia tego byłyby większe niż spłata wierzycieli. Tymczasem szybko wzrastają greckie CDS –y długu do rekordowego poziomu 1,211 pkt. To znaczy, że prawdopodobieństwo niewypłacalności kraju w ciągu 5 lat wynosi już 64,5%. Podobną sytuację odnotowuje Irlandia, której finansową wiarygodność agencja ratingowa Fitch Ratings ocenia bardzo negatywnie, mówiąc o kruchej wypłacalności tego kraju i uzależniając ją od silnego wzrostu gospodarczego i rządowych planów fiskalnych. Według oceny Fitch, Irlandia powiększy swoje zadłużenie w 2011 r. do 116% PKB, co spowoduje, że rząd będzie miał mniejsze możliwości reagowania na przyszłe szoki i kryzysy. Przyjmuje się nawet gorszy scenariusz. Mianowicie, że spadek PKB Irlandii w 2015 r. może przekroczyć 128%. Do Grecji i Irlandii, trzeba dołożyć podobne problemy Portugalii i Hiszpanii, a nawet Włoch. Wcale w nie lepszej sytuacji finansowej znajdują się Francja i Niemcy. Dlatego można mówić już o bankrutującej strefie euro, która może nie przetrwać obecnej dekady. Swoją drogą powrót do narodowych walut wielu krajów strefy euro, byłoby dla nich wręcz wybawieniem. Bowiem, drogie euro tłamsi ich gospodarki, a szczególnie rozwój turystyki w krajach tradycyjnie żyjących z tej dziedziny gospodarki. Tańsza narodowa waluta, to nastawienie na rodzimą produkcje i na eksport. Oczywiście wiodącym krajom UE jak; Niemcom i Francji na razie jest to nie na rękę, bo z politycznego punku widzenia, takie rozwiązanie doprowadziłoby do rozpadu całej UE i pozbawiałby gospodarczych wpływów tychże krajów. Chyba, że okazałoby się, iż utrzymanie strefy euro przekracza ewentualne korzyści polityczne i gospodarcze Niemiec i Francji, wówczas rozpad strefy euro nie tylko by nastąpił, ale nadto byłby politycznie i medialnie uzasadniony i usprawiedliwiony. Świat finansowy o wiele bardziej interesuje się teraz zadłużeniem USA, gdzie agencja S&P obniżyła perspektywę ratingu USA do negatywnej ze stabilnej i to jest główna przyczyna słabości dolara względem euro. Póki co znajdujemy się w wąskim kanale wzrostowym pomiędzy poziomami 1,4260 – 1,4270, a 1,4670, co wykresy: ośmiogodzinny i dwugodzinny dobrze nam pokazują. Uważam, że nadchodzący tydzień nie rozwiąże sytuacji i nadal będziemy się poruszali w wyżej wymienionym zakresie wahań. Jednakże odległa z punktu widzenia finansowego przyszłość, rysuje się nam bardzo negatywnie i zapowiada znaczące zmiany. Dlatego część inwestorów ucieka w bezpieczne aktywa, jak choćby w złoto, której cena już osiągnęła historyczne maksyma.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 25.04.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.04. do 30.04.2011 r.

EUR/PLN – Nadal mamy silną polską walutę, poniżej 4 PLN, co niewątpliwie niekorzystnie działa na naszą rodzimą gospodarkę a szczególnie na eksport. Jednakże obecny rząd nie tylko nie dba o polską gospodarkę, ale wydaje się, że wręcz jej szkodzi. Bowiem w ubiegłym tygodniu po spotkaniu prezesa banku centralnego i ministra finansów, ogłoszono na konferencji, że Ministerstwo Finansów będzie wymieniało swoje (całkiem spore) zasoby walutowe na rynku, a nie jak dotychczas, w NBP. Potencjalna skala wymiany może być spora, gdyż jak zasugerowało MF środki które mogą być, wymienione w tym roku, wynoszą 13-14 mld euro, a w roku następnym 17-18 mld euro. Jak dodał wiceminister finansów Dominik Radziwiłł „Od płynności rynku walutowego będzie zależeć jaka część tych środków zostanie wymieniona na rynku”. Powyższe werbalne ogłoszenie spowodowało znaczną reakcję na rynku i to mało płynnym, bo przed świątecznym, w wyniku czego kurs złotego umocnił się do poziomu 3,94 PLN, już po części dyskontując zapowiedź rządu. Powtórzę to co już wcześniej opisywałem, że kraje które dbają o swoją rodzimą gospodarkę, jak: USA, China, czy Japonia, osłabiają swoją walutę, by wspomóc eksport. W Polsce rząd robi dokładnie przeciwnie osłabiając rodzima produkcję. Świadczy to jednoznacznie o naszym uzależnieniu od zagranicy i marginalizacji krajowych przedsiębiorstw. To z kolei pociąga za sobą wzrost bezrobocia i upadek polskich firm, które są na straconej pozycji w konkurencji z zagranicznymi działającymi na polskim rynku. W takim niekorzystnym działaniu dla polskich przedsiębiorstw wspierają obecny rząd ekonomiści Banku Światowego, którzy optymistycznie zakładają, że deficyt szerokiego sektora finansów publicznych w 2012 r. będzie zbliżony do 3% PKB, zgodnie z przyjętymi rządowymi planami konwergencji, że deficyt generalny government, czyli według unijnej metodologii ESA’95, w roku 2011 wyniesie 5,6% PKB, w 2012 roku 2,9%, w 2013 roku 2,5%, zaś w 2014 roku będzie 2,0% PKB. Biorąc pod uwagę wciąż słabnące nakłady na inwestycje oraz że ożywienie gospodarcze nie przekłada się na spadek bezrobocia, właśnie z wyżej opisanej przyczyn, można powątpiewać w tak optymistyczne założenia, które wydaje się, że mają charakter propagandowy. Pomimo werbalnej interwencji rządu na przedświątecznym rynku walutowym w Polsce, nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,84 a 4,22 (Wykres: Tygodniowy). Krótko terminowy kurs naszej pary znajduje się w spadającym kanale, gdzie górne ograniczenie to poziom 3,9750, a dolne 3,9040 (Wykres: Ośmiogodzinny). Najbliższe wsparcie mamy już na poziomie 3,94 (Wykres: Dwugodzinny). Wydaje się, że jeżeli to wsparcie wytrzyma, a trudna pod kontem finansowym międzynarodowa i krajowa sytuacja temu sprzyja, to górne ograniczenie tymczasowego kanału spadkowego może być pokonane i po wybiciu z niego, rynek może podążać w kierunku 4,09 (Wykres: Dzienny), gdzie biegnie linia długoterminowego oporu. Jednakże, po ostatnim stanowisku rządu po konferencji prezesa banku centralnego i ministra finansów, można a nawet trzeba się spodziewać, że wszelkie wzrosty, czyli osłabienia naszej waluty będą wykorzystywane do sprzedaży zasobów walutowych. Zatem można domniemywać, że rząd przewiduje pogarszającą się międzynarodową i krajową sytuację pod kontem finansowym i dlatego, by ratować budżet przed walutową niewypłacalnością, kosztem rodzimej gospodarki, będzie umacniał złotego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 25.04.2011 r. Analiza tygodniowa od 26.04. do 30.04.2011 r.

USD/PLN – Analogicznie do tego co działo się na rynku EUR/USD i na naszym polskim rynku dolar znacząco został przeceniony do złotego. Bardzo wyraźnie to widać na wykresie dwugodzinnym, gdzie kurs z poziomu 2,83 szybko, bo w przeciągu trzech dni spadł do poziomu 2,70, by zakończyć tydzień na poziomie 2,71. Analizując wykres tygodniowy można przewidywać, ze po takim znaczącym osłabieniu dolara względem złotego będziemy mieli przynajmniej próbę odreagowania niniejszego spadku być może nawet do poziomu linii wsparcia, czyli 2,80 (Wykres: Tygodniowy), a przynajmniej uspokojenia wahań na obecnym poziomie. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane w okolicach 2,70 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), które nie powinno w nadchodzącym tygodniu być pokonane z uwagi na trudną sytuację finansową jak na świecie, tak i w kraju. Natomiast najbliższy opór znajduje się dopiero a poziomie 2,7830 (Wykres: Ośmiogodzinny), czyli pod linią trendu, biegnącą na poziomie 2,80 (Wykres: Tygodniowy). Gdyby ten poziom został pokonany, co może się wydarzyć w najbliższym czasie, to skala przeceny złotego może sięgnąć do poziomu 2,89 (Wykres: Dzienny). Jednakże teraz trzeba pamiętać o możliwej interwencji walutowej rządu przeciwdziałającej osłabieniu polskiej waluty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.04.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 04.04. do 26.04.2011 r.

EUR/USD – Pod koniec ubiegłego tygodnia w piątek ukazały się dobre wyniki z amerykańskiego rynku pracy. Amerykańskie giełdy zareagowały wzrostami indeksów, a dolar się umocnił. Takie dobre dane mogą zapowiadać zmianę dotychczasowej polityki FED odnośnie stóp procentowych. Zakładam, że w tym roku FED podniesie stopy procentowe, co doprowadzi do zmiany nastawienia inwestycyjnego wśród tzw. kapitału spekulacyjnego, czyli umocnienia dolara. Takie zmiany będą niekorzystne dla euro i złotego, bowiem podwyżki stóp procentowych w strefie euro i w Polsce są już zdyskontowane. A to oznacza, że perspektywy jak dla euro, taki i dla złego pogorszą się. Oczywiście jest to perspektywa tygodni, a nawet miesięcy. Tym czasem po piątkowych danych doszło do solidnej walki między dolarem a euro, co bardzo wyraźnie widać na wykresie dwugodzinnym. Ruch na umocnienie dolara, do poziomu 1,4065 po dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy był jak najbardziej naturalny, ale tak szybkie i gwałtowne odreagowanie rynku w okolice poziomu 1,4230, wydaje się być całkowicie nie na miejscu i wybitnie spekulacyjne. Nadchodzący tydzień powinien tan nienaturalny stan rzeczy skorygować i nie wykluczam udanego ataku na linię wspierającą obecny trend, biegnącą na poziomie 1,33 (Wykres: Tygodniowy). Wcześniej mamy kilka wsparć, które będą powstrzymywać zapowiadany przeze mnie ruch. Mianowicie, poziom 1,4130 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny) oraz poziom 1,4070 (Wykres: Dwugodzinny), będą takimi zaporami, które powinny być pokonane. Od góry mamy solidny opór na poziomie 1,4340 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny), który nie powinien zostać pokonany. Tym bardziej, bo na rynek co róż powracają niekorzystne wiadomości z bankrutującej strefy ruro. Otóż CDS-y dla długu Portugalii w środę ubiegłego tygodnia wzrosły o 4 pkt. bazowe do rekordowego poziomu, 557 pkt. bazowych. Wcześniej agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła rating kredytowy Portugalii do BBB minus z BBB, z perspektywą ratingu nadal negatywną. Nawet ostatni szczyt nie pomorze bankrutującej UE w szybkim wyjściu z kryzysu zadłużeniowego strefy euro. Przeto słusznie prezydent Czech Vaclav Klaus określił ostatni szczyt UE, na którym przyjęto pakt na rzecz euro, Euro Plus, jako debatę na temat dalszego radykalnego zmniejszenia suwerenności państw członkowskich. Dlatego odważnie powiedział, że nie chcemy też Europejskiej Unii Monetarnej. Tymczasem polski premier D. Tusk zupełnie inaczej się zachował, podpisując niekorzystny dla Polski Pakt Euro Plus. Niekorzystny, bo Polska nie będąc członkiem strefy euro, będzie musiała ponosić solidarnie skutki rozprzestrzeniającego się kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Na mocy tego Paktu Euro Plus, będziemy zobowiązani do przyjęcia decyzji strefy euro w dziedzinach konkurencyjności, innowacji, zatrudnienia, czy stabilności finansów publicznych albo koordynacji podatkowych, które mogą i zapewne będą bardzo niekorzystne dla Polski. Bowiem nikt w strefie euro nie będzie się liczył z polską specyfiką, czy z polskimi realiami. Premier D. Tusk, nie tylko podpisał dokument szkodliwy dla Polski, ale nadto uczynił to w sposób uwłaczający demokracji, bowiem w tak ważnej sprawie, ani nie było debaty społecznej, ani parlamentarnej. Zatem trudno nie zgodzić się z prezydentem Czech Vaclavem Klausem, że Pakt Euro Plus jest kolejnym zamachem na suwerenność państw członkowskich.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.04.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 04.04. do 26.04.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu złoty osłabiał się na fali odejścia inwestorów od ryzyka spowodowanych utratą zaufania do rynków wschodzących. Bowiem globalna sytuacja na świecie obecnie nie sprzyja w podejmowaniu decyzji o charakterze ryzykownym. Konflikt w Libii się przedłuża i już teraz widać, że nie ma dobrych rozwiązań. Naloty sprawy nie załatwią, a może się okazać, że bardzo zaszkodzą w normalizacji stosunków wewnątrz Libii, a przede wszystkim w stosunkach zachodnio – arabskich. W naszym kraju wzrasta bezrobocie a jego wielkości nie może się doliczyć minister pracy Jolanta Fedak, nie podając w komunikacie szczegółów. Z danych GUS wynika, że w lutym 2011 r. stopa bezrobocia wzrosła do 13,2% z 13,0% w styczniu. W marcu wiadomo, że bezrobocie dalej wzrosło, tylko nie wiadomo o ile. Wiceminister finansów Dominik Radziwiłł podał, że dług publiczny w 2010 r. wyniósł 53% PKB i ukształtował się na poziomie 748,5 mld złotych. Nie trzeba już dodawać, że stało się tak tylko dzięki twórczej księgowości, wyprzedaży rezerw walutowych pod koniec ubiegłego roku, aby sztucznie umocnić złotego, by dług denominowany w walutach obcych spadł, a także dzięki wyprzedaży majątku narodowego za bezcen. Oczywiście, że jest to krótkowzroczne i tylko doraźne działania rządu, które w końcu doprowadzą, że i Polska zbankrutuje pomimo, że nie jesteśmy w strefie euro. W ubiegłym tygodniu pojawił się kolejny sondaż na temat wejścia Polski do strefy euro. Okazało się, że aż 60% Polaków jest zdecydowanie przeciwna zamianie złotego na euro, a tylko 32% jest za przyjęciem euro. Reszta to niezdecydowani. Zatem o 11% badanych wzrosła ilość przeciwników euro w Polsce w stosunku do roku ubiegłego, a o 9% zmalała liczba zwolenników euro do analogicznego roku 2010. Tymczasem wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy, że podpisany na ostatnim szczycie UE przez premiera D. Tuska Pakt Euro Plus wręcz uzależnia nas od strefy euro, nie będąc jej członkiem. O czym pisałem przy analizie EUR/USD. Teraz może się okazać, że kiedy przyjdzie kolejny kryzys finansowy w strefie euro, a przyjdzie na pewno, bo UE jest po prostu źle zarządzana, Polska poniesie tego konsekwencje i nawet posiadanie narodowej waluty może nam już nie pomóc. Z całą mocą trzeba stwierdzić, że polityka w UE góruje nad gospodarką, dokładnie tak, jak to się działo w państwach komunistycznych.
Przechodząc do analizy technicznej muszę stwierdzić, że to co się działo wieczorem w piątek ubiegłego tygodnia na parze EUR/USD, podobnie się działo na naszej parze EUR/PLN. Po wynikach z amerykańskiego rynku pracy złoty się osłabił do poziomów 4,0460, bo po chwil umocnić się do poziomu 4,0140 (Wykres: Dwugodzinny). Tak jak pisałem wyżej, w analizie EUR/USD, nie widzę na dłuższą metę możliwości znacznego umocnienia naszej waluty. Co oczywiście byłoby z dużą korzyścią dla rodzimej gospodarko, dla polskiego eksportu. Nadal poruszamy się w szerokim trendzie bocznym, gdzie górnym ograniczeniem jest poziom 4,22, a dolnym 3,84 (Wykres: Tygodniowy). Najbliższy opór, do którego rynek powinien podążać jest zlokalizowany na poziomie 4,0365 (Wykres: Dwugodzinny). Kolejny znajduje się już dużo wyżej, bo na poziomie 4,09 (Wykres: Dzienny) i tam rynek powinien w średnim przedziale czasu zawędrować. Trzeba też wskazać wsparcia, bowiem nigdy nie można być pewnym swoich nawet słusznych przewidywań, gdyż rynek walutowy w przeważającej mierze zależny jest od działań spekulantów, jak krajowych, tak przede wszystkim międzynarodowych. Zatem najbliższe wsparcie jest zlokalizowane na poziomie 3,9980 (Wykres: Ośmiogodzinny), a kolejne nieco niżej, bo na poziomie 3,9860 (Wykres: Dwugodzinny). Nie sądzę aby rynek mógł zawędrować do kolejnego wsparcie zlokalizowanego na poziomie 3,95 (Wykres: Dzienny), bowiem to by się kłóciło z obecnym niekorzystnym klimatem dla podejmowania ryzykownych decyzji na rynkach finansowych.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 02.04.2011 r. Analiza trzytygodniowa od 04.04. do 26.04.2011 r.

USD/PLN – Na wykresie dwugodzinnym bardzo wyraźnie widać, co się działo w piątkowe popołudnie ubiegłego tygodnia. Po danych z amerykańskiego rynku pracy złoty osłabił się do poziomu 2,8680, by zakończyć dzień na poziomie 2,82. Było to wynikiem znacznych wahań na parze EUR/USD. Tutaj także nie przewiduję, aby złoty dalej miał się umacniać, a kurs powinien podążać w kierunku górnego ograniczania świeżego trendu bocznego, czyli w okolice 3,05 (Wykres: Tygodniowy). Po drodze mamy opory zlokalizowane na poziomie 2,9180 (Wykres: Dzienny) i na poziomie 2,9380 (Wykres: Ośmiogodzinny). Wsparcie zlokalizowane na poziomie dolnego ograniczenia świeżego trenu bocznego 2,78 (Wykres; Tygodniowy), w najbliższych czasach nie powinno być osiągnięte.
Mariusz Kierasiński.
Przepraszamy, ale analizy walutowe nie będą zamieszczane w najbliższym czasie.
Dnia 13.03.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.03. do 19.03.2011 r.

EUR/USD - Zaskakujące mocne euro, a raczej słaby dolar, ku zadowoleniu administracji Stanów Zjednoczonych. Bowiem nie można mówić o silnym euro, kiedy kryzys zadłużeniowy strefy euro się pogłębia. W ubiegłym tygodniu agencja ratingowa Moody's Investors Service obniżyła rating kredytowy Hiszpanii do Aa2 z Aa1 z perspektywą ratingu negatywną, co oznacza, że rozważane jest dalsze jego cięcie. Analitycy agencji uzasadnili decyzję o obniżeniu ratingu dla Hiszpanii obawami, że ewentualne koszty restrukturyzacji hiszpańskich banków mogą przewyższać obecne zadłużenie rządu, co może spowodować dalszy wzrost długu publicznego. Również w ubiegłym tygodniu Portugalii udało się sprzedać obligacje o wartości 1 mld euro na rok 2013, jednak przy dużo wyższej rentowności, bo 5,993%, wobec 4,086% podczas sprzedaży 8 września 2010 r., a podaż wyniosła tylko 1,6 wobec 1,9 we wrześniu. Zatem Portugalia musi już ponosić większe koszty, aby móc sprzedawać soje obligacje, bo jest traktowana przez inwestorów jako kraj podwyższonego ryzyka finansowego, a mimo wszystko popyt na portugalskie obligacje maleje. Problemy Hiszpanii i Portugalii spowodowały wzrost awersji do ryzyka, co przełożyło się na spadek euro względem dolara w ubiegłym tygodniu. Rośnie także obawa, że zadłużone kraje strefy euro nie zademonstrowały jak dotąd w sposób przekonujący, że poważnie myślą o obniżeniu deficytu, a ich determinacja może słabnąć. Rynki finansowe niepokoją się ponownie, obok Portugalii i Hiszpanii, Gracją i Irlandią, które mogą być zmuszone do restrukturyzacji swojego zadłużenia, ponieważ pomoc ze strony UE i MFW dała im jedynie trochę czasu. Moody's obciął w poniedziałek rating Grecji o trzy punkty, wskazując na rosnące zagrożenie niewypłacalności lub restrukturyzacji, zapewne przed rokiem 2013. Rentowność 10 - letnich obligacji rządu Grecji wzrosły w środę do najwyższego od czasu kryzysu poziomu, bo do 12,8%. Zatem wydaje się, że Grecja już niedługo może mieć problemy z realizacją swoich potrzeb finansowych. Trzeba jasno sobie zdać sprawę, że wszelkie dotychczasowe działania UE i rządów poszczególnych krajów zadłużonych w strefie euro są pozorne i krótkotrwałe. Także to ostatnie weekendowe, gdzie 17 krajów strefy euro przyjęło na ratowanie euro wzrost funduszu do 440 mld euro. Bowiem dotychczasowy fundusz na ratowanie strefy euro co prawda wynosił 440 mld euro, ale jego rzeczywiste zdolności pożyczkowe wynosiły tylko 250 mld euro. Reszta była bowiem potrzebna jako gwarancja, że unijne pożyczki dostaną na rynkach finansowych najwyższą ocenę AAA, co wiązało się z korzystnymi warunkami kredytowymi. Ponadto przyjęto, że przyszły stały Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (EMS), który od 2013 r. zastąpi tymczasowy fundusz, będzie wynosił 500 mld euro. Na tym szczycie UE ustalono jako nowość, wbrew dotychczasowemu stanowisku Niemiec, że będzie można skupować obligacje państw, które podły ofiarą kryzysu zadłużeniowego, co dotychczas czyni Europejski Bank Centralny, a w przyszłości taki ciężar spadnie na EMS. Zostały także zatwierdzone zasady paktu na rzecz euro, które zakładają zbliżenie narodowych polityk gospodarczych. Tenże pakt jest otwarty także dla krajów z poza strefy euro, pod warunkiem, że zobowiążą się do wdrożenia jego postanowień. Niestety Polska pod przywództwem premiera D. Tuska zadeklarowała chęć przystąpienia do tego paktu z Danią. Tylko Wielka Brytania i Czechy nie są zainteresowane tym paktem. Kwoty jakie zostały przeznaczone na ratowanie strefy euro są tak naprawdę żenująco niskie. Bowiem tylko dla ratowania gospodarek Portugalii i Hiszpanii potrzeba ok. 2 bilionów euro i to tylko wystarczy na około 10 lat. Zatem i to ostatnie spotkani unijne jest działaniem pozorowanym, obliczonym tylko na krótki efekt, które nie uzdrowi poszczególnych gospodarek europejskich ze strefy euro. Inwestorzy i tzw. kapitał spekulacyjny dokładnie zdają sobie z tego sprawę i podejmują swoje decyzje inwestycyjne także tylko krótkofalowo. Dlatego na zakończenie piątkowej sesji euro dość znacząco wzrosło do poziomu 1,39. Trudno powiedzieć teraz, czy taki kurs utrzyma się w nadchodzącym tygodniu i czy jego kierunek będzie północny, czy też z wyżej opisanych przeze mnie powodów, będziemy mieli powrót do poziomów poniżej 1,38. Na wykresie ośmiogodzinnym linią przerywaną zaznaczyłem 23,6% zniesienia ostatniej fali wzrostowej, tam gdzie biegnie linia wsparcie na poziomie 1,3760, a której pokonanie oznaczałoby zdecydowany kierunek do linii wsparcie trendu biegnącej na poziomie 1,32 (Wykres: Tygodniowy). Niestety tak się nie stało, bo właśnie postanowienia unijnego szczytu temu zapobiegły. Jednakże tak jak wspominałem wyżej to pozorne działanie będzie miało charakter tylko krótkotrwały. Teraz nie można wykluczyć kierunku w stronę 1,4050, gdzie biegnie linia oporu (Wykres: Ośmiogodzinny), a po drodze będziemy mieli lokalny opór na poziomie 1,3990 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.03.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.03. do 19.03.2011 r.

EUR/PLN - W ubiegłym tygodniu sytuacja była dość klarowna. Bowiem wzrastała awersja do ryzyka spowodowana pogłębiającym się kryzysem zadłużeniowym strefy euro, politycznym oddźwiękiem sytuacji w Libii, a w końcu tragicznym trzęsieniem ziemi i wielką falą tsunami, które w piątek nawiedziły Japonię. Złoty osłabił się do poziomów już od dawna nie notowanych, znacznie powyżej 4,00 PLN. Jednakże silny techniczny opór zlokalizowany na poziomie 4,03 - 4,04 obronił się, do czego przyczyniły się ustalenia szczytu UE, aby ratować euro. Tak więc tydzień zakończyliśmy na poziomie 4,00 PLN. Gdyby jednak doszło do przełamania oporu 4,03 - 4,04, czego nie można wykluczyć w przyszłości, wówczas rynek będzie podążał w kierunku górnego ograniczenia już długotrwałego trendu bocznego, czyli do poziomu 4,22 (Wykres: Tygodniowy). Tym czasem dyrektor departamentu polityki finansowej, analiz i statystyki, oczywiście nie bez wiedzy rządu, ogłosił Narodowy Plan Wprowadzenia Euro w Polsce, który będzie gotowy i przyjęty w III lub w IV kwartale bieżącego roku. Jednakże taki plan nie będzie wskazywał daty przystąpienia do strefy euro, tylko będzie wskazywał działania jakie należy podjąć w przyszłości, by przyjąć euro. L. Kotecki pełnomocnik rządu do spraw euro, wypowiedział się, że z technicznego punktu widzenia Polska może wejść do strefy euro najwcześniej w 2014 r., oczywiście po spełnieniu warunków określonych w traktacie z Maastricht. Zatem deficyt sektora finansów publicznych musiałby spaść do 3% PKB z obecnych prawie 8%, co wydaje się w tak krótkim czasie nie możliwe. Także pan minister finansów J. Rostowski wypowiedział się, że dzięki efektom cyklicznym w latach 2011 i 2012 deficyt sektora finansów publicznych zmniejszy się o więcej niż 4,4% pkt. proc PKB i dodał, że rząd podtrzymuje, iż w roku 2012 nadmierny deficyt sektora zostanie zlikwidowany. Także wypowiedział się, że dzięki zmianom w OFE w 2011 r. Polska nie przekroczy progu 55% długu do PKB, a w 2012 r. relacja ta będzie spadać. Przypomnę ustalenia rządu związane ze zmianami w OFE. Składka przekazywana z ZUS do OFE zostanie zmniejszona z 7,3% do 2,3%, a potem będzie stopniowo wzrastała, by w 2017 r. osiągnąć 3,5%. Pieniądze które zamiast trafić do OFE, pozostaną w ZUS, pójdą na specjalne indywidualne subkonta. Nie trzeba tu już nadmieniać, że takie działanie rządu jest niczym skok na kasę, ograbieniem obywateli z emerytur i księgowym zabiegiem, by nie przekroczyć konstytucyjnego progu zadłużenia publicznego 55% PKB. Takie sztuczne zabiegi w niczym nie pomogą w rosnącym zagrożeniu dla trwałego wzrostu gospodarczego w Polsce, bowiem są pozbawiane faktycznych głębokich strukturalnych reform i przynoszą tylko krótkotrwały skutek. Plany obniżenia deficytu o prawie dwie trzecie do 2012 r. są wręcz nierealne, dają tylko premierowi D. Tuskowi czas, bo nie chce on podejmować niepopularnych decyzji w roku wyborczym. Nawet agencja ratingowa Moody's jest łaskawa dla tego rządu, podając w swoich komunikatach, że rating Polski na poziomie A2 jest bezpieczny do październikowych wyborów, ale później nowy rząd będzie musiał wykazać determinację w obniżeniu deficytu. Wynika z tego jednoznacznie, że zachodni świat kapitalistyczny za wszelką cenę, nawet za cenę wzrostu nadmiernego zadłużenia publicznego Polski, życzy sobie, by Polską nadal rządził kosmopolityczny, czyli uległy państwom zachodnim rząd. Tym czasem Polacy nie czują się bezpiecznie finansowo. Tylko dwa procent polskich gospodarstw domowych ma poczucie bezpieczeństwa finansowego, jak podaje "Rzeczpospolita". Wzrasta stopa bezrobocie, która wyniosła w styczniu 13,1% wobec 12,3% w grudniu roku ubiegłego, wzrastają ceny żywności, kilogram cukru już przekroczył cenę 5 zł., czy paliwa skoczyły powyżej 5 zł. Takie zachowanie rządu i zapewnienia o szybkim wejściu do strefy euro, która właśnie bankrutuje, są delikatnie mówiąc niepoważne. Po przez to rząd chce powiedzieć inwestorom, tzw. kapitałowi spekulacyjnemu, nie uciekajcie z Polski, zrobimy wszystko, tak uciśniemy naród, abyście zarobili tyle ile chcecie. Paliwa będą kosztowały tyle ile w strefie euro, czyli ok. 6,50 zł. To nie ważne jak wielką cenę zapłacą Polacy, byleby być tylko w strefie euro, a potem to już można zbankrutować. Można tylko pozazdrościć Węgrom mądrego premiera Viktora Orbana, który zapowiedział, że Węgry przed rokiem 2020 nie wejdą do strefy euro.
Przechodząc do analizy technicznej, rynek tuż przed zamknięciem sesji w piątek zdecydowanie zawrócił do poziomu 4,00 PLN z poziomu 4,0430 z przyczyń wyżej opisanych. Teraz najbliższym wsparciem będzie poziom 3,9780 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejny o wiele silniejszy to poziom 3,92 (Wykres: Dzienny). Dojście do poziomu 3,8760 (Wykres: Ośmiogodzinny) w nadchodzącym tygodniu jest mało realny. Nie wykluczam, że zachowanie inwestorów w piątek wieczorem mogło być tylko chwilowe, bo mają świadomość zapaści finansowej polskiej gospodarki oraz widzą pozorowane działania polskiego rządu. Zatem sfera najbliższego opór jest zlokalizowana na poziomach 4,0250 - 4,0340 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny, Dwugodzinny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 13.03.2011 r. Analiza tygodniowa od 14.03. do 19.03.2011 r.

USD/PLN – Zachowania kursu na tym rynku były podobne jak na rynku EUR/PLN. Do końca tygodnia złoty słab względem dolara do poziomu 2,9380, by pod koniec piątkowej sesji zawrócić do kursu 2,8760. Na wykresie tygodniowym możemy zaobserwować tworzący się trend boczny z dolnym ograniczeniem na poziomie 2.78, a górnym 3,05. Teraz po weekendowych decyzjach szczytu UE odnośnie ratowania euro, możemy się spodziewać dalszych spadków kursu. Najbliższym wsparciem jest poziom 2,8720 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejny jest zlokalizowany na poziomach 2,84 – 2,8380 (Wykresy: Dzienny, Ośmiogodzinny). Jeżeli okaże się, że weekendowe działania UE będą odebrane jako krótkotrwałe, bo pozorne, to rynek szybko powróci do poziomów notowanych w ubiegłym tygodniu. Wówczas najbliższym oporem będzie poziom 2,9080 (Wykres: Ośmiogodzinny), a potem poziom 2,9260 (Wykres: Dwugodzinny). Na wykresie dziennym nakreśliłem przełamaną linię oporu dotychczasowego trendu. Nie można bagatelizować takiego sygnału, który zapowiada dalsze osłabienie złotówki względem dolara.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.02.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 28.02. do 12.03.2011 r.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu dolar tracił na wartości i nawet przebił ważny opór zlokalizowany na poziomie 1,3750, który stanowił górne ograniczenie szerokiej konsolidacji, w której się poruszał. Kurs dotarł aż do poziomu 1,3840, by po koniec tygodnia skorygować się do poziomu 1,3750. Taki obraz sytuacji na niniejszej parze jest dość zaskakujący, tym bardziej jeżeli się weźmie pod uwagę niepokoje społeczne w Afryce Północnej. Niewątpliwie do silniejszego euro przyczyniły się jastrzębie wypowiedzi członków Rady Prezesów Europejskiego Baku Centralnego i samego Axel Webbera o możliwości podniesienia stóp procentowych w strefie euro. Teraz ważny opór stanowi poziom 1,3826 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), który moim zdaniem powinien nadal skutecznie powstrzymywać kurs omawianej pary w marszu na północ. Tym bardziej jeżeli weźmie się pod uwagę możliwość rozszerzenia konfliktów społecznych z Afryki Północnej na Bliski Wschód, a także narastające zadłużenie poszczególnych krajów strefy euro, które co jakiś czas będzie powracało i niepokoiło inwestorów. Uważam, że taka napięta sytuacja może się przedłużać, gdyż za tymi wszystkimi niepokojami, szczególnie w państwach należących do OPEC, może stać tajna dyplomacja premiera Rosji W. Putina, który przestrzegł dyplomatów unijnych, że ceny energii wzrosną z powodu wydarzeń w Afryce Północnej i namawiał do szybkiej realizacji budowy Nord Stream i South Stream. Niewątpliwie zuchwałość dyktatora Rosji wynika z niespotykanej jak dotąd słabości administracji USA. Zatem inwestorzy są czujni, co świadczy o wysokich cenach złota i franka szwajcarskiego i niechęci do podejmowania większego ryzyka. Jeszcze jest jeden ważny czynnik, który może powstrzymać aprecjację euro względem dolara. Mianowicie, aż 189 niemieckich profesorów makroekonomii podpisało się pod protestem przeciwko zwiększaniu funduszy dla ratowania wspólnej waluty. W tym proteście czytamy, że jeżeli kryzys finansowy w strefie euro przyczyni się do uwspólnotowienia długów, będzie to mieć fatalne długoterminowe konsekwencje dla całego projektu integracji europejskiej, jak podaje niemiecki dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung. Ekonomiści wyrażają też obawy, że skupowanie przez Europejski Bank Centralny ryzykownych obligacji państw zaszkodzi wizerunkowi i niezależności tej instytucji. Profesorowie ostrzegają również przed obarczaniem kosztami ratowania euro obywateli solidniejszych państw poprzez podwyżki podatków i inflację. Zwrócili uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, że zagwarantowanie przez UE wypłacalności państw zagrożonych plajtą wiąże się z poważnymi negatywnymi skutkami. Bowiem korzystne warunki kredytowania oraz gwarancje wspólnoty będą stanowiły zachętę do tego, by powtarzać błędy przeszłości i kontynuować politykę zadłużenia na niekorzyść partnerów w UE. W ich opinii długofalowa strategia walki z kryzysem zadłużenia w krajach strefy euro powinna dopuszczać możliwość uporządkowanego bankructwa państwa oraz restrukturyzację jego zadłużenia. Jestem przekonany, że politycy z panią kanclerz Angelą Merkel nie posłuchają głosu profesorów i dalej będą brnąc w doraźne łatanie dziury zadłużeniowej w UE i doprowadzą w końcu nie tylko do załamania się wspólnej waluty, ale i do rozpadu całej UE. Bowiem już w marcu ma być ustanowiony większy fundusz stabilizacji finansowej dla strefy euro z 440 mld do 500 mld euro. Ekonomiści dobrze zdają sobie sprawę, że nawet te zwiększone pieniądze, to tak naprawdę stanowią tylko kroplę w morzu potrzeb. Zatem jest to tylko polityczne i krótkotrwałe działanie, które i tak nie uchroni strefy euro przed, powiedzmy wprost, bankructwem.
Przechodząc do analizy technicznej jak już wyżej wspomniałem, mamy mocny opór zlokalizowany na poziomie 1,3826, który powinien powstrzymać aprecjację euro względem dolara. Na wykresie tygodniowym można zaobserwować tworzący się nowy trend boczny, którego górnym ograniczeniem jest poziom 1,4070, a dolny 1,29. Czas okaże jak długo ten trend będzie aktualny. Wsparcia są zlokalizowane na poziomach 1,3620 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny) oraz na poziomie 1,3140 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.02.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 28.02. do 12.03.2011 r.

EUR/PLN – Ubiegły tydzień, to czas słabej złotówki względem euro. Co najmniej dwa czynniki wpływały na taki obraz rzeczy. Po pierwsze; gołębie wypowiedzi członków RPP oraz samego prezesa NBP Marka Belki podkreślające, że ostatnia podwyżka kosztów pieniądza nie oznacza "kaskadowego" podnoszenia stóp w kolejnych miesiącach. Po drugie; społeczne niepokoje w Afryce Północnej i możliwość rozlania ich na Bliski Wschód. W nadchodzącym tygodniu kluczowym wydarzeniem bezie posiedzenie RPP, jej komunikat oraz komentarz do decyzji odnośnie wysokości stóp procentowych. Zdaje się, że rynek już dyskontuje podwyżkę stóp, której z powodu gołębich wypowiedzi członków RPP, ekonomiści nie przewidują. Nie można się także spodziewać szybkiego uspokojenia sytuacji w Afryce Północnej. Zatem zakładam, że rynek jeszcze raz zaatakuje psychologiczną barierę 4,00 PLN i techniczny ważny opór zlokalizowany na poziomie 4,01 (Wykres: Dwugodzinny). Nie można wykluczyć, że w przypadku utrzymania na obecnym poziomie stóp procentowych w Polsce i rozszerzeniu się niepokojów społecznych na Bliski Wschód, kurs niniejszej pary będzie testował opór zlokalizowany na poziomie 4,04 (Wykres: Dzienny). Uważam, że RPP tym razem nie podniesie stóp procentowych, choćby z tego względu, że może to nie wpłynąć na umocnienie polskiej waluty z powodu zamieszek społecznych w Afryce Północnej i możliwości ich rozlania na Bliski Wschód. Nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym (Wykres: Tygodniowy), którego górnym ograniczeniem jest poziom 4,22, a dolnym 3,84. Najbliższe wsparcia mamy zlokalizowane na poziomach 3,9320 i 3,90 (Wykresy: Dwugodzinny, Dzienny) oraz na poziomie 3,8660 (Wykres: Ośmiogodzinny), które mogą być osiągnięte w przypadku podwyżki kosztów pieniądza w Polsce i zapowiedzią kontynuacji takich podwyżek oraz uspokojeniem się sytuacji a Afryce Północnej.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.02.2011 r. Analiza dwutygodniowa od 28.02. do 12.03.2011 r.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu złoty oznaczał się słabością względem dolara, jednakże dużo mniejszą niż względem euro. Było to spowodowane słabnącym dolarem względem euro na rynkach światowych. Na wykresie tygodniowym można zaobserwować utworzenie się nowego trendu bocznego, którego górnym ograniczeniem jest poziom 3,05, a dolnym 2,78. Jak długo utrzyma się ten trend, trudno powiedzieć, tym bardziej jeżeli się zważy na niepewną sytuację społeczną w Afryce Północnej i problemy zadłużeniowe nie tylko w strefie euro, ale także w największych gospodarkach świata, jak: Stany Zjednoczone i Japonia. Najbliższą strefę oporu mamy zlokalizowaną na poziomach 2,9030 i 2.9070 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny). Kolejny opór jest nieco wyżej, bo na poziomie 2,92 (Wykres: Dzienny) i tam zakładam w najbliższym czasie rynek powinien się znaleźć . Po złamaniu tego oporu, będziemy mieli drogę otwartą do górnego ograniczenia obecnego bocznego trendu. Wsparcia mamy zlokalizowane na poziomach 2,8780 i 2,8630 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny) oraz na poziomie 2,84 (Wykres: Dzienny), co do których uważam, że w nadchodzącym czasie rynek nie powinien podążać.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.02.2011 r. Analiza miesięczna od 07.02. do 05.03.2011 r.

EUR/USD – Pierwsza połowa ubiegłego tygodnia przebiegała pod kontem wzmacniania euro, czyli inwestorzy byli skłonni do podejmowania bardziej ryzykownych decyzji o charakterze spekulacyjnym. Natomiast druga połowa, a szczególnie koniec ubiegłego tygodnia to już wzrost awersji do ryzyka i ucieczka w stabilne instrumenty finansowe, jak w przypadku walut do franka szwajcarskiego i dolara amerykańskiego. Niewątpliwie wystąpienie szefa EBC sugerujące o braku podnoszenia stóp procentowych w najbliższym czasie do tego mogło się przyczynić oraz przedłużająca się niepewna sytuacja społeczno – polityczna w Egipcie. W ubiegłym tygodniu pojawiły się niepokojące dane odnoszące się do bezrobocia w Hiszpanii, które były najwyższe od dwóch lat, czyli od lutego 2009 r. Bezrobocie w tym kraju strefy euro sięgnęło aż 20,3%. Ten bardzo istotny wskaźnik może utwierdzić inwestorów o niedostatecznych podejmowanych działaniach naprawczych rządy Hiszpanii reformujących finanse publiczne i wzrostu awersji do euro. Na globalny rynek powraca problem tzw. wojny walutowej miedzy USA a Chinami. Bowiem amerykański minister skarbu ponownie wezwał w piątek ubiegłego tygodnia Chiny do rewaluacji kursu juana, który według raportu przygotowanego przez ten resort dla Kongresu jest znacząco zniżony. Waszyngton uważa, że juan jest sztucznie nieoszacowany, dzięki czemu Chiny zyskują przewagę eksportową i domagają się od Pekinu jak najszybszego uwolnienia kursu krajowej waluty. Chiny odpowiadają jednak stale, że Stany Zjednoczone nie powinny wtrącać się w ich politykę monetarną. Pragnę przypomnieć, że obecny rząd w Polsce czyni dokładnie odwrotnie. Bowiem sztucznie umacnia polską walutę kosztem rezerw walutowych, by tylko na papierze, stosując wirtualną księgowość wykazać nieznaczny mniejszy dług publiczny, denominowany w walutach obcych. Tak jak wspominałem w poprzednich analizach, świadczy to o upadającej polskiej gospodarce i coraz większym uzależnieniu od zagranicy, czyli od obcych. Obawiam się, że jeżeli w takim tempie rząd będzie wysprzedawał rezerwy walutowe, to kiedy dojdzie do spekulacyjnego ataku na nasz kraj, to nie tylko nie starczy owych rezerw, ale nadto cywilnej odwagi w obronie narodowych finansów. W piątek ubiegłego tygodnia pojawiły się najważniejsze dane miesiąca z amerykańskiego rynku pracy. Były mieszane, bowiem odczyt nowych etatów w sektorach pozarolniczych wyniósł tylko 36 tyś. wobec oczekiwanych 145 tyś., a wyliczenia tylko dla sektora prywatnego pokazały figurę na poziomie 50 tyś., przy oczekiwanych 155 tyś.. Jak te dane rozczarowały, to kolejne zaskoczyły, bowiem stopa bezrobocia spadła z 9,4% do równych 9,0% , wobec spodziewanego wzrostu do 9,5%. To już drugi tak zaskakujący spadek w ciągu ostatnich dwóch miesięcy (łącznie 0,8%). W efekcie dolar zaczął mocno zyskiwać i przełamał bardzo ważny opór zlokalizowany na poziomie 1,3570 (Wykres: Dzienny). Zatem powstała z punktu widzenia technicznego ważna formacja o nazwie „2B” (którą na wykresie dziennym zaznaczyłem przerywaną linią) zapowiadająca w średnim terminie sporą aprecjację dolara względem euro nawet do poziomu 1,3040 (Wykres: Tygodniowy). Udało mi się w ubiegłym tygodniu trafnie wskazać poziom oporu na tym rynku (1,3830), który skutecznie zadziałał i okazał się nie do pokonana, tak jak to opisałem. Teraz skoro rynek pokonał ważne techniczne wsparcie 1,3570, to możemy mieć na początku obecnego tygodnia małe zawirowania wokół tego poziomu, w przedziale 1,3630 – 1,3525 (Wykres: Dzienny). Jednakże po tym małym zawirowaniu powinien się wykształcić trend w kierunku 1,3040, jak to wyżej opisałem. Kluczowym w tym momencie jest poziom 1,3525, bowiem przebiega tam długoterminowa linia wsparcia, która moim zdaniem powinna być pokonana, bo tak wynika z technicznej formacji „2B”. Myślę, że nieufność inwestorów względem działań Niemiecko – Francuskich wokół naprawy strefy euro, żądające zbyt wiele od innych państw strefy euro jak: podniesienia wieku emerytalnego, ujednolicenia stawek podatków dla firm, zniwelowania różnic w kosztach pracy, spowodują ucieczkę w bezpieczne aktywa walutowe jakim jest dolar amerykański i frank szwajcarski. Zatem najbliższe wsparcia mamy na poziomach 1,3560 i 1,3540 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny). Natomiast w przeciwnym kierunku, gdyby spekulacja miała się przedłużyć, czego w obecnej chwili nie zakładam, najbliższy opór mamy na poziomie 1,3760 (Wykres: Dwugodzinny), a kolejny stanowi bardzo ważny opór, już wspominany przeze mnie w ubiegłym tygodniu, tym razem nieco wyższy poziom 1,3840 (Wykres: Ośmiogodzinny), który powinien nadal skutecznie powstrzymywać aprecjację euro względem dolara.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.02.2011 r. Analiza miesięczna od 07.02. do 05.03.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu na tym rynku panowała zmienność z końcówką należącą do polskiej waluty, bowiem w piątek kurs oscylował wokół poziomu 3,8900. Najprawdopodobniej było to efektem ponownej wyprzedaży polskich rezerw walutowych przez rząd, ponieważ kurs złotego umacniał się przy słabnącym euro na rynku EUR/USD. Zazwyczaj w takich sytuacjach złoty słabnie, tym razem działo się odwrotnie. W Czechach został przeprowadzony sondaż odnośnie wejścia tego kraju do strefy euro i okazało się, że tylko 22% Czechów chce wspólnej waluty, z tego tylko 6% ankietowanych opowiedziało się zdecydowanie za przyjęciem euro, a 16% było raczej za jego przyjęciem. Taki wynik jest jeszcze gorszy aż o osiem punktów procentowych od, jak się wydawało najgorszego sondażu przeprowadzonego we wrześniu ubiegłego roku. Czescy komentatorzy podkreślali, że taki wynik jest efektem kłopotów finansowych jakie przeżywają państwa strefy euro oraz tym, że większość obywateli Czech czuje strach, że wprowadzenie wspólnej waluty spowoduje natychmiastowe podwyżki. Pojawiły się także obawy przed utratą kontroli nad wspólną walutą, brakiem stabilności strefy euro, jak i możliwością wykluczenia niektórych państw ze wspólnej polityki monetarnej w następstwie ich zadłużenia. Natomiast w Polsce rząd podejmuje działania, aby jak najszybciej przyjąć euro, nie zważając na fundamentalne rozbieżne interesy wiodących krajów strefy euro z Polskimi. Jednakże rynek dyskontuje nasze wejście do strefy euro dopiero na lata 2019 – 2021, słusznie zakładając, że pomimo politycznej woli, w najbliższych latach nie będzie odpowiedniego klimatu aby spełnić podstawowe warunki traktatu z Maastricht. Osobiście uważam, że do tego czasu strefa euro może nie dotrwać i problem niejako sam się rozwiąże. W sumie po dobrych wynikach z amerykańskiego rynku pracy, wydawałoby się, że wzrośnie apatyt na większe ryzyko, a zatem takie waluty jak złoty będą miały szansę na umocnienie. Jednakże trzeba wziąć pod uwagę wzrost rentowności długoterminowych obligacji rządu USA, co w połączeniu z utrzymującym się napięciem wokół Egiptu, może sprzyjać przesuwaniu kapitału z rynków wschodzących w stronę dolara. Jeżeli obecny rząd w Polsce zaprzestanie rabunkowej wyprzedaży rezerw walutowych na rynku międzybankowym w Polsce, to można się spodziewać przeceny rodzimej waluty. Na wykresie ośmiogodzinnym linią przerywaną nakreśliłem lekko naruszone wsparcie na poziomie 3,8840, które powinno się obronić, a rynek powinien podążać na północ. Wówczas najbliższym oporem będzie poziom 3,90 (Wykres: Dwugodzinny), a po jego pokonaniu o wiele mocniejszy kolejny opór zlokalizowany na poziomie 3,9330 – 3,9350 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny). Nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym (Wykres: Tygodniowy), którego dolnym ograniczeniem jest poziom 3,84, a górnym poziom 4,22. Zakładam zgodnie z tym co zostało powiedziane przy omawianiu pary EUR/USD, że i nasza para będzie podążać w kierunku górnego ograniczenia obecnego trendu, czyli do poziomu 4,22.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.02.2011 r. Analiza miesięczna od 07.02. do 05.03.2011 r.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu, szczególnie pod jego koniec, dolar wyraźnie umocnił się, także względem złotego. Tydzień zakończyliśmy na poziomie 2,86 i gdyby, jak się domyślam, nie nastąpiła wyprzedaż polskich rezerw walutowych przez obecny rząd, niewątpliwie poziom 2,90 byłby pokonany. Zakładam, że w nadchodzących najbliższych tygodniach aktywność rządu na tym polu nieco ustanie. Bowiem niebezpiecznie spadają nam rezerwy walutowe, a których znaczne uszczuplenie niewątpliwie będzie negatywnie wpływało na obronność naszego kraju przed atakami światowego kapitału spekulacyjnego. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem linie trendu wsparcie i oporu, które zbliżają się do siebie, co powinno wymusić zmianę na tym runku i wykrystalizować nowy trend. Uważam, że poziom wsparcia znajdujący się na poziomie 2,80 nie będzie pokonany w najbliższym czasie, natomiast poziom oporu zlokalizowany w okolicach 3,00 PLN może być naruszony i w końcu pokonany o ile rząd rzeczywiście zaniecha dalszych spekulacyjnych działań na rynku walutowym i wypełni się, zrealizuje techniczna formacja „2B” na rynku EUR/USD. Dlatego najpierw rozpatrzę najbliższe opory, bo taki kierunek przewiduję. Na drodze do 3,00 PLN mamy trzy opory, które będą powstrzymywać silnego dolara. Pierwszy to poziom 2,8670 (Wykres: Dwugodzinny), który nie powinien sprawiać większych problemów w pokonaniu go. Następny, to poziom już dużo wyższy, bo 2,95 (Wykres: Ośmiogodzinny) i w końcu poziom 2,97 (Wykres: Dzienny). Ostatnie dwa opory nieporównywalnie będą stanowił większy opór, niż pierwszy. Wsparcia na drodze ku 2,80, również mamy trzy. Pierwsze to poziom 2,8420 (Wykres: Dwugodzinny), drugie to poziom 2,82 (Wykres: Dzienny) i w końcu trzecie, nieco niżej to poziom 2,8170 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.01. do 05.02.2011 r.

EUR/USD – Do piątku ubiegłego tygodnia kurs omawianej pary powoli wspinał się na północ w kierunku ważnego oporu 1,3830, o którym wspominałem w ubiegłotygodniowych analizach. Po ogłoszeniu piątkowych danych z amerykańskiego PKB rynek choć na początku niezdecydowanie zaczął się korygować. Amerykańskie PKB za IV kwartał okazało się nieco gorsze od przewidywanych przez analityków, bo na poziomie 3,2%, ale zdecydowanie lepsze niż w III kwartale (2,6%). Niewątpliwie korekta pogłębiła się później pod wpływem niepokojących wieści płynących z Egiptu o rewolcie w tym kraju. W nadchodzącym tygodniu można się spodziewać ciągu dalszego korekty. Tym bardziej, bo agencja ratingowa Standard & Poor’s Ratings Services obniżyła długoterminowy rating kredytowy Japonii do AA- (AA minus) z AA, z perspektywą stabilną. Obniżenie ratingu Japonii nastąpiło z powodu zadłużenia, które jest obecnie jednym z najwyższych wśród ocenianych krajów i nadal będzie rosło, mocniej niż oczekiwano. Kolejnym powodem korekty na głównej parze może być rekordowe wysokie bezrobocie w Hiszpanii, bo sięgające aż 20,33%. Zatem jest to najwyższe bezrobocie w tym kraju od 1997 r.. Stanowi to najwyższy wskaźnik osób bez pracy wśród krajów strefy euro. Także i funt brytyjski może zachowywać się dużo słabiej względem dolara z powodu słabych danych PKB za IV kwartał, które wykazały wzrost tylko o 1,7% przy oczekiwanych 2,6%. Na drugim biegunie który wspiera euro są wypowiedzi polityków i bankierów na nieformalnej konferencji w Davos. Wiadomo, że to masońsko – biznesowe spotkanie może już nie odgrywać takiej roli jak w przeszłości, bo wypowiedzi w Davos są mocno ideologicznie upolitycznione. Stworzony przez UE fundusz stabilizacyjny dla strefy euro opiewający na 750 mld euro, z czego 440 mld euro jest gwarantowane przez państwa eurolandu, 60 mld euro to kredyt gwarantowany unijnym budżetem i 250 mld euro to wsparcie z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, formalnie jest okrojony do rzeczywistej kwoty 250 mld euro z uwagi na konieczność zatrzymania reszty jako depozytu, pozwalającego na uzyskanie odpowiednio korzystnego poziomu ratingu. Zatem łatwo wyliczyć, że Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) staje się niewydolny. Bowiem Grecja pochłonęła 110 mld euro, Irlandia 80 mld euro, dla Portugalii zostało maksymalnie 110 mld euro, a dla Hiszpanii już nie starczy, nie mówiąc o Włoszech, Belgii, czy Wielkiej Brytanii, choć będąca poza strefą euro chętnie by z tego funduszu skorzystała. Choć w Davos padły słowa, czy strefa euro przetrwa, jest już nieaktualne, uważam, że padły stanowczo przedwcześnie, zważając na powyższe uwarunkowania z EFSF. Jak na wstępnie wspomniałem, że w piątek ubiegłego tygodnia zaczęła się korekta, to z analizy technicznej wynika, że może ona sięgnąć poziomu 1,3400 – 1,3360 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny) Na wykresie tygodniowym nakreśliłem przerywaną linią dotychczasowy trend, z którego wynika, że jeżeli korekta się pogłębi i przełamie poziom 1,32, to wówczas będziemy mogli mówić o powrocie do mocnego dolara. Wówczas kolejnym wsparciem będzie poziom 1,30 (Wykresy: Tygodniowy, Dzienny). Opory są zlokalizowane dość blisko, bo na poziomie 1,3725 – 1,3730 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dzienny), a kolejny na poziomie 1,3780 – 1,38 (Wykresy: Dwugodzinny, Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.01. do 05.02.2011 r.

EUR/PLN – Na tym rynku złoty umacniał się do czwartku ubiegłego tygodnia, by w ten dzień zapoczątkować korektę, która w piątek przebiła opór 3,92. Analitycy bankowi nadal uważają, że jest to tylko korekta wywołana czynnikami zewnętrznymi jak niepokoje w Tunezji i Egipcie. Jednakże w piątek ubiegłego tygodnia został podany wynik polskiego PKB za rok 2010, który wyniósł 3,8%, a więc był zgodny z oczekiwaniami, który nie wpłynął na umocnienie złotego, a wręcz przeciwnie. Być może dlatego, że poza czynnikami zewnętrznymi polskie finanse będą ogrywały kluczową rolę w określeniu wartości złotówki względem innych walut. NBP szacuje, że deficyt finansów publicznych w 2010 r. wyniósł w Polsce aż 8% PKB, jednocześnie ocenia, że skala działań konsolidacyjnych w sektorze finansów publicznych wyniesie tylko ok. 1% PKB. To zbyt mało aby można mówić o sukcesie, tym bardziej jeżeli weźmie się pod uwagę fakt ukrywania długu poprzez w znacznej mierze ograniczenie składek do OFE. NBP także spodziewa się systematycznego wzrostu inflacji bazowej w 2011 r. za sprawą wzrostu cen importu, podwyżek stawek podatku VAT, czy stopniowego wzrostu presji płacowej oraz oczekiwany jest dalszy wzrost cen żywności i nośników energii. Przy tych oczekiwaniach związanych z inflacją NBP spodziewa się także pogłębienia deficytu na rachunku obrotów pieniężnych, obok wzrostu ujemnego salda handlu zagranicznego przewidywane jest także pogorszenie się salda dochodów z tytułu transferu kapitału z inwestycji zagranicznych. Dlatego tutaj trzeba się zgodzić z apelem ministra gospodarki Waldemara Pawlaka do RPP, by powstrzymała się przed dalszymi podwyżkami stóp procentowych w Polsce, żeby nie zaszkodzić ożywieniu gospodarczemu. Bowiem ostatnia decyzja RPP o podwyższeniu stóp procentowych była wręcz wymuszona czynnikami zewnętrznymi, czyli zagranicznymi instytucjami finansowymi. Jego zdaniem RPP powinna spojrzeć nie tylko na Polskę, ale także na to co dzieje się w gospodarkach europejskich i światowej, gdzie banki centralne próbują nadal utrzymać koniunkturę gospodarczą, zachowując niskie stopy procentowe. Pojawiają się już pierwsze bardzo negatywne głosy oceniające stan polskiego zadłużenia (analitycy banku Barclays Capital), zachęcające do zakupów polskich instrumentów CDS, czyli ubezpieczenia się od ryzyka bankructwa. Zatem ostrzegają, że Polska może mieć duże problemy związane z szybko narastającym zadłużeniem publicznym państwa. Także polityka rządu w sprawie OFE jest bardzo negatywnie postrzegana, bo zamiast dzisiejszych pieniędzy realnie odkładanych w funduszach emerytalnych będziemy mieli obietnice polityków zdeponowane w ZUS-ie, czyli czy rzeczywiście dostaniemy takie czy inne emerytury będzie zależało od tego, co zrobią politycy za 20 – 30 lat. Najwyższy niepokój muszą budzić działania rządu na przestrzeni roku, gdzie od grudnia 2010 r. trwało, a może jeszcze trwa spekulacyjna interwencja na rynku walutowym w Polsce. Okazuje się, że nasze rezerwy walutowe bardzo gwałtownie się skurczyły, bo aż o 4 mld euro. Rząd przyznaje się, że ok. 2 mld euro utopił na rynku walutowym, tylko po to, aby nie przekroczyć drugiego progu ostrożnościowego zapisanego w konstytucji wynoszącego 55% PKB polskiego zadłużenia publicznego. Zatem miliardy euro kosztowało nas, aby dług publiczny wyniósł nieco poniżej tego progu, bo 53,50% PKB, a skuteczność takich działań jest tylko chwilowa. Jak trzeba mieć lekką rękę i wysoki stopień nieodpowiedzialności, by dla celów polityk, twórczej księgowości i prestiżu rzucić tyle pieniędzy na łup spekulantów. Dlatego nadaj stoję na stanowisku, że czeka nas solidna przecena złotego, wzrost obsługi kosztów zadłużenia zagranicznego, co może się odbić na spowolnieniu wzrostu PKB.
Patrząc na wykres dzienny, można zaobserwować wyłamanie się kursu z chwilowej tendencji na umocnienie złotego (nakreśliłem ten fakt przerywaną linią). Jeżeli kurs dość szybko nie powróci poniżej poziomu 3,8840, to jego kierunek będzie oscylował w stronę 4,05 (Wykres: Dzienny). Nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym, którego górnym ograniczeniem jest poziom 4,22, a dolnym poziom 3,84 (Wykres: Tygodniowy). Myślę, że w nadchodzącym tygodniu nie powinniśmy z obecnego trendu wyjść, aczkolwiek poziom 4,05 jest osiągalny, chyba, że rząd nadal będzie trwonił publiczne pieniądze i lekką ręką rzucał je na pożarcie przez kapitał spekulacyjny. Najbliższe wsparcie mamy dopiero na poziomie 3,8745 – 3,8740 (Wykresy: Dwugodzinny, Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 31.01. do 05.02.2011 r.

USD/PLN – Podobnie jak na rynku EUR/PLN, tak i na tym rynku się działo, gdzie pod koniec ubiegłym tygodniu doszło do korekty, która moim zdaniem w nadchodzącym tygodniu powinna się przedłużyć. Nie wykluczone, że pod wpływem wyżej wzmiankowanych informacji na rynkach EUR/USD i EUR/PLN, kurs omawianej pary będzie podążał w stronę 3,98, czyli górnego ograniczenia tymczasowego trendu na umocnienie złotego (Wykres: Dzienny). Po drodze będziemy mieli znaczący opór w okolicach 3,9650 – 3,9680 (Wykresy: Tygodniowy, Ośmiogodzinny), który może na nieco dłużej powstrzymać obecna korektę. Wsparcia nam się póki co oddaliły, bo są zlokalizowane na poziomie 2,8520 (Wykres: Dwugodzinny), następne na poziomie 2,8320 (Wykres: Ośmiogodzinny) i w końcu najpoważniejsze, bo długoterminowe na poziomie 3,80 (Wykres: Tygodniowy).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 24.01. do 29.01.2011 r.

EUR/USD - Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem słabego dolara i powrotu sentymentu do większego ryzyka. Dolar został przeceniony z poziomu około 1,33 do poziomu w okolice 1,36. Taka przecena amerykańskiej waluty wynikała z poprawy nastrojów wokół strefy euro. Zdaje się, że inwestorzy uwierzyli w skuteczną naprawę bankrutującej strefy euro. Uwierzyli, że pakiet stabilizacyjny może wystarczyć, by uratować nie tylko Grecję, Irlandię, Portugalię, ale nawet Hiszpanię. Jednakże ten czar szybko może prysnąć, bowiem sama Komisja Europejska obawia się, że fundusz może okazać się niewystarczający, gdyby po Grecji, Irlandii, a teraz Portugalii wsparcia potrzebowały jeszcze Hiszpania, Włochy i Belgia. Zatem już sześć krajów strefy euro może się okazać niewypłacalne, tj. nie będą mogły w przyszłości wykupić swoich obligacji. Bruksela już wylicza i rozważa pożyczkę o łącznej w kwocie 672 mld USD tylko dla Portugalii i Hiszpanii, które pokryją potrzeby finansowe tych państw tylko do końca 2012 r. Zatem wszelkie działania UE są doraźne i podobnie poprawa nastrojów na rynkach walutowych są także tylko doraźne. Okazuje się, że na obecnym kryzysie najlepiej zarabiają Niemcy. Różnice rozwoju miedzy poszczególnymi krajami strefy euro zaczynają się pogłębiać. Niewątpliwie będzie to stanowiło problem, przy podejmowaniu decyzji o wysokościach stóp procentowych. Już teraz wiadomo, że taki kraj jak Niemcy potrzebują wyższej stopy procentowej, by skutecznie obronić się przed wyższą inflacją. Przeciwnie, kraje peryferyjne, jak: Grecja, Irlandia, Portugalia, Hiszpania, Włochy, czy Belgia potrzebują stosunkowo niskiej stopy procentowej, bo są pogrążone w finansowym kryzysie. Na dłuższą metę ta dysproporcja w potencjale gospodarczym jest nie do pogodzenia, tym bardziej, że ona będzie się powiększała. To także stanowi jeden z wielu argumentów, aby Polska nie wychodziła do strefy euro. Pod sam koniec ubiegłego tygodnia kurs niniejszej pary przebił poziom 1,3570, który stanowi 50% zniesienia spadków obserwowanych od listopada 2010 r. do stycznia 2011 r. Jeżeli okaże się, że jest to dość trwałe pokonanie tego oporu, to rynek może zawędrować nawet do poziomu 1,3830 (Wykres: Tygodniowy), gdzie biegnie długoterminowa linia oporu. Jednakże zważając na problemy finansowe strefy euro, które w każdej chwili mogą wybuchnąć, bo są tylko doraźnie załatwiane, by uspokoić rynki kapitałowe, taka zwyżka na omawianej parze wydaje się nieosiągalna. Zatem oczekuję w nadchodzącym tygodniu odreagowania po ostatniej zwyżce i przynajmniej drobnej korekty do poziomu 1,35 (Wykres: Dwugodzinny), albo nawet do ostatniego solidnego oporu 1,3430 (Wykres: Dzienny, zakreślony przerywana linią), który przez nieco dłuższy czas powstrzymywał rynek przed marszem na północ . Teraz ten były opór stanowi już wsparcie. Jeżeli na rynek powrócą obawy związane z zapaścią finansową strefy euro, to na wykresie tygodniowym widać poziom 1,17, do którego rynek by zmierzał. Po drodze byłby co najmniej dwa solidne wsparcia na poziomie 1,2980 (Wykres: Dzienny) i 1,2860 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 23.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 24.01. do 29.01.2011 r.

EUR/PLN – Można powiedzieć, że w ubiegłym tygodniu mieliśmy doczynienia ze stabilizacją na omawianej parze. Przedział wahań wynosił około sześć groszy od 3,85 do 3,91. Złotówka pomimo słabnącego dolara na rynkach światowych nie była tak mocna, jak można byłoby się spodziewać. Nawet po decyzji RPP o podniesieniu głównej stopy procentowej o 25 punktów bazowych i zapowiedzi, że nie było to doraźne działanie RPP, lecz otwiera się przed nami jakiś cykl podwyżek stóp procentowych, złoty się nie umocnił, wręcz przeciwnie osłabił z poziomu 3,88 do 3,91. Zatem rynek zdyskontował takie działania RPP. Dla mnie jako czynnego obserwatora rynku walutowego wyraźnie było widać, że działanie RPP było wręcz pod presją tzw. kapitału spekulacyjnego, czyli wielkich i konkretnych międzynarodowych banków spekulacyjnych, jak choćby JP Morgan, czy HSBC. Tenże kapitał wyraźnie domaca się od monetarnych władz Polski zdecydowanego i długofalowego działania w podnoszeniu kosztów pieniądza, oczywiście mając na względzie własny interes o charakterze spekulacyjnym. Zatem to posunięcie oraz przewidywane kolejne w bieżącym roku RPP nie będą miały charakteru troski o narodowe finanse. Bowiem przedstawiciele banków ankietowanych przez Pentor i Związek Banków Polskich przewidują, że inflacja na koniec 2011 r. wyniesie 3,53% rok do roku. Oznacza to spadek o 0,04 pkt. w porównaniu z inflacją przewidywaną na koniec 2010 r. Zatem nie ma podstaw do podnoszenia kosztów pieniądza, który bardzo negatywnie wpływa na polską gospodarkę, a szczególnie na polskich eksporterów. Poza walką z inflacją, skutkiem ubocznym wyższych stóp procentowych jest sztuczne podnoszenie wartości rodzimego pieniądza, na którym zarabia tzw. kapitał spekulacyjny, „inwestujący” w waluty państw uzależnionych od kapitału zagranicznego. Niestety Polska jest tego doskonałym przykładem, gdzie zmuszeni jesteśmy pozyskiwać kapitał, za który przepłacamy. W dłuższej perspektywie zawsze odbija się to niekorzystnie na gospodarce i narodzie. Zazwyczaj towarzyszy temu medialny szum zapewniający, że dany kraj w tym wypadku Polska dobrze stoi gospodarczo, a po powiedzmy roku czasu, okazuje się że przeżywamy finansowy kryzys, ale już nikt nie będzie pamiętał o faktycznych jego przyczynach. Nie bez kozery pojawiły się teraz informacje, że Chiny inwestują w polskie obligacje, które już w ubiegłym tygodniu wykupiły ok. 10% emisji opiewającej na 1 mld euro. Taka informacja ma wzbudzić poczucie stabilności i bezpieczeństwa, bo oto wielki gracz wkracza na polski rynek. Zatem nie trudno przewidzieć, że długoterminowe skutki takich działań polskich władz uzależnionych od zagranicy, obcych, będą opłakane. Nasze publiczne zadłużenie nie tylko się zmniejszy, ale wręcz przeciwnie ulegnie znacznemu powiększeniu. Bowiem uzależnienie od zagranicy, a tym bardziej finansowe na dłuższą metę zawsze okazuje się być zgubne. Dla przykładu rządy USA, Chin, czy Japonii, starają się utrzymać bardzo niski koszt własnego pieniądza, właśnie po to, aby wspomóc swoją rodzimą gospodarkę i zwiększyć atrakcyjność eksportowanych produktów. Polski rząd dokładnie czyni odwrotnie, co musi skutkować powiększającym się zadłużeniem. To także tłumaczy ponoszenie niemałych kosztów w utrzymywaniu linii kredytowej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, właśnie po to, aby obsłużyć zobowiązania Polski względem w/w. kapitału spekulacyjnego. Oczywiście czyni się to pod płaszczykiem spełnienia warunków traktatu z Maastricht w przyszłym wstąpieniu do strefy euro, które także dla Polski jest niekorzystne. Także teraz Komisja Europejska wystąpiła do polskiego rządu, aby ten przedstawił do końca stycznia reformy strukturalne, które ograniczą deficyt sektora finansów publicznych do 3% PKB do końca 2012 r. z groźbą, że jeżeli to nie nastąpi, to Rada UE wystąpi o wszczęcie procedury, która może doprowadzić do nałożenia sankcji finansowych na nasz kraj. Bowiem zdaniem Brukseli zmiany w OFE nie wystarczą, by do 2012 r. obniżyć deficyt polskich finansów publicznych tak, aby był zgodny z unijnymi normami. Takie zachowanie KE, koliduje z udzielaniem „pomocy” peryferyjnym krajom strefy euro. W ich przypadku nawet nie wspomina się o podobnych restrykcjach, które przecież mają jeszcze większe zadłużenie niż Polska. Zatem sprawdza się powiedzenie, że na pochyłe drzewo, wszystkie kozy skaczą. Z drugiej strony wprowadzanie reform strukturalnych wiąże się nieodzownie z powiększającym zubożeniem polskiego społeczeństwa, z zaciskaniem tzw. pasa. Dla mnie to nie jest przypadek, że właśnie teraz w tym roku, roku dla Polski wyborczym, nastąpiło zidentyfikowanie spekulacyjnych działań tzw. kapitału spekulacyjnego oraz Komisji Europejskiej, bo słabość polskiego rządu sięga zenitu. Paradoksalnie niepowodzenie planu ratowania krajów peryferyjnych strefy euro, może odbić się na Polsce korzystnie, bo osłabienie złotego uatrakcyjni polski eksport, czego obawiają się światowi spekulanci i KE. Dlatego z przyczyn powyżej wspomnianych pod kontem technicznym znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem linią przerywaną szeroki trend boczny, który już od czerwca 2009 r. miłościwie nam panuje. Kurs naszej pary niebezpiecznie zbliżył się do dolnego ograniczenia tego trendu. Właśnie teraz zostały podjęte takie działanie kapitału spekulacyjnego oraz KE, by przełamać bardzo silne wsparcie znajdujące się na poziomie 3,84, bo już od ponad roku czasu nie udaje się go przełamać. Mam nadzieję, że i tym razem nie uda się go przełamać, co będzie korzystne dla polskiej gospodarki. Jednakże muszę się liczyć z realiami, bo i polski rząd z RPP pomaga w tym, aby tak się stało. Dlatego jeżeli to długoterminowe wsparcie zostanie pokonane, to szybko rynek dojdzie do kolejnego wsparcie zlokalizowanego na poziomie 3,8290 (Wykres: Ośmiogodzinny). Gdyby jednak tak się nie stało, to pierwszy znaczący opór mamy na poziomie 3,9020 – 3,9040 (Wykresy: Ośmiogodzinny, Dwugodzinny), a przy niepokojących informacjach z bankrutującej strefy euro, rynek może dojść do oporu zlokalizowanego na poziomie 4,0530 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 23.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 24.01. do 39.01.2011 r.

USD/PLN – Zgodnie z tym co działo się na rynkach światowych, ze słabnącym dolarem, także i na tej parze obserwowaliśmy stopniowe osuwanie się dolara względem złotego. Na wykresie dziennym nakreśliłem tworzący się trend spadkowy, którego górnym ograniczeniem jest poziom 3,00 PLN, a dolnym 2,84. Właśnie rynek już doszedł do tego dolnego ograniczenia i dlatego można się spodziewać korekty w nadchodzącym tygodniu, o ile ona nastąpi na parze EUR/USD. Także taką korektę sugeruje wykres tygodniowy, bo rynek doszedł do bardzo silnego długoterminowego wsparcia zlokalizowanego na poziomie w okolicach 2,84. Słaba korekta może mieć zasięg do poziomu 2,8980 (Wykres: Dwugodzinny), a nieco mocniejsza do poziomu 2,9870 (Wykres: Ośmiogodzinny). Gdyby jednak spekulantom udało się przełamać bardzo mocne wsparcia jak na parze EUR/PLN, tak na parze USD/PLN wyżej wspomniane, to rynek może dojść do kolejnego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 2,71 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 24.01. do 29.01.2011 r.

EUR/USD - Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem słabego dolara i powrotu sentymentu do większego ryzyka. Dolar został przeceniony z poziomu około 1,33 do poziomu w okolice 1,36. Taka przecena amerykańskiej waluty wynikała z poprawy nastrojów wokół strefy euro. Zdaje się, że inwestorzy uwierzyli w skuteczną naprawę bankrutującej strefy euro. Uwierzyli, że pakiet stabilizacyjny może wystarczyć, by uratować nie tylko Grecję, Irlandię, Portugalię, ale nawet Hiszpanię. Jednakże ten czar szybko może prysnąć, bowiem sama Komisja Europejska obawia się, że fundusz może okazać się niewystarczający, gdyby po Grecji, Irlandii, a teraz Portugalii wsparcia potrzebowały jeszcze Hiszpania, Włochy i Belgia. Zatem już sześć krajów strefy euro może się okazać niewypłacalne, tj. nie będą mogły w przyszłości wykupić swoich obligacji. Bruksela już wylicza i rozważa pożyczkę o łącznej w kwocie 672 mld USD tylko dla Portugalii i Hiszpanii, które pokryją potrzeby finansowe tych państw tylko do końca 2012 r. Zatem wszelkie działania UE są doraźne i podobnie poprawa nastrojów na rynkach walutowych są także tylko doraźne. Okazuje się, że na obecnym kryzysie najlepiej zarabiają Niemcy. Różnice rozwoju miedzy poszczególnymi krajami strefy euro zaczynają się pogłębiać. Niewątpliwie będzie to stanowiło problem, przy podejmowaniu decyzji o wysokościach stóp procentowych. Już teraz wiadomo, że taki kraj jak Niemcy potrzebują wyższej stopy procentowej, by skutecznie obronić się przed wyższą inflacją. Przeciwnie, kraje peryferyjne, jak: Grecja, Irlandia, Portugalia, Hiszpania, Włochy, czy Belgia potrzebują stosunkowo niskiej stopy procentowej, bo są pogrążone w finansowym kryzysie. Na dłuższą metę ta dysproporcja w potencjale gospodarczym jest nie do pogodzenia, tym bardziej, że ona będzie się powiększała. To także stanowi jeden z wielu argumentów, aby Polska nie wychodziła do strefy euro. Pod sam koniec ubiegłego tygodnia kurs niniejszej pary przebił poziom 1,3570, który stanowi 50% zniesienia spadków obserwowanych od listopada 2010 r. do stycznia 2011 r. Jeżeli okaże się, że jest to dość trwałe pokonanie tego oporu, to rynek może zawędrować nawet do poziomu 1,3830 (Wykres: Tygodniowy), gdzie biegnie długoterminowa linia oporu. Jednakże zważając na problemy finansowe strefy euro, które w każdej chwili mogą wybuchnąć, bo są tylko doraźnie załatwiane, by uspokoić rynki kapitałowe, taka zwyżka na omawianej parze wydaje się nieosiągalna. Zatem oczekuję w nadchodzącym tygodniu odreagowania po ostatniej zwyżce i przynajmniej drobnej korekty do poziomu 1,35 (Wykres: Dwugodzinny), albo nawet do ostatniego solidnego oporu 1,3430 (Wykres: Dzienny, zakreślony przerywana linią), który przez nieco dłuższy czas powstrzymywał rynek przed marszem na północ . Teraz ten były opór stanowi już wsparcie. Jeżeli na rynek powrócą obawy związane z zapaścią finansową strefy euro, to na wykresie tygodniowym widać poziom 1,17, do którego rynek by zmierzał. Po drodze byłyby co najmniej dwa solidne wsparcia na poziomie 1,2980 (Wykres: Dzienny) i 1,2860 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 16.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 17.01. do 22.01.2011 r.

EUR/USD – Za nami tydzień znacznego osłabienia dolara. Przyczyną takiego stany rzeczy upatruję w zdecydowanym opowiedzeniu się Chin po stronie euro, w deklaracji wykupywania hiszpańskich obligacji. W taki zakamuflowany sposób Chiny prowadzą wojnę walutową ze Stanami Zjednoczonymi. Chwilowo osłabiają dolara, choć nie jest to Chinom na dłuższą metę na rękę, zważywszy na rosnące rezerwy walutowe, które w tym roku przekroczą 3 biliony USD, aby tylko strefa euro się nierozpadła. Bowiem Chiny w euro chcą upatrywać antidotum na światową hegemonię dolara. Tym czasem strefa euro przeżywa coraz bardziej pogłębiający się kryzys zadłużeniowy. Ratunkiem ma być Europejski Fundusz Stabilizacyjny, który moim zdaniem jest niewystarczający i jest tylko kwestią czasu, może trochę dłuższego, rozpadu całej strefy euro. Po Grecji i Irlandii, teraz są prowadzone rozmowy z Portugalią o możliwej „pomocy” UE, dla tego kraju. Owa „pomoc” ma wynieść 60 – 100 mld euro. Jednakże, podobnie jak Grecja, czy Irlandia, Portugalia zaprzecza jakoby już teraz potrzebowałaby znacznego zastrzyku finansowego, by móc się wywiązać ze swoich zobowiązań finansowych. Prezydent Portugalii Anibal Cavaco Silva wysunął propozycję, że Portugalia może sprzedać swoje aktywa, jako alternatywę zwrócenia się o pomoc finansową z zewnątrz. Portugalia nie chce tzw. pomocy UE, bo wie, że prowadzi ona do jeszcze większego uzależnienia od Unii, które nie wiadomo jak może się skończyć, czy nie zostanie w przyszłości nadmiernie ograniczona suwerenność kraju. Jednakże jak w przypadku Grecji i Irlandii, UE nalega aby Portugalia taką „pomoc” przyjęła, tłumacząc to tym, by nie rozszerzał się kryzys finansowy w strefie euro, by rynki kapitałowe uspokoić. Kolejnym krajem, który zaprzecza że nie potrzebuje pomocy finansowej, jest Hiszpania. Po Hiszpanii zapewne będą Włochy. Dziwnym trafem okoliczności, gdy tzw. kraje peryferyjne strefy euro upadają finansowo, Niemcy w tym samym czasie przeżywają najwyższy wzrost PKB od zjednoczenia, w wysokości 3,6% za 2010 r. silnie pobudzone własnym eksportem. Chyba to tłumaczy, dlaczego kraje nadmierne zadłużone muszą nadal się zadłużać, by tylko nie podjęły właściwych kroków występując z strefy euro. Przechodząc do analizy technicznej na wykresie dziennym zarysował się układ świec, który pokazuje silną podaż w okolicach 1,3430. Taka sytuacja sugeruje znaczną korektę, nawet do poziomu 1,2880 (Wykres: Ośmiogodzinny). Po drodze mamy wsparcie na poziomie 1,3040 (Wykres: Dwugodzinny), a potem o wiele mocniejsze na poziomie 1,2950 (Wykres: Dzienny). Na wykresie tygodniowym zaznaczyłem poziom 1,17, do którego rynek może podążać w długim terminie, zważywszy na pogarszającą się finansową sytuację w strefie euro. Nie mogę wykluczyć odwrotnej sytuacji na rynku, czyli kontynuacji ruchu na tej parze z ubiegłego tygodnia. Wówczas najbliższy opór mamy zlokalizowany już w okolicach 1,34 (Wykres: Dwugodzinny), a po przełamaniu go rynek może podążać w kierunku 1,3870 (Wykres: Tygodniowy). Stawiam na pierwsze rozwiązanie.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 16.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 17.01. do 22.01.2011 r.

EUR/PLN – W ubiegłym tygodniu złoty wykazywał się dość silny względem euro. Niewątpliwie słaby dolar na rynkach światowych pomógł w tym złotemu, a także czynniki wewnętrzne, jak zapowiedzi ministra finansów o niższym deficycie w 2011 r. o 2,6 – 2,7% niż w 2010 r., zapowiedz wzrostu PKB oraz w niezaliczaniu OFE do zobowiązań państwa. Deficyt sektora finansów publicznych w 2010 r. ma wynieś aż 7,9% PKB, jak potwierdza to minister Rostowski. Wydaje się, że zapowiedzi ministra finansów w tak znaczącym zredukowaniu długu publicznego już w wyborczym 2011 roku, są nierealne. Natomiast zapowiedzi na rok 2012 o zredukowaniu długu publicznego do 3% PKB, budzą wręcz zdumienie. Choć patrząc na odstąpieniu rządu od budowy autostrad i dróg ekspresowych i budowy całej infrastruktury, a skupieniu się tylko na wynikach finansowych, by ściągać kapitał spekulacyjny, można odnieś wrażenie, że rząd co prawda w sposób sztuczny i krótkotrwały, jednak jest zdeterminowany działać na tym polu. To dobrze nie wróży dla polskiej gospodarki, a szczególnie dla polskiego eksportu. Tym czasem prysnął mit przestawiany przez premiera D. Tuska, o Polsce jako zielonej wyspie. Giełda warszawska zaczyna spadać, a koszty obsługi rządowego długu rośną. To są pierwsze skutki rozbicia drugiego filaru, czyli OFE. Bowiem decyzja o zmianie zasad wypłacania środków do OFE zepsuła wizerunek Polski w świecie finansów. Skutkiem tego wzrosło oprocentowanie obligacji skarbowych, czyli odsetek, jakie rząd musi płacić od pożyczanych pieniędzy, uzyskanych z ich sprzedaży. Rząd zamiast faktycznej reformy, właśnie budowania całej infrastruktury, podejmuje krok w przeciwną stronę, dba tylko o wirtualny, papierowy wizerunek. Oczywiście, że inwestorzy to dostrzegają i przewidują, że rating Polski będzie spadał, co spowoduje dalsze zwiększenie kosztów obsługi zadłużenia gdyż, jako kraj większego ryzyka, zostaniemy zmuszeni oferować lepsze warunku kredytowania. O dziwo, jakby o tym wszystkim co wyżej napisałem nie wiedzieli, wielkie spekulacyjne banki jak: JP Morgan, czy HSBC , bo przewidują wręcz świetlaną przyszłość dla polskiej gospodarki i silne umocnienie złotego nawet do poziomu 3,55 za euro już w 2011 r. oraz znaczny wzrost oprocentowania nawet o 100 pkt. bazowych. Jaki mogą mieć interes tacy wielcy spekulanci w upublicznianiu swoich analiz i wizji kursu złotego? Istnieją co najmniej dwa powody. Pierwszy to taki, że już się w znaczący stopniu zakupili w złotówkę i teraz starają się podsycić atmosferę do dalszych zakupów złotego przez innych uczestników rynku kapitałowego. Drugi, przeciwnie wyzbyli się złotego, zamieniając go na tak chętnie ostatnio sprzedawane w miliardowych kwotach przez polski rząd euro, przewidując załamanie się rynku walutowego w Polsce z powodu galopująco narastających długów państwa oraz ich kamuflowania. Obstawiam przy drugim rozwiązaniu. Spekulantom nie powinno się ufać. W najbliższą środę Rada Polityki Pieniężnej może podnieść koszt pieniądza o 25 p. b., by powstrzymać rosnącą inflację. Taki ruch jest już przez rynek zdyskontowany, chyba, że podwyżka będzie większa, albo komunikat po posiedzeniu Rady będzie wyraźnie „jastrzębi”, czyli sugerujący o kolejnych podwyżkach w najbliższym czasie. Jednakże, czynniki wewnętrzne mogą ustąpić pod wpływem czynników zewnętrznych, bowiem w nadchodzącym tygodniu poznamy dane o chińskiej inflacji, które mogą się przyczynić do pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych i złoty wówczas może tracić. Póki co, nadal znajdujemy się w szerokim trendzie bocznym (Wykres: Tygodniowy), jednak zbliżamy się do dolnego jego ograniczenia (3,84), co może spowodować, a nawet powinno znaczącą korektę, nawet do poziomu 4,0590 (Wykres: Dzienny). Nie mogę wykluczyć, że taka korekta może się już skończyć na poziomie 3,9210 (Wykres: Ośmiogodzinny), gdzie po drodze będziemy mieli słaby opór na poziomie 3,8780 (Wykres: Dwugodzinny). Dużego pola do dalszego umacniania złotówki nie widzę. Jak już wspomniałem wyżej, silnym wsparciem jest dolne ograniczenie trendu bocznego zlokalizowane w okolicach poziomu 3,84. (Wykresy: Tygodniowy, Dzienny). Aczkolwiek na poziomie 3,8330 (Wykres: Ośmiogodzinny) znajduje się kolejne wsparcie, które może zadziałać w wypadku, gdyby nastąpiło tzw. fałszywe wybicie dołem.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 16.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 17.01. do 22.01.2011 r.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu dolar wykazywał znaczną słabość, także względem złotego. Nastąpiło znaczące osłabienie amerykańskiej waluty z poziomu prawie 3,04, do poziomu lekko poniżej 2,88. Było to odzwierciedleniem tego co działo się na rynkach światowych, przeceny dolara względem euro i powrotu sentymentu do ryzyka, pomimo iż strefa euro tonie w długach. Wydaje się, że inwestorzy chcą wierzyć, niejako na siłę, że UE uda się na trwałe zażegnać kryzys finansowy w strefie euro. Na wykresie tygodniowym nakreśliłem linię trendu przebiegającą na poziomie 3,05. Akurat na tej samej wysokości biegnie górne ograniczenie, jak mi się wydaje, tworzącego się nowego trendu – bocznego (zaznaczyłem go przerywaną linią). Dolne jego ograniczenie znajduje się na poziomie 2,84. Zatem wnioskuję, że kurs omawianej pary będzie się wahał w tym przedziale w najbliższym czasie. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 2,9480 (Wykres: Dwugodzinny), kolejny już powyżej 3,00 PLN, bo na poziomie 3,0040 (Wykres: Ośmiogodzinny) i w końcu poziom 3,01 (Wykres: Dzienny), będzie stanowił ostatni opór na drodze ku linii trendu. Patrząc na wyrównany wskaźnik RSI na wykresie ośmiogodzinnym (zakreśliłem go w koło), można odnieś wrażenie, że rynek jest tu chwilowo wykupiony i aż prosi się o korektę, która może nastąpić już w następnym tygodniu zgodnie z nakreślonym przeze mnie wyżej schemacie. Jeżeli chodzi o wsparcia, to właśnie rynek doszedł już do jednego z nich, to poziom 2,89 (Wykres: Dwugodzinny), który może powstrzymać dalszą aprecjację złotego względem dolara. Jednakże najistotniejszym wsparciem jest wspomniany przeze mnie poziom 2,84, czyli dolne ograniczenie tworzonego się trendu bocznego (Wykres: Tygodniowy). Poziom wsparcie 2,71 nakreślony na wykresie dziennym, wydaje się być nieosiągalny.
Mariusz Kierasiński.
Z powodu problemów technicznych w tym tygodniu nie przeprowadziłem szczegółowej analizy technicznej, a tylko ogólną, fundamentalną z której wyprowadzam długoterminowe wnioski niestety niekorzystne dla gospodarki Polski. Za powstałe z tego powodu trudności bardzo przepraszam.
Mariusz Kierasiński.

Dnia 08.01.2011 r. Analiza tygodniowa od 10.01. do 15.01.2011 r.

EUR/USD – Przełom roku, a szczególnie jego początek przyniósł nam umocnienie dolara poniżej poziomu 1,30. Świadczy to o niskim poziomie zaufania inwestorów do ryzyka. Rynek